Rozdział 2 Rozdział drugi: Przełączanie pasów.
Rozdział drugi: Zmiana pasa.
Punkt widzenia Qiary:
Kiedy upewniłam się, że moje odrodzenie jest prawdziwe, popędziłam z powrotem do swojego pokoju, a serce waliło mi jak oszalałe. Jeśli naprawdę dostałam kolejną szansę — nie tylko po to, by napisać swoje życie od nowa, ale też rzucić Clayborne’ów na kolana — potrzebowałam strategii. Ale najpierw krótkie przypomnienie na temat tej znakomitej rodziny, którą zamierzam zniszczyć.
Clayborne’owie byli jedną z najbardziej prestiżowych rodzin na całym Zachodnim Kontynencie — praktycznie arystokracją Novell. Ich wpływy w dużej mierze wynikały z najcenniejszego dzieła mojego ojca: wielkiej orkiestry i opery założonych przez jego pradziadka. Jego firma dominowała w świecie sztuki przez ponad stulecie, przyciągając na swoją scenę najwybitniejszych muzyków i wokalistów z całego kontynentu.
Imperial Clayborne Opera House.
A ich talenty nie kończyły się na biznesie. Niemal każdy członek rodu Clayborne’ów miał jakiś artystyczny dar. Mogli się poszczycić kompozytorami, instrumentalistami, dyrygentami i, oczywiście, śpiewakami. Sama moja trójka braci obejmowała cały ten wachlarz — jeden był producentem, jeden pianistą, jeden dyrygentem — podczas gdy moja ukochana siostra górowała nad nimi wszystkimi jako ich drogocenny słowik.
Tyle że… oto sekret, którego większość ludzi nigdy nie poznała: Angelina Clayborne nie jest prawdziwą Clayborne. Nie z krwi.
Urodziłam się 12 stycznia 2005 roku w Northern Hospital św. Memoriala — tej samej nocy, kiedy Angelina po raz pierwszy zaczerpnęła tchu. Zwykła pomyłka w kartach pacjentów zamieniła nasze życia. Ona wróciła do domu z Clayborne’ami… a mnie oddano w ramiona Stone’ów.
Moi rodzice, Oliver i Queenie Stone, mieszkali na wsi. Ojciec przyjechał do Novell tylko służbowo, a matka uparła się, by mu towarzyszyć. Ta decyzja zmieniła wszystko. Zabrali mnie do domu, nieświadomi podmiany, i wychowali mnie z miłością tak stałą i ciepłą, że przypominała światło słońca. Byłam ich jedynym dzieckiem, centrum ich świata. Rozwijali każdy talent, jaki we mnie dostrzegli — mój dar do muzyki, mój głos, moje kompozycje, moją zdolność do chwytania za instrumenty tak, jakbym grała na nich już w innym życiu.
Moje dzieciństwo było idealne. Sielankowe. A potem, kiedy miałam czternaście lat, wszystko się rozpadło.
W drodze do domu z konkursu pianistycznego, który właśnie wygrałam, uderzył w nas pijany kierowca. Moi rodzice zginęli na miejscu. Ja spędziłam tygodnie w szpitalu, utrzymywana przy życiu przez rurki i rozpacz.
Dopiero gdy przyszły wyniki badań krwi, wyszła na jaw prawda: nie łączyło nas żadne DNA. Moi dziadkowie byli zdruzgotani. Dziecko, które kochali od chwili narodzin… tak naprawdę nie było ich.
A potem przyszli Clayborne’owie.
Po zaledwie kilku tygodniach batalii sądowych złożyli wniosek o przyznanie opieki — i wygrali. Zarówno Angelina, jak i Clayborne’owie upierali się, że wychowywali ją przez całe życie, a moi dziadkowie są „za starzy”, by wychowywać nastolatkę. Sąd bez wahania przyznał im rację.
I tak po prostu życie, które znałam, rozpadło się w proch. Wszystko — mój dom, moja rodzina, moja tożsamość — zostało mi wyrwane.
Nie chcąc ryzykować zdenerwowania swojej ukochanej Angeliny ani ujawnienia prawdy, Clayborne’owie postanowili utrzymać naszą zamianę w ścisłej tajemnicy. Zamiast tego obnosili się ze mną jak z jakimś „dzieckiem pod opieką sponsora”, które wielkodusznie uratowali z podupadającej wioski. Ale los ma okrutne poczucie humoru. To ja odziedziczyłam prawdziwy „talent Clayborne’ów”, podczas gdy Angelina nie miała go wcale. Ledwo potrafiła grać na instrumencie, pisała niezgrabnie, a jej głos — przeciętny, i to w najlepszym możliwym wydaniu. Mimo to, zamiast zmierzyć się z tą bolesną rzeczywistością, Clayborne’owie pakowali tysiące w to, by zrobić z niej kogoś, kim nigdy nie była. Niekończące się lekcje śpiewu, specjalistyczne szkolenia, nawet operacja strun głosowych — cokolwiek, by ulepić swoją idealną, małą śpiewającą ptaszynę.
Wszystko szło zgodnie z ich planem… dopóki nie odkryli, że to „ja” mam talent, który tak bardzo chcieli dla niej wytworzyć. Moja matka omal nie dostała zawału — chociaż, biorąc pod uwagę, że sama nie miała ani krzty muzycznych zdolności, chyba nie powinna była być zaskoczona. Od tamtej chwili poświęcili się temu, by zakopać moje umiejętności. Próbowali przygasić każdą iskrę obietnicy, jaką w sobie pokazywałam. Nawet w StarCrest — gdzie zapracowałam na swoje miejsce latami ciężkiej pracy, świetnymi ocenami i utworem na przesłuchanie, w który wlałam całe serce — Angelina została przyjęta wyłącznie dzięki koneksjom. A kiedy już znalazłyśmy się w środku, dopilnowali, by każda szansa przeznaczona dla mnie trafiała do niej.
Role, które powinny należeć do mnie, kupowano dla niej. Twierdzili, że całe życie spędziła w świecie sztuki, a ja, mimo mojego „potencjału”, nie rozumiem poświęcenia stojącego za wielkością. W poprzednim życiu marzyłam o udziale w konkursie Garden-East. Wierzyłam, że wreszcie będzie to okazja, by pokazać światu własny głos — coś, czego nie będą mogli zmanipulować ani mi odebrać. Byłam boleśnie naiwna. To był ten sam rok, w którym moja babcia zachorowała, a mój kochający ojciec ostrzegł, że jeśli ośmielę się wystartować, odmówi opłacenia jej leczenia. Oświadczył, że „żadna” z nas nie będzie konkurować… choć Nicholas, rzecz jasna, miał inne plany wobec swojej ukochanej siostrzyczki.
Angelina nie tylko wystąpiła — ona wygrała. Oczywiście to zwycięstwo zawdzięczała hojnym łapówkom, które Nicholas i mój ojciec wsunęli komisji sędziowskiej. Później bronili swojego postępowania, mówiąc, że ona „potrzebowała” tej nagrody. Bez niej zarząd mógłby zaprotestować przeciwko temu, żeby główną wokalistką została osoba niespokrewniona krwią. Do tego byli gotowi się posunąć dla niej. Patrząc z perspektywy czasu, nie byłam nawet zła — przynajmniej nie na nią. Wychowywali ją przez całe życie. To miało sens, że ją kochali. Ale dlaczego jej miłość musiała zostać wykuta z mojego cierpienia? Przez lata łamali mnie psychicznie, emocjonalnie, a czasem nawet fizycznie.
Potem pojawił się Desmond. Zmuszono mnie do małżeństwa z mężczyzną, który nie mógł mnie znieść, wyłącznie dlatego, że jego ojciec chciał dziedzica, który mógłby odziedziczyć talent Clayborne’ów — coś, czego dwoje beztalentnych rodziców nie było w stanie zagwarantować. Kiedy odmówiłam, znów wykorzystali zdrowie moich dziadków, trzymając je nade mną jak bat. I tak moje życie stało się pozłacaną klatką, każdy wybór dławił się w zarodku, żeby ochronić jedyną rodzinę, jaka mi została.
Ale nie dam się im już nigdy złapać w ich sidła. Dzięki tej drugiej szansie ochronię siebie — i moich dziadków — przed ich szponami. Tym razem to nie ja będę tą, która cierpi.
Zanim cokolwiek zrobię, potrzebowałam planu. A pierwszy krok był oczywisty — musiałam opuścić StarCrest. Zostanie tam oznaczało dalsze życie pod butem Clayborne’ów, uwięzienie w tej samej instytucji, która za pierwszym razem pomogła stłumić mój głos. Jeśli chciałam rozmontować ich dziedzictwo i odzyskać przyszłość, potrzebowałam dystansu. Potrzebowałam siły. Potrzebowałam wolności.
Żeby to osiągnąć, potrzebowałam sponsora — kogoś, kto naprawdę wierzyłby w mój talent, kto dostrzegałby mój potencjał i zrobiłby wszystko, by pomóc mi stać się najlepszą. Był tylko jeden sposób, by zdobyć takie wsparcie.
Musiałam wziąć udział w Konkursie Muzycznym Garden‑East.
Sprawdziłam godzinę w telefonie. Prawie południe. Dziś był ostatni dzień zgłoszeń. Jeśli chciałam mieć jakąkolwiek szansę, musiałam dotrzeć do centrum kongresowego przed piątą — i dopilnować, żeby mnie zauważono.
Najpierw najważniejsze: potrzebowałam adresu korespondencyjnego, którego Clayborne’owie nie będą w stanie kontrolować.
Ubrałam się szybko, wybierając prostą niebieską sukienkę na ramiączkach. Nic rzucającego się w oczy. Nic, co sprowokowałoby pytania, gdzie byłam. Już sięgałam do drzwi, kiedy głos mojego ojca przeciął korytarz.
— Dokąd idziesz?
Rozkazujący ton sprawił, że zesztywniał mi kręgosłup.
— Idę na pocztę — odpowiedziałam spokojnie. — Można?
Jego brwi ściągnęły się ku sobie, szczęka mu stężała.
— Skąd się, do cholery, wzięła ta cała bezczelność?
Bezczelność?
W moim poprzednim życiu posłuszeństwo było moją największą cnotą. I jednocześnie tym, co mnie zabiło. Każde poświęcenie, każda spuszczona głowa — nic z tego mnie nie ocaliło. Ale na razie odegram swoją rolę.
— Nie miałam świadomości, że jestem bezczelna, ojcze. Przepraszam.
Jego twarz nieco złagodniała.
— Nieważne. Zabieramy Angelinę, żeby to uczcić. Twoje sprawunki mogą poczekać.
Serce mi szarpnęło. Nie mogłam sobie pozwolić, żeby to przegapić.
— Nie sądzę, żebym musiała w tym uczestniczyć — powiedziałam ostrożnie. — W końcu nie chciałabym sprawić, żeby Angelina czuła się jeszcze bardziej winna, niż już się czuje.
Oczy Lawrence’a rozszerzyły się.
— Co to za bzdury? Dlaczego miałaby czuć się winna?
Ten skurwysyn.
Mój głos stężał, twarz stała się pusta.
— Za to, że poszła na przesłuchanie — chociaż zabroniłeś nam obu brać w nim udział, kiedy błagałam cię, żebyś pozwolił mi spróbować.
Kolor odpłynął mu z twarzy. Otworzył usta, po czym je zamknął.
— Ja…
Słowa nie padły. Zanim zdążył się pozbierać, reszta rodziny weszła do holu.
— Co się dzieje? — zapytała chłodno moja matka. — Ta dziewucha znowu sprawia kłopoty?
Ta dziewucha.
Tyle dla niej znaczyłam. Utrapienie.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odezwał się Lawrence.
— Nie, kochanie. Qiara nie idzie z nami. Ma coś innego do zrobienia.
Wygląda na to, że wreszcie dopadło cię poczucie winy.
Oczy Angeliny zaszkliły się łzami, gdy zrobiła krok do przodu.
— To przeze mnie? Nie chcę, żebyś mnie nienawidziła. Powinnam po prostu zrezygnować z—
— Co? Nie! — warknął Nicholas. — Qiara, ogarnij się i przestań być małostkowa.
To całe przedstawienie było wręcz śmieszne.
— Szczerze mówiąc — dorzucił Desmond, krzywiąc usta — nawet nie wiesz, czy w ogóle by cię wybrali. Przestań sprawiać, żeby twoja siostra czuła się źle.
W końcu Lawrence podniósł głos.
— Dość. Qiara ma coś ważnego do załatwienia. Poświętuje z nami innym razem.
W pokoju zapadła cisza. Nikt nie był przyzwyczajony do tego, że staje po mojej stronie.
Selene parsknęła pogardliwie, ale nic nie powiedziała, odwracając się do drzwi. Reszta ruszyła za nią. Tuż przed wyjściem Angelina obejrzała się przez ramię.
No proszę.
Ta satysfakcja. Ten triumf. Cicha radość lśniąca w jej oczach.
Uśmiechaj się, póki możesz, Angie — pomyślałam.
To nie potrwa długo.
