Rozdział 5
Punkt widzenia Arii
Trzy godziny później nadal byliśmy pogrążeni w trybie korekty, kiedy Sophia w końcu przerwała ciszę.
"Powinnaś poprosić ojca o pomoc," powiedziała cicho, podnosząc wzrok znad swojego laptopa. "Harper Group ma zasoby, które moglibyśmy wykorzystać, kontakty, które mogłyby wzmocnić naszą pozycję."
Pokręciłam głową stanowczo. "Absolutnie nie. Nie zbudowałam tej firmy, żeby wracać do ojca, gdy robi się ciężko."
"To nie chodzi o dumę, Aria. Chodzi o przetrwanie." Głos Sophii zmiękł. "Przeglądałam nasze finanse. Jeśli wkrótce nie zdobędziemy dużego klienta, nie wypłacimy pensji w przyszłym miesiącu."
Ciężar jej słów osiadł na moich ramionach. Szesnastu pracowników zależało od nas. W tym Sophia, której matka potrzebowała operacji serca.
"Wiem, co myślisz," kontynuowała. "Ale to już nie tylko o nas chodzi. Nasi pracownicy—"
"Poradzę sobie," przerwałam, z determinacją w głosie. "Nie pozwolę mu znów kontrolować mojego życia, Sophia. Nie dam mu tej władzy."
Westchnęła, rozpoznając upór w mojej szczęce. "W takim razie potrzebujemy tego kontraktu z Kane. Cokolwiek wydarzyło się między tobą a Devonem Kane wczoraj wieczorem—"
"Zdobędę kontrakt z Kane," powiedziałam stanowczo, wstając i zbierając swoje rzeczy. "Cokolwiek będzie trzeba."
Popołudniowe słońce zachodziło, gdy dotarłam do rezydencji mojego ojca na Upper East Side. Po katastrofalnym spotkaniu z Devonem i godzinach przerabiania propozycji, jedyne, czego chciałam, to zabrać kilka dokumentów z mojego starego pokoju i wrócić do mojego mieszkania w Brooklynie.
Kiedy pchnęłam ciężkie drzwi wejściowe, w domu panowała cisza, z wyjątkiem odległych głosów dochodzących z tarasu. Poszłam za dźwiękiem, przechodząc przez francuskie drzwi, by zobaczyć niespodziewaną scenę: mój ojciec, William Harper, rozparty w wiklinowym fotelu z whisky w ręku, podczas gdy Ethan Blake i moja przyrodnia siostra Scarlett siedzieli naprzeciwko niego, zaangażowani w przyjemną rozmowę przy popołudniowej herbacie.
Wszystkie trzy głowy odwróciły się w moją stronę jednocześnie, ich wyrazy twarzy zmieniające się od zaskoczenia do różnych stopni kalkulacji.
"Aria," powiedział mój ojciec, jego głos natychmiast przybierając ten znajomy ton rozczarowania. "Gdzie byłaś wczoraj wieczorem? Ethan czekał na ciebie godzinami."
Ethan wstał szybko, jego przystojna twarz przybrała maskę zaniepokojenia. "Kochanie, martwiłem się o ciebie. Nie odpowiadałaś na moje telefony ani wiadomości."
Poczułam, jak na mojej twarzy rozciąga się zimny uśmiech, patrząc między nim a Scarlett, która jak zwykle miała na sobie jedną ze swoich charakterystycznych białych sukienek, grając niewinną anielicę.
"Jakże troskliwie, że się martwisz," powiedziałam, mój głos ociekający sarkazmem. "Ale widzę, że łatwo znalazłeś towarzystwo." Wskazałam między nim a Scarlett. "Popatrz na tę przytulną scenkę. Intymność jest wzruszająca. Co dalej? Romantyczna kolacja? A może kolejna noc w The Plaza jak wczoraj?"
Twarz Scarlett lekko zbladła, podczas gdy szczęka Ethana się zacisnęła.
"Co insynuujesz?" zażądał mój ojciec, odstawiając szklankę whisky z ostrym stuknięciem.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, ostry trzask rozległ się na tarasie, gdy dłoń mojego ojca połączyła się z moim policzkiem. Siła uderzenia rzuciła mnie na bok, a ja złapałam się framugi drzwi, moja twarz piekła od uderzenia.
"Masz okazać trochę szacunku!" grzmiał. "Ta rodzina ma reputację do utrzymania. Nie pozwolę ci rzucać bezpodstawnych oskarżeń i zawstydzać nas swoimi teatralnymi występami."
Dotknęłam piekącego policzka, zbyt zszokowana, by od razu odpowiedzieć. Mój ojciec nigdy wcześniej mnie nie uderzył – nawet kiedy byłam dzieckiem.
"William!" Gładki, opanowany głos Victorii Harper przeciął napięcie, gdy pojawiła się w drzwiach. Moja macocha z gracją weszła na taras, jej blond włosy ułożone w nienaganny bob, designerska sukienka idealnie dopasowana do jej szczupłej sylwetki. Pięć lat temu była dyrektorem ds. public relations mojego ojca, zanim stała się jego żoną zaledwie kilka miesięcy po śmierci mojej matki. Teraz doskonale odgrywała rolę zatroskanej małżonki, jej głos był tak skalibrowany, by brzmiał na zszokowany, podczas gdy jej lodowato-niebieskie oczy błyszczały z ledwo skrywanym zadowoleniem.
"Przemoc niczego nie rozwiązuje," dodała, kładąc zadbaną dłoń na ramieniu mojego ojca, jednocześnie obdarzając mnie spojrzeniem, które wyrażało zarówno fałszywe współczucie, jak i cichą przestrogę.
Scarlett wykorzystała okazję, jej twarz zmieniła się w obraz nieszczęścia. "Tato, proszę, nie bądź na nią zły. Pewnie jest zdenerwowana, bo..." zawahała się dramatycznie, "...no cóż, przez tego mężczyznę, z którym była wczoraj wieczorem. Tego, który nawet nie pokazuje się w mediach społecznościowych."
Oczy mojego ojca zwęziły się, gdy odwrócił się do mnie. "Jaki mężczyzna? O czym ona mówi?"
"Och, nie wiedziałeś?" Scarlett kontynuowała, jej głos ociekał fałszywą troską. "Aria zamieściła dość sugestywne zdjęcie z jakiegoś pokoju hotelowego. To pewnie dlatego nie wróciła do domu."
"To prawda?" zażądał ojciec.
Zaśmiałam się gorzko, ignorując pulsowanie w policzku. "Interesująca próba odwrócenia uwagi, Scarlett. Ale jeśli mówimy o niewłaściwym zachowaniu, może powinniśmy porozmawiać o zdjęciach, które mam z tobą i Ethanem. Bardzo jednoznacznych. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że łóżka hotelowe mogą być tak... wszechstronne."
Kolor odpłynął z twarzy zarówno Ethana, jak i Scarlett.
"Blefujesz," powiedział Ethan, ale jego głos nie miał przekonania.
"Czyżby?" Wyciągnęłam telefon. "Chcesz, żebym je przesłała tacie? A może do Page Six? Jestem pewna, że uwielbialiby skandal z udziałem dziedzica Blake Fashion Group i przyrodniej siostry jego dziewczyny. Świetna reklama dla twojej upadającej kolekcji wiosennej."
"Aria, przestań z tymi bzdurami," ostrzegł ojciec.
"To nie są bzdury," odpowiedziałam, czując, jak ogarnia mnie dziwny spokój. "Ale nie muszę już grać w tę grę. Ethan, skończyliśmy. Nie chcę twoich wyjaśnień ani żałosnych wymówek."
Odwróciłam się do Scarlett, która patrzyła na mnie z ledwo skrywanym paniką. "Możesz go mieć. Zawsze chciałaś mieć to, co moje - mój pokój, moje ubrania, a teraz mojego chłopaka. Gratulacje. Mam nadzieję, że wasz ślub trafi na okładkę Vanity Fair."
"Zawsze byłaś taka dramatyczna," próbowała odzyskać równowagę Scarlett, jej głos lekko drżał. "Jesteś po prostu zazdrosna, bo—"
"Zazdrosna?" przerwałam jej. "O co? O twoje zwyczaje przejmowania moich resztek? Najpierw mój pokój z dzieciństwa, teraz mój były. Jakie imponujące osiągnięcia."
Odwróciłam się, żeby odejść, ale Ethan złapał mnie za ramię, jego palce boleśnie wbiły się w moją skórę.
"Aria, musimy porozmawiać prywatnie," nalegał, jego głos był niski i pilny. "Nie rozumiesz, co się dzieje."
Wyrwałam ramię. "Rozumiem doskonale. I nie mówię w języku projektantów kłamstw, Ethan. Wszyscy widzieli, jak katastrofalna była twoja wiosenna kolekcja. Twój ojciec musi być zachwycony."
Jego twarz pociemniała z gniewu, ale zanim zdążył odpowiedzieć, za nami rozległ się dramatyczny westchnienie. Odwróciliśmy się, by zobaczyć Scarlett, która chwiała się na nogach, jedną ręką przyciskając do czoła.
"Czuję się... źle się czuję," wymamrotała, zanim upadła w artystycznie ułożoną kupkę na leżaku.
Reakcja była natychmiastowa. Victoria krzyknęła z niepokojem, biegnąc do córki. Ojciec ryknął, żeby ktoś zadzwonił po lekarza. I co najważniejsze, Ethan natychmiast porzucił naszą rozmowę, praktycznie biegnąc do Scarlett z o wiele większą troską, niż powinien okazywać rodzinny przyjaciel.
Odwróciłam się i odeszłam, ich głosy zniknęły za mną. Gdy doszłam do holu, usłyszałam, jak mój ojciec woła za mną: "Aria! Kim jest ten mężczyzna? Co zrobiłaś?"
