Rozdział 114 JUNIPER

Impreza rozkręcała się powoli. Około dziewiątej zaczęło się przewijać kilka osób, potem przyszło kilka następnych i tak to szło, aż w końcu dom był nabity po brzegi.

Muzyka była za głośna, dudniła w każdym pokoju, a ze stołów zniknęły ramki ze zdjęciami i bibeloty, zastąpione najróżniejszymi grami ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie