Rozdział 367

SHAWN

Szło mi coraz lepiej. Czterdzieści siedem. Czterdzieści osiem. Pięćdziesiąt.

Wciąż żadnego zmęczenia. Żadnego poczucia, że wyczerpuję swoje zasoby albo zużywam jakiś skończony zasób.

Czy to było zrównoważone? Czy mogłem to robić w nieskończoność? Czy był jakiś punkt, w którym moje ciało się po...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie