Rozdział 7 Nowa dziewczyna?

Henry stał tam z tępawym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Cierpliwość Diany wisiała już na włosku. „Na dół. I nie przeszkadzaj mu.”

Nie mówiąc ani słowa więcej, Diana ruszyła po schodach w dół, a Henry w popłochu rzucił się za nią, potykając się niemal o własne nogi.

Nie odrywał wzroku od dziewczyny przed sobą — uderzającej w swojej czystości, pięknej tak nieskażenie, że biła od niej niemal nieziemska lekkość, aż mu dech w piersiach zamierał.

Gdyby istniało coś takiego jak idealna dziewczyna, to stała właśnie tutaj. No bo serio — kto o zdrowych zmysłach wybrałby Dianę zamiast niej?

Oblizał wargi i mruknął pod nosem: „Nicholas, ty lisie przebiegły. Trzymać taki skarb pod kluczem i nic mi nie powiedzieć.”

Wczoraj, kiedy Henry usłyszał, że Diana zamierza dać nogę sprzed zaręczyn, ganiał za Nicholasem po całym mieście.

Tyle że Nicholas nie odbierał telefonu i nigdzie go nie było w miejscu, gdzie odbywały się zaręczyny.

Po całej nocy bezowocnych poszukiwań Henry w końcu zadzwonił do Mike’a i dowiedział się, że Nicholas przez cały czas siedział w domu. Wpadł tam jak burza, gotów zrobić mu awanturę i sprawdzić, jakie to nowe przedstawienie Diana urządza tym razem.

Na samą myśl o pokrętnej obsesji Nicholasa na punkcie pierwszej miłości przeszedł go dreszcz. Przy tej małej bogini, stojącej przed nim, Diana wypadała po prostu odpychająco.

Czując, jak jego wzrok pali ją w plecy, Diana odwróciła się gwałtownie, wyraźnie poirytowana. „Jak długo zamierzasz się na mnie gapić?”

„Panno, jak długo jest pani z Nicholasem? Nigdy pani wcześniej nie widziałem. To musi być jego nowa dziewczyna, prawda?” Głos Henry’ego aż drżał z ekscytacji, gdy ją lustrował.

Bo jeśli nie była dziewczyną Nicholasa, to jakim cudem miałaby tak sobie wchodzić i wychodzić z jego sypialni? Co, miała ochotę prosić się o kłopoty?

Niezliczone kobiety próbowały wpakować się Nicholasowi do łóżka — i każda kończyła marnie.

A ona wyszła z tej sypialni cała i zdrowa, do tego odzywała się do niego jak gdyby nigdy nic. Musiała być dziewczyną Nicholasa.

Myśl, że już nigdy nie będzie musiał patrzeć, jak Nicholas wpatruje się tęsknie w obrzydliwe zdjęcia Diany, sprawiła, że nawet powietrze wydało się jakby świeższe.

Diana spojrzała na niego, jakby był kompletnym debilem. Wciąż miała przed oczami dzień, kiedy Henry zobaczył ją pierwszy raz w podstawówce — ta sama twarz, te same oczy. Od tamtej pory tylko trochę urosła i nabrała kształtów tam, gdzie trzeba. A teraz jej nie poznawał? Co, ostatnie lata tak mu namieszały w głowie?

Henry już otwierał usta, żeby ciągnąć dalej, ale Diana kompletnie go zignorowała i weszła do kuchni. „Mike, jedzenie gotowe?”

Mike i reszta kuchennej obsługi patrzyli na Dianę jak na zjawę. Większość służby ledwo ją teraz rozpoznawała.

Mike widział Dianę w czasach liceum i od razu wiedział, kim jest.

„Jeszcze nie, panienko. Na co ma pani ochotę?”

Diana uważnie zastanowiła się, co będzie odpowiednie dla osoby z guzem mózgu. „Czy mógłby pan przygotować łososia, kurczaka, sałatkę warzywną z orzechami, i proszę też zrobić zupę warzywną?”

Otworzyła lodówkę, która była wypchana po brzegi jej ulubionymi przekąskami. „Od teraz żadnego tego syfu w domu. Nie może jeść rzeczy z dużą ilością cukru. Żadnych konserw. I proszę zamknąć pod kluczem cały alkohol.”

Babcia Diany była znana z tego, że świetnie znała się na tradycyjnej medycynie, ale po ślubie z tego zrezygnowała — zamiast tego pomagała mężowi budować jego imperium.

Ród York, o którym mówił lekarz, w rzeczywistości był rodem jej babci — jej własną linią krwi.

Dianę wychowała babcia i dziewczyna chłonęła medyczną wiedzę jak gąbka, mimochodem, żyjąc obok niej na co dzień. Przynajmniej tyle mogła zrobić — pomóc Nicholasowi znowu stanąć na nogi.

Mike’owi zaszkliły się oczy, gdy na nią patrzył. „Tak, rozumiem. Zajmę się tym od razu.”

Zawahał się, zerkając na przekąski w lodówce. „To wszystko ma zniknąć?”

„Tak. Od teraz w tym domu nie ma jedzenia z dużą ilością cukru.” Diana skinęła stanowczo głową. „Teraz potrzebuje porządnej, odżywczej diety. Rozpiszę panu plan posiłków, żeby się go trzymać.”

Mike przytaknął gorliwie, czując, jak po klatce piersiowej rozlewa mu się ciepło.

Wczoraj, kiedy widział, jak Nicholas wnosi ją z powrotem, Mike nastawił się na kolejny z jej wybuchów.

Zamiast robić awanturę, Diana wcale nie urządzała sceny — ona naprawdę zajmowała się Nicholasem.

Podniosła wzrok w stronę pokoju Nicholasa. Może wreszcie los da mu odetchnąć.

Diana chwyciła długopis i kartkę, po czym z wielką starannością ułożyła szczegółowy plan posiłków na najbliższe trzy dni.

Odwróciła się do Mike’a.

— Mike, potrzebuję jego najnowszych raportów medycznych. Tych szczegółowych.

— Jasne, przyniosę od razu.

Mike popędził po dokumentację medyczną Nicholasa.

Kiedy Diana zobaczyła wyniki badań, jej twarz momentalnie stężała, jakby zaszła chmurą.

Wszystkie parametry Nicholasa balansowały na granicy krytycznych wartości. Wczoraj Mandy go odurzyła — a Bóg raczy wiedzieć, czy nie odbiło się to na jego funkcjach neurologicznych.

Widząc jej ponurą minę, Henry nie wytrzymał:

— Aż tak źle z Nicholasem? On naprawdę jest już… tak daleko?

— Prędzej ty kopniesz w kalendarz niż on. — Diana posłała mu jadowite spojrzenie, po czym nabazgrała recepturę na detoks i podała ją Mike’owi. — Mike, zapisz go na badania krwi. Niech ktoś zaufany odbierze te zioła. I ma to być ktoś nasz, rozumiesz?

— Badania krwi? Pan Spencer, on—

— Posłucha mnie. — Diana odłożyła długopis, a w jej głosie nie było ani krzty wahania.

— Panno, pani jest niesamowita! Pani się zna też na tych medycznych sprawach? — wykrzyknął Henry.

Był coraz bardziej pod wrażeniem dziewczyny stojącej przed nim.

Ktoś o charakterze Nicholasa potrzebował przy sobie kobiety, która umie się zatroszczyć. Owszem, ta ślicznotka wydawała się trochę chłodna, ale zdolni ludzie zawsze mają pazur, co nie?

Na myśl o Dianie prychnął z obrzydzeniem.

— Jesteś milion razy lepsza od tamtej Diany.

Słysząc to, Diana przechyliła głowę w jego stronę.

— Naprawdę?

— No pewnie! Bez dwóch zdań! — Henry wreszcie złapał jej uwagę i uśmiechał się od ucha do ucha. — Do małżeństwa to się bierze kogoś takiego jak ty: ciepłego, domowego. Najważniejsze, że ty naprawdę kochasz Nicholasa — bo inaczej po co byłabyś taka… uważna?

— Diana nie jest uważna? — dopytała Diana.

— Ona? Uważność to nie jej bajka. — Henry skrzywił się z niesmakiem. — Nie masz pojęcia… ona jest jak jakaś chciwa, bezmózga pijawka. Wisi na zasobach Nicholasa i pompuje kasę w tego naciągacza Dereka. Głupia jak but.

— Taka kobieta to nie tylko nie nadaje się na żonę — ona jest toksyczna nawet jako koleżanka. Każdy, kto jest na tyle naiwny, żeby się do niej zbliżyć, kończy rozwalony. — Sama myśl sprawiła, że Henry’emu zagotowała się krew. — Rodzina Windsorów to teraz jak studnia bez dna. Kto pomaga Dianie, ten sam sobie wystawia wilczy bilet. Powinnaś przekonać Nicholasa, żeby przestał topić pieniądze w czymś, co i tak nie ma sensu.

Na wzmiankę o kłopotach rodziny Windsorów Dianie przyspieszyło tętno.

Doskonale pamiętała, że zanim jej rodzice zginęli, Windsor Corporation miało problemy, ale trzymało się w ryzach. Dopóki projekty szły dalej, wszystko miało się jakoś ułożyć.

Jakim cudem, według Henry’ego, stało się to „studnią bez dna”?

Zapytała ostrożnie:

— Mówisz o Windsor Corporation, tej firmie deweloperskiej?

Henry w ogóle jej nie rozpoznał i aż palił się, żeby opowiedzieć więcej.

— Dokładnie — rodzinny interes Diany, Windsor Corporation. Z zewnątrz wygląda, jakby ociekało luksusem, ale w środku to wydmuszka. Ich największy projekt wpakował się w poważne kłopoty, a płynność zaraz im siądzie. Jak to pierdyknie, bankructwo będzie jedyną opcją.

— Aż tak?

Diana walczyła, żeby głos jej nie zadrżał — nie chciała, żeby Henry coś wywąchał.

W poprzednim życiu Windsor Corporation rzeczywiście zbankrutowało. Musiała poznać szczegóły, jeśli miała jakąkolwiek szansę uratować firmę.

Henry może i był bawidamkiem, ale rodzina Montague’ów w nieruchomościach szła łeb w łeb z Windsorami. Na pewno wiedział więcej niż ona.

Henry wzruszył ramionami.

— No… poważne i niepoważne, wiesz, o co chodzi.

Diana zmarszczyła brwi, bo Henry działał jej na nerwy tymi swoimi odpowiedziami-owijaniem w bawełnę.

Ale myśl o losie Windsor Corporation sprawiła, że przełknęła irytację. Uśmiechnęła się słodko i powiedziała łagodnym tonem:

— Nicholas coś mi o tym wspominał. Mówił, że zastrzyk kapitału wszystko załatwi. Chcesz powiedzieć, że mnie okłamał?

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział