Rozdział 127 127

„Oj, daj mi spokój z tym twoim udawaniem alfy.” Pistolet znowu wbija mi się w bok, tym razem mocniej. „Zgarnąłem już oba twoje gońce z szachownicy. Myślisz, że reszty nie dojadę? Twoich wież, skoczków, królowej?”

„Będziesz trupem na własnych nogach.”

„Przecież już jestem” — odcina się bezczelnie. ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie