Rozdział 97

Dłonie uzdrowicielki żarzyły się słabo, gdy badała ślady po biczu na moich plecach; jej dotyk był chłodny, rzeczowy i sprawny. — Rany są głębokie, ale czyste — mruknęła. Złote światło przybrało na sile, rozlewając ciepło po rozdartej skórze, kiedy magia zabrała się do pracy, łącząc tkanki i zamykają...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie