Rozdział 4 ROZDZIAŁ 004

POV LAUREN

Ethan podniósł wzrok, a jego uśmiech szybko zniknął. Zmarszczył brwi, jakby był zirytowany. Jakbym to ja zrobiła coś złego.

„Co ty tu robisz, Lauren?” zapytał, powoli wstając. Nawet nie wyglądał na zaskoczonego moim widokiem. Zero uśmiechu, zero ciepła, tylko te zimne, zirytowane brązowe oczy.

Podniosłam USB, moje ręce drżały. „Zostawiłeś to,” powiedziałam, zmuszając się do wypowiedzenia tych słów.

„Powiedziałem Rosie, żeby to przyniosła,” odparł ostro. „Nie tobie. Nie powinnaś była się fatygować.”

To było pierwsze, co powiedział. Nie dziękuję. Nie czy wszystko w porządku? Nawet nie szybkie kłamstwo, żeby udawać, że obchodzi go, co czuję. Nie, był wściekły, że przyszłam zamiast pokojówki.

Mrugnęłam, patrząc na niego. „To o to jesteś zły?”

Nic nie powiedział. Po prostu stał tam, z zaciśniętą szczęką.

Zanim zdążyłam powiedzieć kolejne słowo, odezwała się kobieta siedząca obok niego.

„Ethan... kim ona jest?”

Jej głos był gładki, miękki, niemal drwiący. Odwróciłam się, żeby na nią spojrzeć. Skrzyżowała nogi powoli, jakby nigdzie się nie spieszyła. Jej paznokcie były pomalowane na blady róż, a sposób, w jaki na mnie patrzyła, sprawiał, że czułam się nieswojo.

Ethan nie odpowiedział od razu. Odwróciłam się do niego, serce waliło mi w piersi, czekając, aż się odezwie. Ale on tylko otworzył usta, po czym znowu je zamknął.

Więc odpowiedziałam za niego.

„Jestem jego żoną,” powiedziałam cicho. Podniosłam lewą rękę i pokazałam jej obrączkę.

Ale potem spojrzałam na rękę Ethana. Była goła. Żadnego pierścionka. Żadnego znaku, że kiedykolwiek nosił go do pracy.

Moje serce pękło. Ten moment uderzył mnie tak mocno, że prawie zapomniałam oddychać.

„Och,” powiedziała kobieta, mrugając na mnie. „Nie wspomniałeś o żonie zeszłej nocy, kiedy pytałam.”

Zeszłej nocy.

Te dwa słowa odbijały się echem w mojej głowie. Potem kliknęło, że to była ta sama kobieta ze zdjęcia. Szminka. Kłamstwo. Stażystka w firmie, o której mówił, że nie mam się martwić. To była ona. Był z nią.

Piekło mnie w gardle.

Ethan musiał to zobaczyć na mojej twarzy, sposób, w jaki w końcu wszystko zrozumiałam. Wtedy szybko wkroczył.

„Tak, jestem żonaty,” powiedział, jakby nagle to było ważne. „To jest Lauren. Moja żona. Lauren, to jest Sofia... stara znajoma z uczelni.”

Sofia.

Już wiedziałam. Ale usłyszenie tego imienia na głos nadal skręcało mi żołądek.

Sofia odwróciła się do mnie i przez kilka sekund tylko patrzyła. Z góry na dół. Jej oczy były ostre. Jej usta wykrzywiły się w najmniejszy uśmieszek, gdy jej oczy prześlizgiwały się po moim stroju, moich włosach, moim ciele. Nawet nie próbowała być subtelna.

Potem się zaśmiała. Tylko trochę.

„Wow! Naprawdę nie mogę w to uwierzyć,” powiedziała, jakby mówiła do siebie. „Ethan... naprawdę? To jest ta, z którą skończyłeś?”

Poczułam, jak twarz mi płonie. "Przepraszam?” powiedziałam, mój głos był napięty.

Ona nadal się uśmiechała, jakbym nawet nie była warta, żeby się na mnie złościć.

„To znaczy, bez urazy,” powiedziała z wzruszeniem ramion, chociaż obraza była wyraźnie celem. "Nie jest tym, czego się spodziewałam. Przestałeś całkowicie dbać o wygląd? Jest... taka zwyczajna. I przytyłaś sporo, prawda? Mogłaś przynajmniej się odpowiednio ubrać, zanim tu przyszłaś.”

Zamarłam.

Odwróciłam się do Ethana. Czekałam. Milcząco błagałam, żeby coś powiedział. Żeby kazał jej zamknąć usta. Żeby mnie obronił, choć raz.

Ale tego nie zrobił.

Nie było "Nie mów do niej w ten sposób."

Zamiast tego, jego twarz… jego twarz mówiła wszystko. Wstydził się mnie.

Ten sam człowiek, który kiedyś całował moje rozstępy i mówił, że są dowodem na to, że przyniosłam na świat naszą córkę… teraz wyglądał, jakby nie chciał być widziany obok mnie.

Spojrzałam na swoje ubranie.

Jeansy, bluzka, nic specjalnego, ale czyste, schludne, przyzwoite. Nie próbowałam nikogo zaimponować. Przyszłam tu, żeby zostawić jego głupi USB, a nie przechadzać się po czerwonym dywanie.

I nie... nie byłam już tak szczupła jak na studiach. Miałam dziecko. Miałam życie. I byłam zmęczona. Ale nie byłam brzydka. Nie byłam niczym.

Spojrzałam znowu na Ethana. "Naprawdę pozwolisz jej tak do mnie mówić?"

Nie odpowiedział.

Poczułam, jak kolana się pode mną uginają, ale stałam dalej. Nie płakałabym przed nią. Nie dałabym jej tej satysfakcji.

Moje myśli zaczęły krążyć, przenosząc mnie z powrotem na studia. Do momentu, kiedy to wszystko się zaczęło.

Byłam wtedy cichą studentką na stypendium. Ethan i Sofia byli złotą parą. Wszyscy ich znali. Byli bogaci, atrakcyjni i popularni.

Aż jego rodzina straciła pieniądze. I ona go porzuciła jak śmiecia. Pamiętam, jak bardzo to przeżył. Szepty na korytarzu. Litość. Plotki.

Podobał mi się wtedy Ethan, cicho i z daleka. Nigdy nie spodziewałam się, że mnie zauważy, ale pewnego dnia, zauważył. Zaprosił mnie na randkę. Poszliśmy na kawę. Rozmawiał ze mną, jakbym była ważna. Myślałam… może jest inny.

A teraz tu byliśmy.

Pełne koło.

Sofia wróciła, siedziała w jego biurze, jakby nigdy nie odeszła. Jakbym nigdy nie istniała.

I tak, może przybrałam trochę na wadze. Ale nosiłam w sobie życie. Urodziłam naszą córkę, czuwałam przy gorączkach i koszmarach, prowadziłam dom, podczas gdy on "pracował do późna".

Ethan kiedyś mówił, że lubi mnie taką. Mówił, że nie muszę schudnąć ani grama. "Jesteś idealna taka, jaka jesteś," mówił. "Nie stresuj się."

Więc czemu teraz milczał?

Czemu wyglądał, jakby zgadzał się ze wszystkim, co powiedziała Sofia?

Trzymałam się swojej dumy i starałam się, żeby mój głos nie drżał.

"Po co tu jesteś?" zapytałam, starając się, żeby mój głos był pewny. "Dlaczego siedzisz tak blisko mojego męża? Zachowujesz się, jakbyś tu należała?"

Uśmiechnęła się znowu, ale tym razem, nie było to zabawne. Było zimne.

"Mam pełne prawo być blisko Ethana," powiedziała po prostu.

Potem oparła się o kanapę, jakby była w programie talk-show.

"I," dodała, przeciągając słowo powoli, "jestem w ciąży."

Pokój zawirował.

Nogi miałam jak z waty.

Mrugnęłam do niej. "Co?"

"Spodziewam się, Lauren," powiedziała, kładąc rękę na swoim płaskim brzuchu. Uśmieszek na jej twarzy stał się triumfujący. "Dziecka Ethana."

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział