Rozdział 3 Malowana wściekłość
– Panie doktorze, proszę na moment wyjść. – Diana przybrała pusty, zdruzgotany wyraz twarzy, przypominający spojrzenie ofiary gwałtu, i cichutko wyswobodziła swoją dłoń.
Diana bała się, że jeśli choć chwilę dłużej zawiesi wzrok na Mandy, straci nad sobą panowanie i po prostu rzuci się jej do gardła.
Lekarz skłonił się z szacunkiem i opuścił sypialnię. W pokoju zostały tylko Diana i Mandy.
Mandy omiotła wzrokiem sińce i ślady pokrywające ciało Diany, a w jej głosie zabrzmiała głęboka troska. – Diano, wiem, że nienawidzisz Nicholasa, ale to on rozdaje tutaj karty. Nie mamy z nim najmniejszych szans.
Mandy znała Dianę jak zły szeląg. W jej oczach dziewczyna była skończoną idiotką.
Ujmując to delikatnie, Diana wychowywała się pod kloszem, nadmiernie chroniona przez bliskich. Mówiąc zaś bez owijania w bawełnę: była naiwna jak dziecko i bujała w obłokach, żyjąc wyłącznie romantycznymi mrzonkami.
Wystarczyło, że Derek szepnął jej kilka czułych słówek, a Diana z miejsca traciła dla niego głowę.
Cokolwiek by nie powiedziała Mandy, Diana brała to za dobrą monetę, nie zadając zbędnych pytań.
Co jednak najważniejsze – im bardziej ktoś naciskał, by Diana coś zrobiła, tym bardziej stawała okoniem.
Im bardziej Mandy przestrzegała ją przed zadzieraniem z Nicholasem, z tym większą furią Diana szła z nim na noże.
Na samą myśl, że Nicholasowi w końcu znudzi się ta cała zabawa z Dianą, uśmiech na twarzy Mandy stawał się coraz szerszy.
Ponownie chwyciła dłoń Diany, przybierając zatroskany ton. – Nicholas to nie jest człowiek, któremu możemy podskakiwać. Musisz jakoś go udobruchać. Zagraniczne projekty Korporacji Windsor zostały zawieszone. Doszły mnie słuchy, że jeśli budowa wkrótce nie ruszy z miejsca, firma pójdzie z torbami. Na litość boską, dla dobra firmy, przestań wreszcie drażnić lwa. Rozumiesz?
Diana zacisnęła dłoń, wbijając swoje długie paznokcie w ciało Mandy tak mocno, że tamta aż syknęła z bólu i gwałtownie cofnęła rękę.
Diana utkwiła wzrok w swoich paznokciach. Nie było na nich ani kropelki krwi. Poczuła nagłe ukłucie irytacji. Cholera, czyżby wciąż brakowało jej bezwzględności?
W poprzednim życiu Mandy wciskała jej ten sam kit, wmawiając jej te tanie półprawdy i sprawiając, że naiwnie wierzyła, iż to Nicholas stał za problemami Korporacji Windsor.
Prawda była jednak brutalna – to wszystko było ukartowane przez Dereka i Mandy. Przekupili kadrę kierowniczą firmy, by złożyła niekompletną dokumentację, co siłą rzeczy zmusiło urzędy do nakazania poprawek.
Robili z igły widły. To był zaledwie drobny mankament, ale oni rozdmuchali całą sprawę do absurdalnych rozmiarów, stwarzając pozory, jakby firma stała nad przepaścią.
Koniec końców, Diana jak skończona idiotka oddała stery firmy w ręce Dereka. Wywindowała go na sam szczyt, podczas gdy Korporacja Windsor legła w gruzach.
Na samo wspomnienie tamtych wydarzeń, Diana zerwała się z miejsca i bez słowa ruszyła w stronę łazienki.
– Diano, co ci jest?! – zawołała za nią dwukrotnie Mandy, ale odpowiedziała jej tylko głucha cisza. Stwierdziła więc, że dziewczyna wciąż jest w ciężkim szoku.
Biorąc pod uwagę kruchą psychikę Diany, gwałt zadany przez Nicholasa musiał wstrząsnąć nią do głębi.
Jednak sama myśl o tym, że Diana i Nicholas spędzili calutką noc na namiętnych uniesieniach, budziła w Mandy palącą zazdrość.
Mandy podniosła się z łóżka i rzuciła w stronę przymkniętych drzwi łazienki: – Nicholas potraktował cię jak śmiecia! Idę z nim o to porozmawiać, i to w tej chwili! Nie ujdzie mu to płazem!
Słysząc trzask zamykanych drzwi, Diana roześmiała się lodowato.
Jeszcze przed chwilą Mandy prawiła jej morały, żeby broń Boże nie denerwować Nicholasa. A teraz nagle leci na łeb na szyję, żeby się z nim skonfrontować? Na kogo ona próbuje wyjść, na jakąś wielką bohaterkę?
Na myśl o potężnej dawce afrodyzjaku, którą wciśnięto Nicholasowi zeszłej nocy, Diana jedynie parsknęła pogardliwie.
Jeśli tylko zechce węszyć wokół tej sprawy, to czego on nie zdoła odkryć?
Była cholernie ciekawa, czy bez jej ingerencji Mandy uda się wyjść z tego obronną ręką.
Diana uniosła głowę i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Jej twarz całkowicie znieruchomiała.
Peruka zniknęła, a jej naturalne włosy przypominały jeden wielki, splątany kołtun.
Jej twarz pokrywała rozmazana biała, czarna i czerwona farba. Wyglądała niczym doszczętnie zrujnowane malowidło.
Przysunęła się bliżej. Wreszcie zrozumiała, dlaczego zarówno lekarz, jak i Mandy zareagowali tak, jakby zobaczyli ducha.
Wyglądała wręcz przerażająco, nawet dla samej siebie. A jednak... Nicholas nie tylko zniósł ten potworny widok, ale na dodatek pocałował ją, jakby to wszystko nie miało dla niego najmniejszego znaczenia?
Diana przycisnęła palce do czoła, po czym zauważyła jasne smugi na swojej skórze. Zniesmaczona, odkręciła kran i zaczęła szorować ręce.
W tej samej chwili do łazienki wparowała Mandy, a jej twarz aż płonęła z ekscytacji.
– Wstawiłam się za tobą! Nicholas nie śmiał nawet pisnąć słówka!
W jej oczach iskrzyła dzika radość. Aż za dobrze było widać, jak bardzo cieszyła ją ta wymiana zdań.
Diana w duchu przewróciła oczami.
Tylko dlatego, że Mandy była jej jedyną przyjaciółką, Nicholas pozwalał jej przychodzić i wychodzić, kiedy tylko jej się żywnie podobało.
Mandy ubzdurała sobie, że zdołała go zastraszyć, podczas gdy w rzeczywistości Nicholas miał ją po prostu głęboko w nosie.
Gdy Diana zbyła to milczeniem, dziewczyna chwyciła ją za rękę. – Nicholas ma robotę. Zabieram cię na spotkanie z kimś ważnym, więc musimy się streszczać.
Kompletnie ignorując opłakany wygląd Diany, Mandy pociągnęła ją w stronę drzwi.
Diana, wyczerpana po minionej nocy, nie miała siły wyrwać się z jej uścisku.
Mandy przyświecał tylko jeden cel – chciała ją upokorzyć.
I rzeczywiście, gdy tylko się pojawiły, obsługa zareagowała, jakby zobaczyła zjawę. Ktoś nawet wrzasnął, lecz szybko go uciszono.
Wrzeszczeć na Dianę? Czy oni sami szukali guza?
Mandy udawała, że niczego nie widzi. Celowo poprowadziła Dianę długą, zawiłą drogą, by w końcu zaciągnąć ją do ogrodu.
– Nie musisz mi dziękować – rzuciła, popychając Dianę tak mocno, że ta omal nie runęła na ziemię.
Nagle rozległ się głos Dereka: – Diana, wszystko w porządku?
W ułamku sekundy, gdy tylko na nią spojrzał, ledwie zdołał ukryć obrzydzenie.
Diana złapała równowagę, udając, że nie dostrzega zmiany na jego twarzy.
– Jak się tu dostałeś? – zapytała lodowatym tonem.
Wzrok Dereka spoczął na śladach na jej szyi. Zacisnął dłonie w pięści, a w jego oczach wezbrało rozczarowanie.
– Diana, nigdy bym nie pomyślał, że upadniesz tak nisko! Czyżbyś nie mówiła, że należymy tylko do siebie? Naprawdę zrobiłaś to z Nicholasem dla kasy... Czy nasze przysięgi nic już dla ciebie nie znaczą?
Jego oczy zaszkliły się od łez, jakby to on był tutaj głęboko zraniony.
Diana o mało nie wybuchnęła śmiechem.
Jakim prawem facet, który przespał się z niezliczoną rzeszą kobiet, śmiał w ogóle kwestionować jej cnotę?
Nie mogąc dokładnie dojrzeć jej wyrazu twarzy, Derek założył, że zżera ją poczucie winy.
Wyciągnął umowę.
– Diana, Nicholas wziął sobie na celownik rodzinę Windsorów. Projekty firmy zostały zawieszone. Po prostu podpisz ten dokument, a resztę zostaw mnie.
Wcisnął jej długopis w dłoń. – Twoich rodziców już nie ma, ale wciąż masz mnie. Pomogę ci przez to przejść.
Przewrócił na ostatnią stronę. – Podpisz tutaj. Przyniosłem tusz.
Sięgnął do torby, żeby wyciągnąć poduszkę z tuszem do pieczątek.
Nagle, bez najmniejszego ostrzeżenia, na jego twarz spadł siarczysty policzek.
Złapał się za lewy policzek, wpatrując się w nią z niedowierzaniem. – Uderzyłaś mnie?
Po chwili padł kolejny cios. Diana rozprostowała nadgarstek i cisnęła umowę na ziemię.
– A nawet jeśli? – Jej głos ociekał lodem.
Zanim Derek zdążył w ogóle zareagować, uderzyła ponownie.
– To za to, że podstępem namówiłeś mnie na ucieczkę i zmieszałeś nazwisko Windsorów z błotem!
Wymierzyła mu kolejny policzek.
– A to za to, że stchórzyłeś przed Nicholasem, a potem obwiniłeś mnie o to, że nie zachowałam dla ciebie „czystości”.
Padł następny cios.
– I jeszcze to... za próbę kradzieży projektów i majątku Korporacji Windsorów.
