Rozdział 4

Z perspektywy Raveny

Tego wieczoru przebrałam się w nocne ubranie — takie, które nie zaczepi się o nic, jeśli przyjdzie mi walczyć. Moja wewnętrzna wilczyca, Lisa, kręciła się niespokojnie i była jak na szpilkach. Przez cały wieczór się nie odzywała, ale teraz jej głos wpełzł mi do głowy jak cichy, gardłowy pomruk.

„Ty się poważnie tak stroisz na spotkanie z królem? Wyglądasz, jakbyś szła na wojnę.”

„Może właśnie idę na wojnę.”

Gdy dotarłam do Solstice Crown Pack, ruszyłam prosto do sali tronowej. Kiedy podeszłam do drzwi, dwóch strażników natychmiast zastąpiło mi drogę, krzyżując przede mną włócznie.

„Potrzebuję audiencji u króla” — oznajmiłam spokojnie. — „To ważne.”

Jeden ze strażników bez wahania pokręcił głową. „Król już wydał rozkaz, żeby nie udzielać pani audiencji, Lady Ravena.”

„Co?”

„Nie wolno pani wejść.”

„To poczekam w środku, aż zmieni zdanie.”

„Nie poczeka pani” — odparł. Ton miał grzeczny, ale mocniej ścisnął drzewce włóczni.

„Odsuń się.”

„Nie utrudniaj tego” — ostrzegł niższy strażnik. — „To rozkaz króla.”

Zadziałałam impulsywnie i ruszyłam do przodu. Ale niższy strażnik pchnął mnie tak mocno, że plecami uderzyłam o ścianę. Mimo ostrego bólu w ramieniu złapałam go za nadgarstek, zanim zdążył się odsunąć, i wykręciłam tak, że jego włócznia z głośnym brzękiem upadła na posadzkę.

„Puść go!” — warknął wysoki strażnik.

Z końca korytarza rozległ się trzeci głos: „Bunt. Sprzeciwia się rozkazom króla.”

„Bunt? Za to, że proszę o rozmowę z moim królem?”

„Puść go” — rozkazał ten wysoki.

„Otwórzcie drzwi. Jedna minuta, tylko tyle potrzebuję.”

„Król powiedział nie.”

„To niech mi to powie prosto w twarz.”

Wtedy przez ten cały zgiełk przebił się niski, głęboki głos. „Co tu się dzieje?”

Cały korytarz momentalnie ucichł, a nawet moja wilczyca przestała krążyć w środku. Puściłam nadgarstek strażnika i odwróciłam się w stronę dźwięku.

To był Evander Darius, Bóg Wojny.

Strażnicy natychmiast się wyprostowali i pochylili głowy.

„Generale” — powiedział szybko wysoki strażnik. — „Przepraszamy, ale Lady Ravena próbowała wedrzeć się do komnat króla wbrew jego rozkazom.”

Spojrzenie Evandera znalazło mnie i przesunęło się po mojej twarzy, jakby zapisywał w pamięci każdy szczegół. Po kręgosłupie przebiegł mi zimny dreszcz, ale nie odwróciłam wzroku.

Ostatnim razem, gdy go widziałam, byłam ledwie dziewczyną. Już wtedy miał w sobie coś, co kazało ludziom milknąć — nie musiał powiedzieć ani słowa, żeby przejąć kontrolę nad przestrzenią. Minęło ponad dziesięć lat, a on wciąż promieniował tą samą przytłaczającą siłą.

„To prawda, Lady Ravena?”

„Tak” — powiedziałam bez wahania. — „I zrobiłabym to znowu.”

Wysoki strażnik spojrzał na mnie, jakbym postradała zmysły. „Ona nas zaatakowała, mój panie. Złapała…”

„Dotknęłam go, bo on pierwszy mnie popchnął” — warknęłam. — „Przyszłam do króla. Nie dam się spławić jak jakaś obca pod bramą.”

„Zignorowała pani królewski rozkaz.”

„Zignorowałam zniewagę” — poprawiłam go. — „Król mnie zna. Wysłuchałby mnie, gdybyście mnie przepuścili.”

„Myśli pani, że rozkazy króla są po to, żeby je dla pani naginać?”

Jego słowa były ostre, ale ja nie cofnęłam się ani o krok. „Myślę, że król powinien usłyszeć prawdę, zanim inni ją przekręcą.”

Wysoki strażnik odezwał się znów, tym razem już mniej pewnie. „Mój panie, ona odmówiła cofnięcia się, gdy wydano polecenie. Nie mnie podważać jej rangę, ale król był jasny.”

Evander lekko odwrócił ku nim głowę. „Jasny dla was, być może. Nie dla mnie.”

„Ale mój…”

„Dość!” — przerwał, odwracając się z powrotem do mnie. — „Lady Ravena, przyszła pani tu ubrana jak do bójki i pani ją znalazła. Skąd mam wierzyć, że nie zrobiła pani nic złego?”

„Nie proszę cię, żebyś w cokolwiek wierzył. Chcę tylko, żebyś się odsunął.”

Evander przyglądał mi się jeszcze przez długą chwilę. „Dlaczego tak bardzo musi pani zobaczyć króla?”

„Mam mu do powiedzenia coś ważnego. To nie może czekać. To moja sprawa, żeby to powiedzieć — nie twoja, żeby mnie zatrzymać.”

Jego spojrzenie nie drgnęło, gdy lekko odwrócił się do strażników. „Otwórzcie drzwi. Wpuśćcie ją.”

Wyższy zrobił krok do przodu, znów zagradzając mi drogę. „Mój panie, król wydał jasny rozkaz.”

„Powiedziałem: otwórzcie drzwi.”

Wciąż się wahali. Widziałam, jak strach i obowiązek walczą im na twarzach. Widziałam też dumę. Byli gotowi wziąć winę na siebie, jeśli mnie zatrzymają. To prawie sprawiło, że zaczęłam ich szanować.

Evander nagle zrobił krok bliżej, z twarzą twardą jak kamień.

– Nie każ mi się powtarzać. Jeszcze raz. Wpuśćcie ją.

Tym razem posłuchali. Włócznie poszły w górę, a żelazne rygle odciągnięto z głuchym zgrzytem. Ciężkie drzwi powoli się rozwarły, a ja weszłam z godnością, z Evanderem tuż za plecami.

W środku światło było ciepłe i złote. Przy oknach stał stół z mapą, zasłany znacznikami i liniami. Wysokie regały obiegały ściany. W palenisku trzaskał ogień, a zapach cedru i starego papieru otulił mnie jak gruby koc.

Król Alaric Darius stał przy oknach z kubkiem w dłoni. Odwrócił się, gdy drzwi się domknęły, i kiedy jego oczy padły na mnie, nie wyglądał na wściekłego. Jego wyraz złagodniał, odrobinę — tak, jak ojcu mięknie serce, kiedy trafia na stare zdjęcie dziecka, które już dawno wyrosło.

– Ravena – zawołał, a moje imię zabrzmiało jak wspomnienie wyciągnięte z szuflady.

Dygnęłam.

– Wasza Królewska Mość.

Wskazał krzesło, ale zostałam na nogach. Odstawiwszy kubek na stół, podszedł bliżej, przyglądając mi się, jakby liczył lata na mojej twarzy.

– Kiedyś ganiałaś moje psy gończe po sadach – powiedział, a na ustach pojawił mu się ledwie widoczny uśmiech. – Zawsze kradłaś czerwone jabłka, a zielone zostawiałaś. Tych kwaśnych nie cierpiałaś.

Coś ścisnęło mnie w gardle.

– A pan pozwolił mi schować się w siodlarni, kiedy przypadkiem stłukłam wazon mamy. I powiedział jej, że zrobił to bezpański kot.

Zaśmiał się ciepło.

– Byłaś niezłym urwisem z tymi warkoczami i zdartymi kolanami. Twój ojciec potrafił mnie zmierzyć wzrokiem, kiedy udawałem, że nie widzę. Mówił, że cię rozpieszczam.

– On mnie rozpieszczał. Uczył mnie jeździć jeszcze przed świtem. Uczył mnie stać prosto, nawet kiedy wiatr próbował mnie przewrócić.

Wzrok króla odpłynął gdzieś daleko. Oparł dłoń o stół z mapą, rozcapierzył palce na krawędziach, jakby musiał przytrzymać świat w miejscu.

– Twój ojciec był twardym człowiekiem. Dobrym człowiekiem. Zawsze mówił mi prawdę, kiedy ja chciałem tylko pocieszenia. Brakuje mi go.

Wciągnęłam powietrze, aż zabolało. Cisza w pokoju zmieniła smak. Przeszłość odpłynęła jak woda, a teraźniejszość wróciła — zimna i ostra.

Król wypuścił oddech i znów na mnie spojrzał.

– Wiem, po co tu przyszłaś, ale wydałem rozkaz. Poszedł już w świat. Nie mogę go cofnąć.

Pokręciłam głową.

– Nie przyszłam prosić, żeby go pan cofnął.

Zmarszczył brwi.

– To po co tu jesteś?

– Chcę pańskiej zgody na rozwód z Lucienem.

Usta króla opadły, po czym się zamknęły. Szok przemknął mu po twarzy — wyraźny i czysty — zanim zdołał go opanować.

– Chcesz rozwodu? – powtórzył, jakby próbował oswoić te słowa.

– Tak, Wasza Królewska Mość.

– Ravena – powiedział powoli – twoja wataha już nie istnieje. Ziemie Moonveil zostały rozwiązane po wojnie. Nazwa przepadła. Jeśli się rozwiedziesz, dokąd pójdziesz? Kto cię przygarnie, kto się za tobą opowie? Nie będziesz miała domu ani praw na żadnym terytorium. Zostaniesz sama.

– Wiem.

– Więc czemu prosisz o taki los?

– Bo, mój królu, jestem córką generała. Nie mogę żyć z mężem, który łamie przysięgi i kpi z więzi. Nie potrafię dzielić łoża z mężczyzną, który sprowadza inną kobietę do mojego domu, a potem nazywa to honorem. Wolę chłód i własne nazwisko niż wygodę i życie w kłamstwie.

Szczęka króla stężała, gdy spojrzał na Evandera, a potem z powrotem na mnie.

– Nie jesteś słaba, to widać. Ale sama siła nie postawi chleba na stole. Duma nie upilnuje drzwi nocą.

– To będę głodować na własnych warunkach. Sama upilnuję swoich drzwi. Utrzymałam watahę przy życiu w srogie zimy i pilnowałam domu, kiedy wracali ranni. Jeśli mam odejść, i tak będę stała prosto.

Zrobił krok bliżej, a złote światło podkreśliło nitki siwizny w jego włosach.

– Wciąż go kochasz – powiedział, i to nie było pytanie.

– Kochałam to, za kogo go uważałam. Kochałam obietnicę. Ale ta obietnica jest teraz złamana.

Wyraz twarzy króla stwardniał.

– Lucien jest moim sojusznikiem z krwi. Jest Alfą. Ta decyzja narobi wrogów. Ludzie będą gadać.

Wytrzymałam jego spojrzenie.

– Niech gadają. Skończyłam z milczeniem.

– Jesteś pewna, że tego chcesz, Ravena?

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział