Rozdział 397: Czy nie boisz się obrazić rodzinę Powella, robiąc to?

Od dawna chciał śmierci Kennedy.

Gdyby nie ojciec Kennedy, ród Hope’ów od zawsze należałby do nich. A ta gałąź rodziny Eldridge’a i Kennedy? Czym oni w ogóle byli? Powinni byli dawno już gryźć ziemię.

Na wargi Orville’a wpełzł złowrogi, podły uśmiech.

– Chodźcie, pomóżcie mi ją zanieść – rzucił d...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie