Rozdział 1
Perspektywa Scarlett
Stałam nieruchomo przed pełnowymiarowym lustrem w butiku, obserwując jak sprzedawczyni układa mi włosy. Jej zwinne palce zakręcały kilka kosmyków moich kasztanowych włosów, podczas gdy inna asystentka dokonywała ostatnich poprawek mojej sukni.
"Luna, wyglądasz absolutnie olśniewająco," zachwycała się sprzedawczyni, robiąc krok w tył, by podziwiać swoje dzieło. "Jutro wieczorem na pewno będziesz najseksowniejszą królową na bankiecie," dodała z przekonaniem.
"…A tak przy okazji, ktoś w grupowym czacie wspomniał, że dzisiaj wieczorem będzie wielka uroczystość w zamku. Zastanawiam się, czy to jakieś wcześniejsze przygotowania."
Sprzedawczyni mruczała bezwiednie, kontynuując przeglądanie sukienek.
Zatrzymałam się na chwilę, po czym wydałam z siebie ironiczny śmiech. To musiała być pomyłka — moja notatka jasno mówiła, że zaplanowano to na jutro wieczorem.
Suknia była naprawdę przepiękna — wykonana z białego jedwabiu, z diamentami misternie wszytymi w dekolt i mankiety, które odbijały światło przy każdym subtelnym ruchu. Idealnie dopasowana do mojej figury. Pomagałam ją zaprojektować razem z projektantem, choć sama nie byłam projektantką. Wszystko to było na jutrzejszy wielki bankiet naszego stada.
Aby uczcić awans naszego stada w rankingu, w końcu wspięliśmy się z dziesiątego miejsca na drugie. Poświęciłam wiele, żeby nas tu doprowadzić.
"To jest ta," skinęłam z zadowoleniem, po czym poleciłam sprzedawczyni zapakować suknię. Wyszłam, niosąc pięknie zapakowane pudełko.
Gdy wróciłam do domu stada, służąca Ruby wyglądała na zszokowaną, widząc mnie. "Luna... Myślałam, że będziesz dziś na bankiecie."
Bankiet? Jaki bankiet?
"Luna? Zapomniałaś? Alfa powiedział, że nie trzeba przygotowywać kolacji na dzisiaj, bo jest wielka uroczystość z okazji awansu stada," powiedziała Ruby, wyraźnie zaskoczona.
Nie możliwe. Przygryzłam wargę i szybko wyciągnęłam telefon. Moja notatka jasno mówiła, że to jutro. Szybko przebrałam się w suknię i pośpieszyłam do hotelu. Przechodząc przez główną salę, upewniłam się, że moje obcasy głośno stukają o marmurową podłogę. Członkowie stada szybko schodzili mi z drogi, wyczuwając bijącą ode mnie ledwo powstrzymywaną furię.
Gdy się zbliżałam, Beta Aleksandra wyskoczył przede mnie. "Luna... Myślałem, że jesteś chora." Rzuciłam mu lodowate spojrzenie.
"Zejdź mi z drogi." Zamarł na miejscu, po czym szybko powiadomił Aleksandra przez łącze myślowe.
Wtedy zobaczyłam mojego męża — Aleksandra — z jego silnym ramieniem wokół tej dziwki. O nie, nie powinnam być taka złośliwa — nazwijmy ją, kim naprawdę jest — jego jedyną prawdziwą miłością, Faye.
Kiedy wróciła do stada? Nikt nie mógł wrócić do stada bez zgody Luny. Mogłabym ją ukarać zgodnie z zasadami stada, ale Alexander na pewno by ją chronił, a nikt nie odważyłby się mu sprzeciwić. Gniew zagłuszył mój ból. Jak śmiał Alexander? Czy nie wiedział, ile dla niego poświęciłam, ile poświęciłam dla jego stada?
Byłam córką Alfy z Zimowego Stada. Zakochałam się w Alexanderze, dziedzicu Stada Księżycowego Półksiężyca, od dziecka. To jego wybrałam na swojego partnera. Po śmierci mojego ojca, nasze stada połączyły się podczas ceremonii żałobnej. Staliśmy się jednym - Stadem Księżycowego Półksiężyca - a ja zostałam Luną.
Szczerze mówiąc, jedynym powodem, dla którego Alexander zgodził się mnie oznaczyć, było to, że jego ukochana Faye właśnie go opuściła.
Uznałam to za znak od losu, tańcząc do jego melodii. Zaczęłam ciężko pracować, aby zdobyć jego serce, wlewając w niego całą swoją miłość przez lata. Pamiętałam, jak bardzo Zimowe Stado go nienawidziło na początku. Musiałam ich przekonać, że jest godny bycia moim mężczyzną. Zwłaszcza po tym, jak mi się oświadczył, wszystkie moje wątpliwości zniknęły.
Pracowałam niestrudzenie, aby przywrócić równowagę między nim a moimi ludźmi, nawet udając, że to on miał kontrolę przez cały czas. A teraz, gdy nasze stado osiągnęło szczyt chwały, Alexander postanowił mnie odrzucić. Ale już nie byłam tą dziewczyną, która czekała na jego uznanie. Ludzie z Zimowego Stada nie zniosą zdrady.
Ruszyłam w ich stronę. Wszyscy zatrzymali się i patrzyli, jak podchodzę - oczy Faye były pełne strachu. Ale kiedy ręka Alexandra spoczęła na jej plecach, triumfalny uśmiech wykrzywił jej wargi.
Suka.
Trzymałam głowę wysoko i ruszyłam w stronę Faye, ale Alexander natychmiast stanął przede mną i warknął, "Scarlett, to nie czas na tę rozmowę." Jego głos niósł surowe ostrzeżenie.
"Myślę, że właśnie teraz jest czas," powiedziałam, zerkając na zdezorientowaną Faye, zanim przemówiłam stanowczo. "Jeśli planujesz mnie upokorzyć publicznie, to obronię swoją godność publicznie."
Ten drań - odważył się mnie tak poniżyć? Przyjść na święto stada ze swoją kochanką, przed wszystkimi? Moje pięści ponownie zadrżały. Chciał, żeby całe stado wiedziało, że tylko Faye jest jego prawdziwą Luną.
"Ten sukinsyn. Powinnam mu teraz wydłubać oczy - wyraźnie nie widzi, kto jest prawdziwym klejnotem," moja wilczyca, Kara, warknęła z wściekłością.
Kiedy stanęłam naprzeciwko Alexandra, Faye nerwowo wyszła do przodu. "Scarlett..."
Próbowała ponownie przemówić, ale przerwałam jej. "Mów do mnie Luna. Czy ignorujesz zasady stada?"
Twarz Faye zbielała. Znała zasady. Każdy wilk, który nie szanował Alfy i Luny, zostałby wygnany ze stada.
"Scarlett! Wystarczy." Alexander znów nisko warknął. Jego wilk pojawił się na jego ramieniu, a ja lekko się wzdrygnęłam. Zauważyłam kolejny złośliwy uśmiech Faye.
Odwróciłam się do Aleksandra. Jego spojrzenie było lodowate, jakby zapomniał, że zanim przyszłam do jego stada, był na skraju utraty władzy za to, że nie potrafił poprowadzić ich do dobrobytu. Moje przybycie pomogło umocnić jego pozycję jako Alfa.
Teraz patrzył na mnie jak na kawałek przeżutej gumy na podłodze. Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie mogłam pokazać słabości przed dwoma jadowitymi wężami. Słowa ojca rozbrzmiewały w mojej głowie: "Dynio, pamiętaj - tylko ty sama możesz siebie pokonać. Zawsze będę nad tobą czuwał."
Walcząc z przytłaczającą chęcią uderzenia Aleksandra i Faye w twarz, zmusiłam się do spokojnego mówienia. "Więc, Faye, dlaczego nagle wróciłaś do stada? Pamiętam, że odrzuciłaś Aleksandra jako swojego partnera. Czyż nie?"
Spojrzałam na ciekawe spojrzenia wokół nas, a fala mściwej satysfakcji narastała w mojej piersi.
"Luno... nie zrozum mnie źle. Jestem tu tylko po to, żeby pomóc," powiedziała Faye niepewnie.
"Pomóc w czym?" Wpatrywałam się w nią, podnosząc głos na tyle, żeby wszyscy mogli usłyszeć. "Jeśli przez 'pomoc' rozumiesz wtrącanie się między mnie a mojego męża, to chyba powinnam ci podziękować."
Powietrze zamarzło w jednej chwili. Wszystkie oczy były zwrócone na nas.
Tłum zaczął się poruszać. Szepty rozchodziły się jak pożar:
"O bogini, myślałam, że Luna Scarlett jest chora i dlatego nie przyszła."
"Oczywiście, że ją okłamali... A zobacz, nawet trzyma Alfę za rękę."
"Jest bardziej bezwstydna niż rozbijaczka domów."
"Nie mogę uwierzyć, że naszą Lunę zastąpiła ktoś taki jak ona."
Twarz Faye zbladła śmiertelnie. Jej oczy wypełniły się łzami, a ona wykrztusiła drżący szloch. "Alfo Aleksandrze, ja... Teraz zdaję sobie sprawę, że to był błąd, że tu przyszłam. Powinnam odejść..." Odwróciła się i próbowała uciec.
Ale Aleksander chwycił ją za ramię i przyciągnął do siebie, trzymając ją mocno, jakby oznaczając swoje terytorium.
Spojrzał na mnie i powiedział zimno, "Dość, Scarlett. Wiesz, jak ważne jest to święto dla naszej rodziny. Potrzebuję, żeby wszystko było perfekcyjne." Jego głos stał się niski i groźny. "Jeśli będziesz dalej robić sceny, reputacja naszej rodziny i zamówienia na perfumy ucierpią."
Nie mylił się. To nie był czas na utratę kontroli - zwłaszcza, gdy mój biznes perfumeryjny był na krawędzi.
"Masz rację, mężu," powiedziałam na tyle głośno, żeby wszyscy mogli usłyszeć. "Więc, kiedy skończysz zajmować się swoją byłą, mam nadzieję, że pamiętasz, gdzie śpi twoja żona."
Odwrócił się, wciąż trzymając Faye, i odszedł.
A tłum? Rozstąpił się przed nim jak Morze Czerwone przed Mojżeszem. Ale ich milczenie było teraz ciężkie. Osądzające. Obserwujące.
Stałam tam przez dłuższą chwilę, pozwalając, by ich spojrzenia przylegały do mojej skóry jak popiół. Potem odwróciłam się i wyszłam. Wróciłam do zakładu pakowania—
Noc na zewnątrz była gęsta i duszna. Gwiazdy tonęły w chmurach. Leżałam na swoim łóżku, wpatrując się w sufit, jakby miał mi dać odpowiedzi.
Noc wisiała ciężko nad dachem jak gęsty atrament. Leżałam w łóżku, przewracając się z boku na bok, nie mogąc zasnąć.
Czekałam, aż wróci do domu.
W ciemności mój ból tylko się potęgował. Wciąż miałam przed oczami ten obraz—Aleksandra trzymającego Faye, patrzącego na mnie z wściekłością. Co oni teraz robili? Faye odrzuciła Aleksandra. On jej nie wybaczy. Prawda?
Moja dusza była w stanie wojny. Nie mogłam znaleźć spokoju ani na sekundę.
Chciałam wpaść do biura Aleksandra, wyciągnąć ją stamtąd i odesłać tam, gdzie jej miejsce. Ale zanim mogłam się ruszyć, przez szyję przeszył mnie ostry, rwący ból. Natychmiast się skuliłam, zimny pot spływał mi po plecach.
Chwiejąc się, weszłam do łazienki, trzymając się za brzuch i wymiotując, aż nie zostało nic oprócz żółci.
To nie był zwykły ból. To nie była tylko reakcja na stres.
Wiedziałam to—to była kara od Bogini Księżyca. Kiedy Alfa, który cię naznaczył, śpi z inną kobietą, twoje ciało ponosi pełne konsekwencje.
Aleksander spał z Faye.
Moje ciało wiedziało. Moja dusza wiedziała.
Klęczałam na zimnej podłodze, opierając ręce na umywalce, całe moje ciało drżało. Kiedy w końcu znalazłam siłę, by wstać i przepłukać usta, spojrzałam na swoje odbicie.
Mój makijaż się rozmazał. Ślady łez przecinały moje policzki jak rany nożem. Moje oczy były czerwone i spuchnięte, usta blade. Wyglądałam, jakbym wyszła z piekła.
Potem się załamałam.
Skuliłam się na podłodze w łazience i płakałam—nie z powodu złamanego serca, nie z powodu smutku, ale z upokorzenia, że zostałam obnażona.
„Dlaczego on to zrobił?” jęknęłam. „Pomogłam zbudować siłę jego stada. Jestem jego Luną…”
Nienawidziłam Bogini Księżyca za karanie wiernych, podczas gdy niewierni chodzą wolni. Nienawidziłam niewinnej, triumfującej twarzy Faye. Ale najbardziej nienawidziłam, że Aleksander nawet na mnie nie spojrzał.
Nie wrócił do domu przez całą noc.
A ja? Byłam bezsenna z bólu—i nadal czekałam.
Ale nie pozwoliłam się zniszczyć.
Wzięłam gorący prysznic, poprawiłam włosy i makijaż. Założyłam tę jedwabną suknię w kolorze akwamaryny—ulubiony kolor Aleksandra. Związałam swoje złote włosy wysoko, nałożyłam tusz na rzęsy, żeby moje szmaragdowe oczy błyszczały.
Faye mogła być ładna. Ale ja nie byłam gorsza.
Byłam jego publicznie uznaną partnerką. Byłam prawdziwą Luną tego stada.
Otworzyłam drzwi.
I tam stał, dokładnie tak, jak się spodziewałam.
Ale jego pierwsze słowa sprawiły, że moje serce się ścisnęło, a całe ciało zamarło—
