Rozdział 4

Perspektywa Arii

Praktycznie wleciałam przez drzwi Stellar Impressions, ignorując radosne "Dzień dobry!" recepcjonistki, gdy pędziłam obok. Moje włosy były niedbale spięte w kok, a udało mi się znaleźć czystą bluzkę i ołówkową spódnicę w awaryjnym zestawie ubrań, który trzymałam w biurze. Przejazd taksówką z hotelu był rozmytym obrazem manhattańskiego ruchu i moich własnych galopujących myśli.

"O, jesteś!" Głos Sophii przeciął moją mentalną mgłę, gdy przechwyciła mnie w korytarzu. "Piszę do ciebie od godziny."

"Przepraszam, padła mi bateria w telefonie," mruknęłam, wślizgując się do swojego biura, a ona była tuż za mną.

"No cóż, wybrałaś świetny dzień na zniknięcie," powiedziała, jej głos był pełen nerwowej energii. "Przedstawiciel spółki zależnej Kane Technologies przychodzi za mniej niż trzydzieści minut na spotkanie."

Zamarłam w połowie zdejmowania torebki. "Kane Technologies? Czyli..."

Oczy Sophii zwęziły się. "Tak, czyli firma należąca do tego samego człowieka, z którym podobno spędziłaś ostatnią noc, jeśli wierzyć temu postowi na Instagramie. Nie mów, że zapomniałaś, że od tygodni staramy się o ich dział lifestyle jako potencjalnego inwestora?"

Moje serce zatonęło. Oczywiście wiedziałam, że dzisiejsze spotkanie jest z przedstawicielem Kane Technologies, ale jak to możliwe? Czy Devon Kane naprawdę pojawi się osobiście na takim małym spotkaniu inwestycyjnym? To nie miało żadnego sensu.

"Po prostu... nie skojarzyłam," przyznałam, moje myśli pędziły. "Ale Devon Kane sam nie przyjdzie na takie małe spotkanie inwestycyjne, prawda? To będzie jakiś średniego szczebla menedżer."

"Miejmy nadzieję," odpowiedziała Sophia, nie wyglądając na przekonaną. "Chociaż po twojej małej nocnej przygodzie, kto wie? Tylko proszę, powiedz, że nie zrujnowałaś naszych szans przed rozpoczęciem spotkania."

"Oczywiście, że nie," powiedziałam, bardziej pewnie niż się czułam. "To było... to było nic. I nie ma mowy, żeby przyszedł osobiście na coś tak małego. Pewnie ma dzisiaj tuzin spotkań."

Sophia obrzuciła mnie wzrokiem, jej wyraz twarzy był sceptyczny. "Wszystko w porządku? Wyglądasz... no cóż, jakbyś spędziła noc dokładnie tak, jak sugerował twój Instagram."

"Wszystko w porządku," zapewniłam ją, wyciągając z szuflady biurka małe lusterko, aby ocenić szkody. Makijaż był znośny, ale nie dało się ukryć zmęczenia w oczach ani lekkiego zaczerwienienia na szyi, gdzie zarost Devona zostawił ślad. "Nic, czego trochę korektora nie naprawi."

Podczas gdy Sophia zbierała materiały do prezentacji, zamknęłam się w małej łazience biurowej. Ochlapałam twarz zimną wodą, nałożyłam hojną warstwę korektora, aby ukryć ślady szalonej nocy, i ponownie nałożyłam szminkę. Wpatrywałam się w swoje odbicie, ćwicząc swój najbardziej profesjonalny uśmiech.

"Dasz radę," szepnęłam do siebie. "To tylko biznes."

Gdy nasza sala konferencyjna była gotowa, znów przemieniłam się w Arię Harper, pewną siebie założycielkę Stellar Impressions. Moja prezentacja była załadowana na projektorze, próbki portfolio ułożone perfekcyjnie na stole, a dzbanek z lodowatą wodą i plasterkami cytryny umieszczony strategicznie na środku.

"Myślisz, że wyślą kogoś z wyższego szczebla?" zapytała Sophia, gdy dokonywałyśmy ostatnich poprawek w pokoju. "Słyszałam, że Kane Technology jest bardzo zaangażowane w swoje partnerstwa z markami."

"Pewnie jakiś średniego szczebla menedżer marketingu," odpowiedziałam, prostując stos katalogów. "Ci z wyższego szczebla pojawiają się tylko, gdy umowa jest prawie gotowa."

Interkom zabrzęczał. "Pani Harper? Pani spotkanie o dziesiątej jest tutaj."

"Proszę ich wprowadzić," odpowiedziałam, wygładzając spódnicę i stając prosto.

Drzwi do sali konferencyjnej otworzyły się, a moja starannie skonstruowana profesjonalna fasada natychmiast się rozpadła. W drzwiach stał Devon Kane, doskonale ubrany w dopasowany grafitowy garnitur, który podkreślał jego szerokie ramiona.

Jego szare oczy spotkały się z moimi, nie zdradzając najmniejszego śladu rozpoznania ani zaskoczenia. Jeśli już, to w ich stalowych głębinach kryło się coś na kształt rozbawienia.

"Pani Harper," powiedział gładko, wyciągając rękę. "Devon Kane. Słyszałem imponujące rzeczy o państwa firmie."

Moja ręka automatycznie sięgnęła, by uścisnąć jego, a krótki kontakt przesłał elektryczny impuls wzdłuż mojego ramienia. Jego uścisk był mocny, profesjonalny—zupełnie inny niż te dłonie, które kilka godzin temu eksplorowały każdy centymetr mojego ciała.

"Pan Kane," wydusiłam, odnajdując głos. "Nie spodziewaliśmy się samego prezesa. To dla nas prawdziwy zaszczyt."

Obok mnie Sophia zamarła, jej oczy przeskakiwały między nami z rosnącą podejrzliwością.

"Lubię osobiście angażować się we wszystkie aspekty rozwoju naszej marki," odpowiedział Devon, siadając na czele stołu konferencyjnego, jakby to było najbardziej naturalne na świecie. "Szczególnie, gdy współpracujemy z... obiecującymi nowymi partnerami."

Spotkanie przebiegało jak surrealistyczny sen. Rozpoczęłam swoją prezentację, podkreślając unikalne podejście Stellar Impressions do marketingu luksusowych marek i nasze sukcesy z butikowymi klientami. Mój głos brzmiał dla mnie odlegle, gdy przechodziłam przez slajd za slajdem, świadoma intensywnego spojrzenia Devona śledzącego każdy mój ruch.

"Wasze koncepcje wizualne są mocne," skomentował Devon w połowie, przerywając mój tok myśli. "Ale widzę trzy kluczowe słabości w waszej strategii."

Temperatura w pomieszczeniu zdawała się spaść o dziesięć stopni, gdy pochylił się do przodu, składając palce. "Po pierwsze, wasza segmentacja rynku jest zbyt konwencjonalna. Po drugie, wasza integracja cyfrowa brakuje głębi. I po trzecie," zatrzymał się, jego oczy wwiercały się we mnie, "całkowicie przeoczyliście potencjał NFT i wirtualnej mody, które zdominują przestrzeń luksusową w ciągu najbliższych trzech lat."

Stałam zamrożona, czując się jak uczennica, którą surowy profesor karci. To nie był namiętny mężczyzna z zeszłej nocy, lecz kalkulujący biznesowy tytan, który dostrzegł każdą wadę w mojej starannie skonstruowanej propozycji.

"Obecne podejście brakuje myślenia przyszłościowego," kontynuował Devon, jego głos był chłodny i kliniczny. "Moje doświadczenie na rynkach azjatyckich sugeruje, że cyfrowa własność będzie następną granicą dla luksusowych marek. Wasza propozycja tego w ogóle nie uwzględnia."

Przez następne dwadzieścia minut Devon metodycznie rozbierał moją prezentację na części, oferując ostre jak brzytwa spostrzeżenia, które były jednocześnie błyskotliwe i miażdżące. Sophia gorączkowo notowała, podczas gdy ja walczyłam, by zachować spokój.

"Doceniam pańską szczerość, panie Kane," powiedziałam w końcu, zbierając siły. "To cenne uwagi, które uwzględnimy w naszej poprawionej propozycji."

Devon skinął głową, wstając nagle. "Czekam z niecierpliwością na to, jak się dostosujecie. Kane Technology potrzebuje partnerów, którzy potrafią szybko manewrować." Poprawił mankiety—ten sam gest, który widziałam u niego w hotelu. "Prześlijcie poprawioną propozycję do mojego biura do końca tygodnia. Szczególnie interesują mnie wasze pomysły na integrację metaverse."

Kiedy ruszył w stronę drzwi, zatrzymał się obok mnie. "Państwa firma ma potencjał, pani Harper. Z odpowiednim kierownictwem, mogłaby być niezwykła." Jego głos obniżył się do niższego rejestru, tylko dla moich uszu.

Potem zniknął, pozostawiając za sobą zapach swojego perfumu i pokój gęsty od napięcia.

"Co to, do cholery, było?" syknęła Sophia, gdy tylko drzwi się zamknęły. "Kompletnie rozszarpał naszą propozycję!"

Opadłam na najbliższe krzesło. "Ale ma rację. Wszystko, co powiedział, było trafne. Musimy całkowicie przerobić tę propozycję. Odwołaj moje popołudniowe spotkania."

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział