Rozdział 2
Perspektywa Scarlett
"Faye jest w ciąży!" ogłosił Alexander.
Zamarłam. Powoli mrugałam, próbując przetrawić słowa Alexandra. Szczerość na jego twarzy mówiła mi, że nie kłamał. Nie tylko sprowadził swoją kochankę, ale też ją zapłodnił.
"Ty draniu!" krzyknęłam. To wyjaśniało wszystko - ciągłe pieczenie na mojej marce przez ostatnie tygodnie, palący ból, który czułam na szyi. Za każdym razem, gdy go o to pytałam, zbywał to jako moją wyobraźnię.
Zanim zdążyłam uderzyć go w tę arogancką twarz, złapał mnie za nadgarstek w powietrzu. Ból przeszył moją rękę.
"Scarlett, nie rób czegoś, czego będziesz żałować," ostrzegł, jego głos był niski i ostry. "Jeśli odważysz się zakwestionować moją władzę jako Alfa, zobaczysz, kim naprawdę jestem."
Mój wilk warknął. "Drań!"
"Słyszałaś ją, Scarlett!" Pazury Alexandra wydłużyły się w geście ostrzeżenia, gdy złapał mnie za ramiona. Mój wilk skomlał i cofał się. Była w agonii, tak jak ja. Pragnęła akceptacji naszego partnera, tylko po to, by zostać odrzuconą przez Alexandra i jego wilka.
Mój ból nic dla niego nie znaczył. Patrzyłam na jego zimny, obojętny wyraz twarzy i zapytałam z lodowatą klarownością: "Czy zamierzasz mianować Faye nową Luną?"
"Nie!" Wilk Alexandra wzdrygnął się, cofając się. "Ty wciąż jesteś Luną Księżycowego Półksiężyca."
"Co to ma znaczyć?"
"Wciąż cię kocham," powiedział Alexander. "Ale to nie znaczy, że porzucę matkę mojego szczenięcia. A jako Alfa, potrzebuję mojej prawdziwej partnerki u boku."
"Bzdura! Więc mnie odrzuć!" ryknęłam. "Nie zniosę, żeby mój partner zdradzał mnie publicznie."
Alexander zbliżył się, sycząc: "Nigdy nie będzie odrzucenia! Rozumiesz? To jest ostateczne. Im szybciej zaakceptujesz rzeczywistość, tym szybciej wrócisz do bycia piękną Luną, którą byłaś."
"Alexander, znasz mnie. Nie poddaję się tak łatwo," powiedziałam przez zaciśnięte zęby. "Jeśli będziesz trzymał się tej drogi, to ja wybiorę swoją."
Moje pięści znowu się zacisnęły. Próbowałam zrozumieć jego bezwstydną logikę. Jak mógł być taki podły? Triumfował, miażdżąc mnie na pył. Trzy lata małżeństwa - czy nic dla niego nie znaczyły?
Czy zapomniał, jak pomogłam mu wznieść się od zera do prowadzenia drugiej najpotężniejszej watahy?
Łzy napłynęły mi do oczu.
Alexander tylko szyderczo się uśmiechnął. "Myślisz, że masz jeszcze wybór?"
Wstał i położył rękę na moim ramieniu. "Spokojnie, kochanie. Rozejrzyj się. Zobaczysz - nic się nie zmieni, chyba że ja na to pozwolę."
Moje oczy rozszerzyły się.
Pukanie do drzwi przerwało nam. Alexander otworzył je.
Faye stała na zewnątrz.
"Alfa Alexander, widziałam, jak wybiegłeś z naszego pokoju. Martwiłam się, że ty i Luna Scarlett możecie się kłócić z mojego powodu... Dlatego przyszłam," powiedziała, wahając się.
Potem zwróciła się do mnie, udając zaniepokojenie. "O mój Boże, Luno Scarlett, nie wyglądasz dobrze. Bardzo mi przykro - nie przyszłam tu, żeby was rozdzielić. Przyszłam tylko, żeby pomóc watasze. Alexander mówił, że naprawdę chciał szczenięcia, ale ty... nie mogłaś zajść w ciążę..."
Gładziła swój brzuch, mówiąc, chwaląc się swoim sukcesem. Przysięgam, że widziałam, jak przewraca oczami - nawet jeśli tylko na sekundę.
Ale nie mogłam jej zaprzeczyć. Nie wiedziałam, dlaczego ciąża była dla mnie tak trudna. Mimo to, to nie był powód, żeby Alexander mnie zdradzał.
"Jesteś taka hojna," powiedziałam z zimnym uśmiechem. "Ale... czy Alexander nie powiedział ci, że zawsze będę Luną Księżycowego Półksiężyca? Co oznacza, że - twoje dziecko będzie moje. A ty na zawsze będziesz ukrytą kochanką Alfy, trzymaną w cieniu."
Zobaczyłam, jak zmienia się wyraz twarzy Faye. Teraz było jasne – Alexander wiedział, że nigdy nie mogła być Luną. Wybrał kłamstwo. Ale oddał jej swoje serce.
Faye złapała się za brzuch, jęcząc. „Ach, Alexander, boli mnie brzuch… Muszę wyjść…”
„Dość, Scarlett. Faye jest w ciąży. Musisz być dla niej milsza. To ostrzeżenie,” powiedział Alexander, patrząc na mnie groźnie, po czym pobiegł za nią.
Podniósł ją w ramiona i delikatnie pocieszał – na tyle głośno, żebym usłyszała. „Faye, zawsze będę cię cenił. Upewnię się, że wataha wie – zasługujesz na moją miłość bardziej niż jakakolwiek Luna.”
Gdy zniknęli w korytarzu, ból wrócił do mnie z pełną siłą.
Upadłam na podłogę. Sama teraz, bezbronność zalała mnie jak powódź.
Pokój był dusząco zimny. Moje kolana się ugięły, ale odmówiłam całkowitego upadku – nie tutaj, nie w ten sposób. Nie dla niego.
Podciągnęłam się na najbliższe krzesło i zmusiłam się do uspokojenia oddechu.
Drżącymi rękami podniosłam telefon i zaczęłam dzwonić do każdego, kogo mogłam sobie przypomnieć. Król Wilków. Sojusznicy. Starsi. Mężczyźni i kobiety, którzy kiedyś stali u boku mojego ojca.
Nikt nie odbierał.
Desperacja ściskała mi pierś. Próbowałam raz za razem. Nadal nic.
W końcu, za piątym razem, znajome imię rozświetliło ekran – Alfa Reno, stary przyjaciel mojego ojca z watahy Stormhowl. Odebrałam natychmiast.
„Alfa Reno,” powiedziałam, walcząc, by utrzymać stabilny głos. „Tu Scarlett. Alexander sprowadził Faye z powrotem. Jest w ciąży. Zrobił to za moimi plecami – i paradował z nią przed wszystkimi na ceremonii. Nawet mi nie powiedział.”
Po drugiej stronie zapadła długa cisza.
„Scarlett,” odezwał się w końcu Reno, jego głos był ciężki. „Przykro mi, że cię to spotkało. Ale nie możemy ingerować w wewnętrzne sprawy watahy. To regulacje rady.”
„Ale nie ma żadnej kary dla Alfy, który zdradza swoją partnerkę?” naciskałam, nie chcąc się poddać.
„Moralnie, tak. Wszyscy to potępiamy. Ale prawnie – nie ma,” powiedział Reno, wzdychając.
„Więc mam po prostu gnić w tej toksycznej watasze, aż umrę?” wyszeptałam, złamana.
„Możesz się rozwieść. Znajdź watahę, która cię przyjmie i zacznij od nowa,” zasugerował Reno.
„Ale jeśli to zrobię, stracę swoje roszczenie do mojej watahy, prawda? Mimo że jest tuż obok!” Mój głos się załamał, czarna dziura we mnie pogłębiała się.
Reno mówił ostrożnie. „Tak. Rada nie przegłosowała ustawy pozwalającej kobietom być Alfami. Chyba że złożysz nową propozycję i zdobędziesz wystarczającą liczbę głosów… ale oboje wiemy, że to prawie niemożliwe. Większość wilków Alfa to mężczyźni – nie ufają kobietom jako przywódcom.”
Czarna dziura we mnie się powiększyła.
Tuż przed tym, jak miałam się rozłączyć, głos Reno stał się naglący. „Ale… jeśli zdobędziesz poparcie najsilniejszego Alfy, inni mogą łatwiej pójść za nim…”
Najsilniejszy Alfa? Przed oczami pojawiła się twarz – wataha brata mojej najlepszej przyjaciółki. Wataha Nightshade. Ten potężny mężczyzna.
Podziękowałam Alfie Reno za chęć pomocy, a potem się rozłączyłam.
Musiałam spróbować.
„Kyra…” wyszeptałam do mojego wilka. „Kyra, jesteś tam? Wszystko w porządku?”
Ale nie odpowiedziała. Powtarzająca się zdrada naszego partnera była dla niej zbyt wielka. Bałam się, że zniknie całkowicie.
Musiałam być silna – dla nas obu.
Odwróciłam się i odeszłam.
Teraz musiałam skontaktować się z jednym człowiekiem, który mógłby pomóc – bratem Kathleen. Jedynym, który był wystarczająco potężny, by stanąć po mojej stronie.
