ROZDZIAŁ 210

ALEXANDER

—Gadaj.

—Nie.

—Powiedziałem… kurwa, gadaj.

Nadgarstki Maxwella są skute za oparciem krzesła, a metal wrzyna mu się w kość.

Pot spływa mu po skroniach, ale kiedy podnosi głowę i patrzy na mnie, wciąż coś w nim jest — coś upartego.

Za mało strachu.

Zdecydowanie za mało.

I to mnie wku...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie