Rozdział 276

Perspektywa Devona

Po opuszczeniu mieszkania pojechałem prosto do Eden. Winda zjeżdżała niemal bezszelestnie, a numerki pięter odliczały się jakby do czegoś nieuniknionego. Obserwowałem swoje odbicie przesuwające się po wypolerowanych stalowych drzwiach – rozwiane włosy, poluzowany krawat, płaszcz ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie