Rozdział 117 117

Niechętnie mnie puszcza.

Patrzę, jak Nikita odciąga go na bok.

— Hej! — Brad rzuca się za nimi, ale wchodzę mu w drogę. — Nie możesz tego zrobić. Mam nakaz sądowy!

— Jedyne, co masz, to termin rozprawy o opiekę — mówię. — To nie jest żaden nakaz. To nie znaczy, że on należy do ciebie.

— Ta, jas...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie