Rozdział 2 ROZDZIAŁ 002

PUNKT WIDZENIA LAUREN

„Kim ona jest, Ethan?” zapytałam ponownie, tym razem głośniej, a mój głos drżał.

Ethan odwrócił wzrok, jakby zastanawiał się, co powiedzieć. „O czym ty mówisz?” powiedział w końcu, mrugając, jakbym właśnie oskarżyła go o coś szalonego.

Wskazałam na jego kołnierzyk. „Szminka. To nie moja, Ethan. Więc jeszcze raz, kim ona jest?”

Spojrzał w dół powoli, jakby zauważył to po raz pierwszy. Tam była. Ta delikatna różowa smuga wyróżniała się na jego białej koszuli jak policzek w twarz.

„Och,” powiedział, strzepując to. „To? Nic takiego. Jedna z dziewczyn w biurze... potknęła się czy coś i wpadła na mnie. Może wtedy się to tam znalazło.”

Patrzyłam na niego. „Potknęła się? Na twój kołnierzyk?”

Wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego. „To był tylko głupi wypadek, Lauren. Nie zaczynaj robić z igły widły.”

„Nie mów do mnie, jakbym była głupia,” warknęłam.

Westchnął, jakby był już zmęczony tą rozmową. „Znowu to samo. Zawsze tak robisz. Zawsze skaczesz do najgorszych wniosków. Wyolbrzymiasz wszystko.”

Mrugnęłam, oszołomiona. „Więc teraz to moja wina?”

Przeszedł obok mnie i rzucił płaszcz na kanapę. „Nie mam teraz na to energii.”

Podążyłam za nim. „Nie, nie możesz po prostu odejść i udawać, że to się nie dzieje. Nasza córka czekała na ciebie cały dzień. Ja czekałam. A ty pojawiasz się spóźniony, pachnący perfumami kobiety i z szminką na koszuli, i mam to po prostu przełknąć?”

Odwrócił się gwałtownie. „Na litość boską, Lauren, to było nic. Jesteś taka dramatyczna. Zawsze musisz robić ze wszystkiego scenę.”

„Bo ciągle mi dajesz powody do scen!” Mój głos załamał się. „Znowu zapomniałeś o jej urodzinach, Ethan. Ile razy już to było? Dwa? Trzy?”

Pocierając twarz rękami, spojrzał w sufit. „Mówiłem, że byłem zajęty.”

„Nie, mówiłeś, że tu będziesz,” powiedziałam cicho. „A nie było cię. Znowu.”

Nie odpowiedział na to.

Poczułam, jak coś we mnie opada jeszcze niżej. Zawsze tak było — ja błagałam o skrawki prawdy, podczas gdy on udawał, że wszystko sobie wymyślam.

Spojrzałam na niego. Naprawdę na niego spojrzałam. Ta sama twarz, którą kochałam od czasów studiów. Te same brązowe oczy, które kiedyś patrzyły na mnie, jakbym była jego całym światem. Ale teraz... jakby była między nami ściana. Taka, której nie mogłam przebić, niezależnie od tego, jak bardzo się starałam.

Zaczął iść w stronę schodów.

„Dokąd idziesz?” zapytałam.

„Idę się wykąpać,” powiedział, nawet nie patrząc wstecz.

„Nie zjesz kolacji?”

„Nie jestem głodny,” odpowiedział chłodno.

Patrzyłam, jak znika na schodach, całe moje ciało czuło się ciężkie. Stałam pośrodku salonu z założonymi rękami, starając się nie płakać. Może mówił prawdę. Może tylko za dużo myślałam. To mogło być tylko przypadkowe, tak jak mówił. Ethan by mnie nie zdradził... prawda? Przeszliśmy razem przez zbyt wiele. Nie zraniłby mnie w ten sposób.

Wtedy mój telefon wydał dźwięk.

Sięgnęłam po niego powoli, nie spodziewając się wiele. Pewnie jakiś e-mail albo kod rabatowy.

Ale nie.

To była wiadomość od Tessi, mojej najlepszej przyjaciółki.

Tess💗: "Lauren... Nie byłam pewna, czy powinnam to wysłać, ale myślę, że musisz to zobaczyć."

Dodała link.

Moje żołądek się skręcił. Tessa nie wysyłałaby mi plotek. Nie, chyba że to było poważne. Moje palce zawisły nad wiadomością.

Kliknęłam link.

Przeglądarka zaczęła się ładować. Serce waliło mi tak głośno, że ledwo słyszałam cokolwiek innego. Chodziłam po salonie, czekając, pocierając palce o czoło.

Ekran powoli się rozjaśnił. Najpierw nagłówek.

"Znany Biznesmen Przyłapany na Bliskich Kontaktach z Tajemniczą Kobietą w Rooftop Lounge"

Mrugnęłam.

Moje ręce zaczęły drżeć. Przewinęłam w dół, oddech utknął mi w gardle.

Strona wciąż ładowała obraz.

Część pojawiła się w widoku - tył mężczyzny w garniturze. Pochylał się blisko kobiety z długimi ciemnymi włosami, jej usta prawie dotykały jego policzka. Reszta była zamazana.

Patrzyłam. Mój mózg krzyczał, żebym przestała. Ale nie mogłam. Musiałam wiedzieć.

Nagle znów pojawiła się wiadomość od Tessi.

Tess💗: "Lauren... Myślę, że to Ethan. Przepraszam."

Usiadłam ciężko na kanapie. Moje nogi już mnie nie trzymały. Serce waliło mi w piersi, jakby chciało się wyrwać.

Proszę, Boże, niech to nie będzie on, szeptałam w myślach.

Obraz wciąż się ładował, powoli stając się wyraźniejszy. Mogłam teraz dostrzec więcej linii szczęki mężczyzny. Kąt jego podbródka. Krzywiznę ucha.

Znałam tę twarz. Znałam ją jak własną kieszeń.

To był Ethan.

Moje serce opadło. Czułam, jakby ktoś wsadził rękę do mojej piersi i ścisnął ją, aż pękła. Zakryłam usta obiema rękami. Łzy spływały po moich policzkach, zanim jeszcze zdałam sobie sprawę, że płaczę. Taki płacz, który po prostu... się dzieje. Cichy. Wstrząśnięty. Zgnieciony.

Artykuł mówił, że zdjęcie zrobiono zaledwie kilka godzin temu. Dziś wieczorem.

Plama na jego kołnierzyku nie była tylko jakimś głupim przypadkiem, ale pochodziła od tajemniczej kobiety, której twarz nie została wyraźnie uchwycona.

Pochyliłam się do przodu, łokcie na kolanach, telefon wciąż świecił w moich rękach.

Jak mógł? Jak mógł to zrobić Elenie? Mnie? Po wszystkim? Po tych wszystkich poświęceniach, które zrobiłam, by zbudować firmę, która uczyniła go tym, kim jest teraz.

Wtedy usłyszałam cichy, mały dźwięk. Jak szept.

"Mommy?"

Zamarłam i spojrzałam w górę. Elena stała na schodach, przytulając swojego misia, oczy szerokie z niepokoju.

"Mommy... czemu płaczesz?"

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział