Rozdział 1 - Rozpoznany
„Derek Spencer, jesteś otoczony! Rzuć broń!”
Diana Windsor zmusiła prawe oko, żeby się otworzyło, a łzy od razu napłynęły jej pod powieki, gdy usłyszała na zewnątrz policyjne syreny.
Czy policja wreszcie ją znalazła?
Spróbowała podnieść się z łóżka, żeby otworzyć drzwi, ale skóra przykleiła jej się do przesiąkniętych krwią prześcieradeł. Każdy najmniejszy ruch rozrywał ją bólem tak ostrym, że aż ciemniało w głowie.
Minęły trzy miesiące, odkąd „uciekła” z Derekiem. Mówił, że ją kocha. A potem przywiózł ją tutaj, żeby zapakować ją jak towar i wystawić na licytację — wykorzystać ją, żeby zgarnąć ostatni, końcowy zysk.
Wycięli jej macicę, wycięli język — narządy były cennymi trofeami dla tych chorych zboczeńców. Jeden z klientów pobił ją tak, że na jedno oko przestała widzieć, połamał jej obie nogi, nawet wyrżnął połowę piersi… A ona jakimś cudem przeżyła, trzymając się życia pazurami, czekając na choćby cień szansy, by wyrwać się z tego koszmaru.
Zbierając w sobie resztkę sił, zsunęła się z łóżka.
Słysząc dalsze wrzaski straży przybrzeżnej, zaczęła się wlec do przodu. Choćby miało ją to zabić, wyciągnie na światło dzienne zbrodnie Dereka!
— Kurwa! No nie, do cholery!
Drzwi wyleciały z hukiem, a w progu rozległ się spanikowany głos Dereka. — Szybko, wyrzucić tę sukę do morza! Ruszać się, zanim nas capną!
Lewa dłoń Diany wystrzeliła do przodu i desperacko zacisnęła się na nogawce jego spodni. Szara tkanina w sekundę pokryła się krwawym odciskiem jej dłoni.
But Dereka wylądował na jej twarzy. — Pieprzona dziwko! Gdyby nie ty, skąd by mnie namierzyli? Kurwa, Nicholas Spencer to kompletny psychol!
Ryknął: — Na co wy, kretyni, czekacie? Ruszyć dupska!
Palce Diany wykręcali jej po kolei do tyłu, aż trzaskały, jeden po drugim, po czym ktoś ją szarpnął i powlókł dalej.
— Derek, nie możesz mi tego zrobić! Nicholas ci na to nie pozwoli! Nie ujdzie ci to na sucho!
Szamotała się rozpaczliwie, ale zanim zdążyła dokończyć, bez litości wrzucili ją do wzburzonego morza.
Lodowata woda uderzyła ją jak policzek i nagle wszystko stało się przeraźliwie jasne.
W oczach Diany stanęła rozpacz, a łzy mieszały się ze słoną wodą. Nie da rady. To była jej ostatnia myśl.
Przez zamazane spojrzenie wydawało jej się, że widzi Nicholasa na pokładzie wysoko nad nią — patrzył, jak spada, a potem bez wahania skoczył za nią.
Wreszcie ją znalazł.
Czy on… próbował ją uratować?
Od samego początku tylko on jeden naprawdę się o nią troszczył. Dianę zalała fala żalu — tak strasznie, tak rozpaczliwie chciała przytulić go jeszcze raz, poczuć go przy sobie, ale było już za późno.
Woda morska wdarła się do jej płuc, niosąc ze sobą tę ostateczną, śmiertelną duszność. Diana odruchowo zaczęła wierzgać rękami.
Jakby coś potrąciła.
Diana otworzyła szeroko oczy, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg.
—Diana, jeśli się nie uspokoisz i nie posiedzisz grzecznie przy tych protezach, to cię rozpoznają. Naprawdę nie możesz tego po prostu przecierpieć?
Diana otworzyła oczy i zobaczyła zirytowaną twarz swojej najlepszej przyjaciółki, Mandy Johnson, wlepioną w nią jak w obrazek.
Mandy westchnęła. —No dobra, wiem, że jesteś rozpieszczoną panienką z salonów. To zacznę chociaż od makijażu.
Mandy odkleiła Dianie z twarzy silikon i zaczęła nakładać kolejne warstwy farby. Kilka minut później Diana wpatrywała się w swoje odbicie z kompletnym niedowierzaniem.
Miała na sobie fioletowy garnitur i zieloną koszulę, twarz wymalowaną trupią bielą, z krwistoczerwonym, przeraźliwie szerokim uśmiechem i ciężkimi czarnymi kręgami wokół oczu. Wyglądała jak żywcem wyjęty Joker z „Batmana”.
Kiedy zerknęła na Mandy obok — ubraną w obcisły czarny lateksowy kombinezon, który podkreślał jej kształty, z perfekcyjnym makijażem i kocimi uszami — Diana na jej tle wyglądała jeszcze bardziej żałośnie.
I wtedy ją tknęło: ona się odrodziła. Cofnęła się o trzy lata, do przyjęcia zaręczynowego jej i Nicholasa.
Jej rodzice niedawno zginęli w wypadku samochodowym. Na ich pogrzebie Nicholas zażądał, żeby dotrzymała kontraktu małżeńskiego, który ich rodziny kiedyś ustaliły — groził, że wycofa całe wsparcie biznesowe dla rodziny Windsorów i odmówi płacenia za kosztowne leczenie jej babci.
Rodzina Windsorów już wcześniej chwiała się na krawędzi bankructwa; śmierć rodziców tylko dobiła sprawę. Postawiona pod ścianą przez ultimatum Nicholasa i nacisk zarządu, Diana nie miała wyjścia i musiała się zgodzić.
Tak naprawdę nie chciała wychodzić za Nicholasa, bo kochała Dereka i już planowała uciec z nim, ot tak, po cichu, wziąć ślub w tajemnicy.
Skąd miała wiedzieć, że Derek to skończony drań, który od dawna sypiał z Mandy, nigdy się o nią nie troszczył i po prostu ją wykorzystywał?
Gdy przypomniała sobie swoją potworną śmierć w poprzednim życiu, Diana zacisnęła pięści. Nienawiść paliła ją od środka tak mocno, że nie potrafiła ukryć jej w oczach — tej lodowatej, gryzącej wściekłości, która wracała jak dławienie w gardle.
Wyłapując jej dziwny nastrój, Mandy od razu zaczęła ją uspokajać. —Diana, spokojnie. Derek już jest gotowy, żeby po ciebie podjechać. W takim przebraniu Nicholas cię nie pozna. No przecież.
Patrząc na uwodzicielską Mandy przed sobą, Diana prychnęła w duchu.
W poprzednim życiu, kiedy Diana nie chciała brnąć w te zaręczyny, Mandy wpadła na ten „genialny” plan: udawać, że się zgadza, a potem zażyczyć sobie na imprezie występu cosplay.
Mandy miała jej pomóc się przebrać, a potem Diana miała się wymknąć razem z innymi występującymi.
Pierwotnie Mandy planowała pocieszać złamanego Nicholasa po ucieczce Diany.
Tyle że zanim Diana zdążyła w ogóle opuścić hotel, Nicholas przejrzał ich numer. W napadzie furii zgwałcił ją, a potem więził przez trzy lata.
Przez te trzy lata jedynymi ludźmi, których Diana widywała, byli Mandy — która od czasu do czasu wpadała do willi na babskie zwierzenia od serca — oraz Derek, którego Mandy czasem przyprowadzała, żeby ją odwiedził.
Diana traktowała tę dwójkę jak rodzinę, jak jedyne światełko w swojej ciemnej egzystencji.
Bo jak inaczej mogła później dać się tak doszczętnie nabrać?
Derek i Mandy chcieli kasy — chcieli ją wykorzystać przeciwko Nicholasowi. A ona była na tyle głupia, że sama wpakowała się im w ręce, znosząc codzienne tortury, aż w końcu żałośnie poszła na dno w morzu...
Kiedy Mandy dalej trajkotała obok niej, Diana wstała.
— Muszę do toalety.
— Dobra, ale szybko.
Mandy nie zauważyła niczego podejrzanego i jeszcze bardziej ściągnęła sobie dekolt.
Diana pospiesznie wyszła z garderoby w stronę łazienki. Musiała wymyślić jakąś strategię — coś, co nie wkurzy Nicholasa, ale też nie zaalarmuje Dereka i reszty, że coś w niej pękło i się zmieniło.
Na razie firma jej rodziny wciąż istniała, babcia żyła — wciąż był czas, żeby wszystko odkręcić.
Ale gdy pchnęła drzwi toalety, usłyszała pisk dziewczyny. Diana nagle sobie przypomniała, że w swoim męskim przebraniu naprawdę nie powinna wchodzić do damskiej.
Szybko bąknęła przeprosiny i ruszyła do męskiej toalety obok. Na szczęście była pusta. Podbiegła do okna i spojrzała w dół — trzy piętra to nie była jakaś kosmiczna wysokość, ale nie miała pewności, czy skok nie skończy się tym, że zostanie kaleką.
Gdy Diana wahała się, czy zaryzykować skok, czy spróbować wtopić się w tłum i tak uciec, usłyszała ciche, urywane sapnięcia z jednej z kabin.
Wpatrzyła się w tamtą stronę z szeroko otwartymi oczami — ktoś wyglądał, jakby osunął się na podłogę.
Po kilku sekundach wewnętrznej walki pchnęła drzwi kabiny.
Jeśli to był tylko jakiś pijany typ, mogła ukraść mu ubrania i przebrać się, żeby wydostać się stąd niezauważona.
Ale kiedy zobaczyła, kto leży na podłodze, zamarła z przerażenia.
To był Nicholas!
Nicholas miał rozpaloną twarz, krawat zwisał mu luźno na szyi, a koszula była rozpięta, odsłaniając twardą klatkę piersiową. Oddychał ciężko, jakby każdy wdech sprawiał mu ból, i wyglądał na naprawdę kiepskim stanie.
Gdy Diana odwróciła się, żeby uciec, ktoś brutalnie złapał ją za nadgarstek i wciągnął w ramiona Nicholasa.
Jego gorący, znajomy oddech owiał jej szyję, a ciało Diany momentalnie zesztywniało ze strachu.
Wspomnienia jej uwięzienia z poprzedniego życia runęły na nią jak fala, ściskając gardło tak mocno, że aż zaczęła drżeć bez kontroli.
Nicholas z trudem podciągnął się do siadu, potem objął ją ramieniem w pasie i warknął rozkazująco:
— Zaprowadź mnie do mojego pokoju. 302.
Dopiero wtedy Diana wróciła do rzeczywistości.
— Zostałeś odurzony?
Nicholas mruknął coś w odpowiedzi. Diana spróbowała go odepchnąć, ale jego niemal metr dziewięćdziesiąt wzrostu było zdecydowanie ponad jej siły.
Kroki odbijały się echem na korytarzu. Diana zacisnęła zęby i pomogła Nicholasowi wyjść z toalety.
Tuż za rogiem usłyszała głos Mandy.
— Jesteś pewien, że pan Nicholas Spencer wypił tę wodę, tak?
— Tak, panno Johnson. Wszystko zostało zrobione dokładnie tak, jak pani kazała. — Mężczyzna przebrany za kelnera podał jej z uniżonością kartę-klucz. — Pokój pana Spencera to 302.
— Dobra robota. — Mandy wsunęła mu do ręki kopertę i ruszyła w stronę pokoju.
Coś kliknęło Dianie w głowie. Zebrała wszystkie siły, żeby sprowadzić Nicholasa na dół, i idąc, macała po jego kieszeniach w poszukiwaniu kluczyków do auta.
Nicholas pozwalał jej grzebać, opierając o nią połowę swojego ciężaru, jakby ją obejmował. Ale Diana była zbyt skupiona, żeby się tym przejmować. Wreszcie kawałki z jej poprzedniego życia zaczynały układać się w całość.
Choć Nicholas miał mroczną i nieprzewidywalną naturę, nigdy wcześniej naprawdę nie zmusił jej do niczego.
Wtedy, gdy jej rodzice nie żyli, babcia dogorywała, gdy wciśnięto ją w zaręczyny, a potem Nicholas ją zgwałcił, Diana czuła wobec niego tylko nienawiść.
Nigdy nie zastanawiała się, dlaczego ją napadł.
Teraz wszystko miało sens.
Nicholas został odurzony przez Mandy!
Nic dziwnego, że w jej poprzednim życiu, kiedy wyszła z hotelu, Mandy nie przyszła jej „pocieszać” — czekała na Nicholasa w jego pokoju.
Samochód piknął, odblokowując zamek. Diana z trudem wepchnęła Nicholasa na tylne siedzenie jego Cullinana, po czym wskoczyła na miejsce kierowcy.
— Nie masz nawet prawa jazdy i chcesz prowadzić? — dobiegł zza niej głos Nicholasa. Diana zaczęła się odwracać, ale on chwycił ją jedną ręką, uniósł i wciągnął na swoje kolana.
— Ty…! — Diana urwała nagle.
W takim stanie Nicholas na pewno by jej nie rozpoznał, ale gdyby tylko się odezwała, byłoby po niej.
Zastanawiała się gorączkowo, jak się wyrwać, kiedy Nicholas zadziornie przygryzł jej wargę.
Diana syknęła z bólu, otworzyła usta, a jego język natychmiast wdarł się do środka, nie dając jej żadnej szansy na opór.
Diana była kompletnie zszokowana, serce niemal stanęło jej w piersi.
Nawet w takim stanie Nicholas potrafił się zebrać na pocałunek?
Naprawdę ją rozpoznał, czy był tak naćpany, że wystarczyłoby mu byle ciepłe ciało?
Diana uderzyła pięścią w jego klatkę piersiową. Nicholas lekko zmarszczył brwi i w końcu ją puścił.
— Diana, co ty, do cholery, wyprawiasz?
— Rozpoznałeś mnie? — Głos Diany był chrapliwy, a oczy miała szeroko otwarte z niedowierzania.
Nicholas wytarł szminkę z jej ust i uśmiechnął się zimno, z przekąsem.
— Poznałbym cię, nawet gdybyś była spalona na popiół.
Przytrzymał Dianę w ramionach; jego głos był uwodzicielski, ale podszyty czymś kruchym, niemal bezbronnym.
— Skarbie… pomóż mi, co?
