Rozdział 100

Gdy wróciliśmy, było już późne popołudnie. Spojrzałam gniewnie na Luciena, który uśmiechał się od ucha do ucha, niosąc mnie w swoich ramionach. Delikatnie postawił mnie na dużym płaskim kamieniu, pozwalając mi się położyć, gdy masował mi talię.

„Masuj porządnie. To twoja wina,” powiedziałam chrapliw...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie