Rozdział 3
Aria's POV
Obudziłam się nagle, otwierając oczy w ciemności. Przez chwilę nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie jestem, dopóki nie poczułam ciężaru ramienia na mojej talii. Wydarzenia poprzedniej nocy wróciły do mnie w żywych szczegółach, sprawiając, że moje policzki zapłonęły mimo że byłam sama ze swoimi myślami.
Cyfrowy zegar na stoliku nocnym świecił ostrymi czerwonymi cyframi 4:17. Obok mnie Devon Kane spał spokojnie, jego oddech był głęboki i równomierny. We śnie jego twarz była znacznie bardziej zrelaksowana. Bez intensywności, która zwykle od niego emanowała, wyglądał niemal spokojnie - ostre kąty jego szczęki i kości policzkowych były mniej wyraźne, jego usta lekko rozchylone. Przyłapałam się na tym, że wpatruję się w niego dłużej niż powinnam, studiując wachlarz ciemnych rzęs na jego policzkach i sposób, w jaki jeden kosmyk włosów opadł mu na czoło.
Moje ciało bolało w nieznanych miejscach, gdy ostrożnie wysunęłam się spod jego ramienia. Czas iść. Zdobyłam to, po co przyszłam - materiał do zemsty. Nie było potrzeby zostawać na niezręczny poranek po.
Na palcach poszłam do łazienki, zamykając drzwi cicho, zanim włączyłam światło. Lustro odbijało kobietę, której ledwo rozpoznawałam - włosy w nieładzie, usta lekko opuchnięte, małe czerwone ślady na szyi i obojczyku. Weszłam pod prysznic, pozwalając gorącej wodzie zmyć dowody nocy.
Devon był... niespodziewany. Nie tylko jego intensywność, która mnie przytłoczyła, ale sposób, w jaki był uważny mimo swojej oczywistej doświadczenia. Spodziewałam się chłodu, może nawet szorstkości, ale nie starannego prowadzenia ani chwil, gdy sprawdzał, czy wszystko ze mną w porządku.
Po wysuszeniu się, wsunęłam się z powrotem w moją czarną sukienkę, teraz wygniecioną bez ratunku. Wyszłam z łazienki, by znaleźć Devona nadal głęboko śpiącego. To mnie zaskoczyło - słyszałam plotki o jego bezsenności, jak rzadko spał więcej niż kilka godzin na raz. A jednak tutaj był, martwy dla świata.
Zebrałam pożyczony hotelowy uniform z podłogi, gdzie go wczoraj rzuciłam. Przemieszczając się po pokoju, zbierając swoje rzeczy, wpadł mi do głowy pomysł. Wyciągnęłam telefon i otworzyłam aplikację aparatu. Ostrożnie ustawiłam się obok łóżka, celując, by uchwycić moją rękę sięgającą w stronę wyciągniętej dłoni Devona na tle pogniecionych prześcieradeł. Zdjęcie uchwyciło jego nagą klatkę piersiową i tors bez pokazywania twarzy - wystarczająco rozpoznawalne dla tych, którzy wiedzieli, czego szukać, ale na tyle dyskretne, by zachować wiarygodne zaprzeczenie.
Idealnie. Otworzyłam Instagram i opublikowałam to w mojej relacji z podpisem "Awansuję." Ethan zobaczy to w ciągu minut; zawsze sprawdzał moje media społecznościowe jako pierwsze rano.
Gdy tylko wsunęłam telefon do torebki i odwróciłam się, by wyjść, silna ręka złapała mnie za nadgarstek. Zaskoczona obróciłam się, by zobaczyć Devona obudzonego, jego szare oczy były czujne mimo że spał jeszcze przed chwilą.
"Robienie zdjęć w moim pokoju ma swoją cenę, wiesz," powiedział, jego głos był chrapliwy od snu, ale jego oczy były ostre. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, pociągnął mnie z powrotem na łóżko z zaskakującą siłą. Wylądowałam na jego piersi z niegodnym piskiem.
"Właśnie wychodziłam," zdołałam wydusić, bez tchu, gdy przewrócił mnie pod siebie.
"Naprawdę?" Jego usta znalazły moją szyję, wywołując dreszcze na moim kręgosłupie. "Bez pożegnania?"
Jakakolwiek sprytna odpowiedź, którą mogłam mieć, rozpuściła się, gdy jego usta spotkały moje. Jeden pocałunek prowadził do kolejnego, a wkrótce moja starannie odzyskana sukienka znów była na podłodze.
Kiedy obudziłam się ponownie, słońce wpadało przez okna, a Devona już nie było. Zegar pokazywał 10:23. Usiadłam, krzywiąc się z bólu w mięśniach, o których nawet nie wiedziałam, że mam. Apartament był cichy, poza odległym szumem klimatyzacji.
W łazience oceniłam szkody w ostrym świetle dnia. Czerwone ślady pokrywały moją skórę jak puzzle połącz kropki - na szyi, piersiach, wewnętrznych udach. "Devon Kane jest tak dziki, jak mówią plotki," mruknęłam do siebie, dotykając szczególnie wyraźnego śladu przy obojczyku.
Po kolejnym szybkim prysznicu, owinęłam się w puszysty hotelowy szlafrok i wróciłam do sypialni. Na stoliku nocnym, gdzie stał zegar, znalazłam wizytówkę z napisem "Devon Kane, CEO, Kane Ventures" wytłoczonymi eleganckimi srebrnymi literami. Obok niej był mały blister z tabletką - pigułką dzień po. Moje policzki zapłonęły na myśl o implikacji, choć doceniłam jego troskliwość.
Podłączyłam mój rozładowany telefon i czekałam, aż się włączy. Gdy tylko to się stało, ekran zalały powiadomienia: dwadzieścia siedem wiadomości tekstowych, piętnaście nieodebranych połączeń i dziesiątki powiadomień z Instagrama.
Większość wiadomości była od Ethana, zaczynając od zwykłych pytań, które szybko przerodziły się w panikę: "Gdzie jesteś?" potem "Czy wszystko w porządku??" następnie "KIM DO CHOLERY JEST TEN FACET???" i "ODPOWIEDZ MI!!!" Wiadomości stawały się coraz bardziej histeryczne: "Idę cię szukać" i "To nie jest śmieszne, Aria!" O szóstej rano były już zupełnie bezładne: "NIE MOŻESZ MI TEGO ZROBIĆ" i "JESTEM NICZYM BEZ CIEBIE." Ostatnia, wysłana o siódmej rano, była chaotycznym błaganiem: "Proszę kochanie, zadzwoń do mnie, możemy to naprawić, zrobię wszystko, przysięgam."
Usunęłam każdą wiadomość i zablokowałam jego numer. Potem zrobiłam to samo z jego kontami na Instagramie, Twitterze i Facebooku. Ethan Blake mógł mnie znać jako swoją wierną dziewczynę, która wybaczała każde przewinienie, ale zapomniał, że urodziłam się z talentem do chowania urazy.
Mój telefon zadzwonił, gdy kończyłam cyfrowe czyszczenie. Na ekranie pojawiło się imię Sophia.
"O mój Boże, w końcu!" pisnęła, gdy tylko odebrałam. "To zdjęcie było takie gorące! Nie mogę uwierzyć, że ty i Ethan w końcu to zrobiliście! Był dobry? Proszę, powiedz, że było warto czekać. Jak jego wytrzymałość? Czy on—"
"To nie był Ethan," przerwałam jej, nie mogąc powstrzymać triumfu w swoim głosie.
Chwila ciszy. "Czekaj, co? To kto...?" Kolejna pauza. "Aria Harper, proszę powiedz, że to nie był ten, o którym myślę."
"Jeśli myślisz o Devon Kane, to tak, to był on."
"CO?" Głos Sophii podniósł się do wysokości, której nigdy wcześniej nie słyszałam. "Devon Kane? Człowiek, który posiada połowę Manhattanu? Ten technologiczny magnat, który zjada startupy na śniadanie?"
Zaśmiałam się. "Spokojnie, Soph. To tylko zabawa."
"Zabawa? Z Devon Kane?" Brzmiała naprawdę zaniepokojona. "Wiesz, jak niebezpieczny on jest? Użyje cię i wyrzuci jak wczorajszą gazetę."
"Perfekcyjnie," powiedziałam, oglądając swoje paznokcie. "To dokładnie to, czego chcę. Upewnij się, że wszyscy wiedzą, że to ja rzuciłam Ethana Blake'a, a nie odwrotnie."
Sophia westchnęła ciężko. "Bawisz się z ogniem. Devon nie jest jak ci chłopcy z uczelni, których spotykałyśmy. On jest... wyrachowany. Nigdy niczego nie robi bez powodu."
"Ja też," odparłam. "Potrzebuję go tylko na miesiąc. Wystarczająco długo, żeby Ethan zrozumiał, kogo stracił."
"Miesiąc? Z Devon Kane?" Zaśmiała się niedowierzająco. "Aria, nikt nie spotyka się z Devon Kane tak długo. On jest znany z jednonocnych przygód."
"Zobaczymy," powiedziałam pewnie, choć przez chwilę przemknęła mi wątpliwość. "Zresztą, nie masz przypadkiem dzisiaj spotkania z potencjalnym klientem-celebrytą? Powinnam wracać do biura."
Po zakończeniu rozmowy szybko ubrałam się w wczorajsze ubrania i zebrałam swoje rzeczy. Jadąc windą w dół do holu, zdałam sobie sprawę, że nie pomyślałam, jak wrócę do domu. Byłam tak skupiona na wykonaniu mojego "przypadkowego spotkania" z Devonem, że nawet nie zabrałam samochodu.
Hol był pełen podróżujących biznesmenów, którzy się wymeldowywali. Kiedy rozważałam wezwanie przejazdu, zauważyłam znajomą postać. Devon stał przy recepcji, nienagannie ubrany w antracytowy garnitur, który musiał być szyty na miarę, by tak idealnie pasować do jego szerokich ramion. Wyglądał zdumiewająco świeżo—żadnego śladu ciemnych cieni, które były widoczne zeszłej nocy. Przemiana była niezwykła, jakby nasze spotkanie w jakiś sposób wyleczyło jego bezsenność.
Obserwowałam, jak podpisuje coś przy recepcji, jego postawa promieniowała autorytetem. Kiedy się odwrócił, nasze oczy spotkały się przez hol. Moje serce zadrżało zawstydzająco, ale jego twarz pozostała niewzruszona. Po prostu skinął głową na znak uznania.
"Możesz poprosić recepcję, żeby wezwała ci samochód," powiedział, mijając mnie, poprawiając mankiety. "Mam spotkanie. Muszę lecieć."
Gdy portier otwierał przed nim drzwi wejściowe, stałam zamrożona, a we mnie kipiała złość. To tyle? Skinienie głową i wskazówki do recepcji? "Wszyscy mężczyźni są tacy sami," mruknęłam. "Zimni i bezwzględni."
Tuż przed wejściem do swojego czarnego Bentley'a, Devon odwrócił się, jego oczy ponownie znalazły moje przez hol. Jego usta wykrzywiły się w powolny, drapieżny uśmiech, który zdawał się mówić, że doskonale wie, w jaką grę gram—i że zamierza wygrać. To spojrzenie było tak intensywnie posiadawcze, że natychmiast poczułam gorąco na policzkach.
