Rozdział 4
Rozdział 4: Xenois
Sala konferencyjna była cicha, gdy kończyłem swoją prezentację.
Dwanaście par oczu patrzyło na mnie z oczekiwaniem, czekając, aż Alfa i CEO ich zwolni.
Skinąłem głową, a oni wyszli, zostawiając mnie samego z CFO, Marcusem.
"Nowy projekt rozwojowy wygląda obiecująco," powiedział, zbierając swoje papiery, gdy wstawał z krzesła.
"Chociaż czas jest napięty z powodu zbiórki funduszy na burmistrza w przyszłym miesiącu."
"Poradzimy sobie," odpowiedziałem rozproszony, myśląc o czymś innym.
Rozmowa z Luną z poprzedniej nocy ciągle odtwarzała się w mojej głowie.
Nasz syn umiera.
Poszedłem do pokoju Ollie'ego, gdy poszła spać, obserwując go, jak śpi.
Jego oddech wydawał się cięższy niż zwykle, jego małe ciało zbyt nieruchome pod kocem w dinozaury.
Czy zawsze był taki blady? Taki chudy?
"Xen? Słuchasz mnie?"
Mrugnąłem, skupiając się na Marcusie i potrząsając głową.
"Przepraszam. Co mówiłeś?"
"Pytałem o sytuację z Sophią Crawford. Rada stada jest... zaniepokojona."
Zacisnąłem zęby, czując ochronny gniew na jego słowa, gdy mówiłem. "Osobiste sprawy Sophii to nie sprawa rady."
"Kiedy Alfa spędza więcej czasu z inną kobietą niż ze swoją Luną, staje się to sprawą stada." Marcus był moim najlepszym przyjacielem, co sprawiało, że mówił otwarcie.
"Ludzie gadają, Xen. Kwestionują twoją ocenę."
"Niech gadają." Wstałem, sygnalizując koniec rozmowy. "Mam inne spotkanie."
W rzeczywistości zmierzałem do szkoły Riley'a.
Jego nauczycielka zadzwoniła do Sophii z powodu problemów z zachowaniem i poprosiła mnie, żebym przyszedł.
Czułem, że powinienem się zgodzić, choć głos wyrzutu przypominał mi, że nigdy nie byłem na żadnym spotkaniu w szkole Ollie'ego.
Gdy jechałem do szkoły Riley'a, zadzwonił mój telefon.
To była Luna. Zawahałem się przed odebraniem.
"Jestem zajęty, Luno. Czy to może poczekać?"
"Chodzi o Ollie'ego." Jej głos brzmiał przerażająco i drżąco, chociaż starała się brzmieć opanowanie. "Zemdlał w szkole. Jesteśmy w szpitalu."
Poczułem strach przeszywający moje ciało, gdy zacisnąłem dłonie na kierownicy. "Czy on—"
"Na razie jest w porządku. Robią badania." Zawahała się, zanim dodała. "Prosi o ciebie."
Natychmiast poczułem się winny. Jechałem do szkoły Riley'a, gdy mój własny syn leżał w szpitalnym łóżku.
"Zaraz tam będę," obiecałem, już zawracając samochód.
Ale gdy skręciłem na drogę prowadzącą do szpitala, mój telefon znowu zadzwonił. Tym razem to była Sophia.
"Xenois, gdzie jesteś? Dyrektor czeka, a Riley jest bardzo zdenerwowany."
Mocno trzymałem kierownicę, rozdarty między dwiema drogami. Dwójką dzieci, które mnie potrzebowały.
"Sophia, nie mogę przyjechać. Ollie jest w szpitalu."
"Och." Jej głos brzmiał dziwnie, trochę chłodno. "Rozumiem. Rodzina na pierwszym miejscu."
Słyszałem jej subtelną aluzję do "rodziny", która nie umknęła mojej uwadze. Insynuację, że Riley i ona nie należą do tej kategorii.
"Powiedz Riley'emu, że mu to wynagrodzę," powiedziałem, ignorując poczucie winy. "Zobaczę was oboje jutro na kolacji, tak jak planowaliśmy."
"Oczywiście," powiedziała szybko. "Rodzina na pierwszym miejscu. Po prostu zjemy spokojną kolację jutro. Chociaż Riley będzie rozczarowany... cały tydzień mówił o pokazaniu ci swojego prezentu urodzinowego."
Widziałem jej manipulację, ale i tak dałem się nabrać. "O której jutro?"
"O szóstej? Robię twoje ulubione danie."
Zgodziłem się i rozłączyłem, nienawidząc siebie jeszcze bardziej. Potem pojechałem do szpitala, gdzie czekali na mnie mój syn i moja Luna.
Kiedy wszedłem do jego pokoju, było cicho. Ollie wyglądał na małego i bezbronnego w dużym łóżku, rurki łączyły go z maszynami, których nie rozumiałem. Luna siedziała obok niego, delikatnie gładząc jego włosy. Nie podniosła wzroku, gdy wszedłem.
„Cześć, mistrzu,” powiedziałem cicho, podchodząc do łóżka.
Oczy Olliego otworzyły się powoli. Przez chwilę wyglądał na zdezorientowanego, potem uśmiechnął się słabo, gdy rozpoznał mnie. „Tato, przyszedłeś.”
Fakt, że był podekscytowany i zaskoczony tak małą rzeczą, zranił mnie bardziej, niż się spodziewałem.
„Oczywiście, że przyszedłem.” Wziąłem jego małą dłoń w swoją, zszokowany, jak krucha się wydawała. „Jak się czujesz?”
„Zmęczony. Ale doktor dał mi fajną naklejkę.” Podniósł drugą rękę, pokazując naklejkę z dinozaurem przyklejoną do szpitalnej koszuli.
Wymusiłem uśmiech na twarzy, starając się nie pokazać swoich uczuć. „To super. Zbierasz je?”
Luna spojrzała wtedy na mnie, zaskoczona moją próbą rozmowy.
Wiedziała, że nie miałem pojęcia, co nasz syn zbierał czy lubił. Teraz czułem wstyd, zdając sobie z tego sprawę.
„Mam siedemnaście naklejek z dinozaurami,” poinformował mnie dumnie Ollie. „A Riley ma dwadzieścia, ale oszukiwał, bo jego mama kupiła mu cały zestaw na raz.”
Samo wspomnienie imienia Riley'a sprawiło, że się wzdrygnąłem, przypominając sobie moje przewinienia, zmuszając mnie do odpowiedzi za nie.
„Kiedy mogę wrócić do domu?” zapytał Ollie, jego oczy już powoli zamykały się ze zmęczenia.
„Doktor chce cię zatrzymać na noc na obserwację,” odpowiedziała Luna, jej głos był cichy i delikatny, gdy poklepywała jego rękę. „Zostanę z tobą.”
„Czy tata też może zostać?” zapytał z nadzieją, patrząc na mnie.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, weszła dr Martinez.
Skinęła głową Lunie, a potem spojrzała na mnie z dezaprobatą w oczach.
„Alfo Blackwood. Dobrze, że do nas dołączyłeś.”
Jej powitanie zabolało mnie mocno. „Jak on się ma?” zapytałem, ignorując jej ton.
„Stabilny, ale niepokojący. Jego poziom energii jest niebezpiecznie niski.” Spojrzała krótko na Lunę. „Czy omawialiście możliwość, o której rozmawialiśmy?”
Luna skinęła głową. „Próbowałam.”
Dr Martinez odwróciła się z powrotem do mnie. „Alfo, uważam, że twój syn cierpi na wyczerpanie magicznej energii. Muszę go obserwować w kontakcie z wszystkimi regularnymi osobami, zwłaszcza nowymi ludźmi w jego życiu z ostatniego roku.”
Od razu zrozumiałem, o co jej chodzi. „Masz na myśli Sophię i Riley'a.”
„Między innymi, tak.”
„Absolutnie nie,” powiedziałem, potrząsając głową, robiąc krok w tył. „Nie mają z tym nic wspólnego.”
Wyraz twarzy dr Martinez zmienił się na coś wyraźnie dezaprobaty i gniewu.
„Z całym szacunkiem, Alfo, nie jesteś profesjonalistą medycznym. Syfony energetyczne są rzadkie w naturze, ale są również udokumentowane. Czas idealnie pasuje do ich przybycia do stada.”
„To, że może być przypadkowe, nie oznacza, że to oni,” warknąłem. „Znajdź inne wyjaśnienie.”
„Tato?” mały głos Olliego przerwał naszą kłótnię. „Jesteś zły?”
„Nie, mistrzu. Po prostu martwię się o ciebie.”
„Zostaniesz? Proszę? Obiecuję, że nie będę już chory, jeśli zostaniesz.”
„Zostanę na chwilę,” zgodziłem się, wiedząc, że nie mogę zostać całą noc, gdy miałem zaplanowaną kolację z Sophią i Riley'em na jutro.
Musiałem wrócić do domu, przygotować się i pracować nad propozycjami budżetu miasta, które były do złożenia.
Luna spojrzała na mnie, jej rozczarowanie było obecne, ale nie niespodziewane. Ale nic nie powiedziała, tylko kontynuowała głaskanie włosów naszego syna, gdy ten zasypiał.
Siedząc tam, obserwując ich, czułem się jak outsider we własnej rodzinie. Kiedy to się stało? Kiedy zacząłem stawiać wszystkich i wszystko ponad nimi?
