Rozdział drugi: MIŁOŚNICY KRZYŻOWANI GWIAZDAMI

Punkt widzenia Dominika

Zaciągam się głęboko papierosem, wypuszczając dym w powietrze, a trochę z niego osadza się na oknie.

Moi ludzie spieszą się do samochodów, pakując do nich moje walizki i inne niezbędne rzeczy, które zabieramy ze sobą.

Patrzenie na nich zwiększa ból, który rozdziera moje serce. Płakałbym jak bóbr, gdybym był człowiekiem, który potrafi płakać.

Naprawdę, teraz strasznie chcę płakać. To byłby świetny sposób, aby złagodzić ten przytłaczający smutek i powstrzymać go przed rozrywaniem mnie na kawałki. Ale łzy nie lecą, mimo że ból pali moje serce. Ani jedna łza nie spadła. I to jest cholernie bolesne.

Drzwi się otwierają i czuję smród mojego Beta, Jake'a. Nawet nie zawracam sobie głowy, żeby na niego spojrzeć. Stoi obok mnie w milczeniu. Wkrótce wyciąga do mnie szklankę whisky.

Biorę ją i podaję mu papierosa, patrząc, jak odkłada go na popielniczkę. Siorbiąc drinka, czuję potrzebę rozmowy. Kończę więc milczenie.

"Rozstałem się z nią." Rzucam na niego okiem i dodaję. "Z Kristine, zakończyłem to z nią. Zrobiłem to najokrutniejszymi słowami. Płakała jak bóbr. Czułem się cholernie marnie, odchodząc zamiast ją pocieszać."

Walczę z drżeniem w głosie. To jest tyle, ile mogę okazać emocji.

"Ona teraz mnie nienawidzi, stary. Nienawidzi mnie tak bardzo, że może życzyć sobie, żeby mnie nigdy nie zobaczyć. A ty nie wiesz, jak to jest obrzydliwe."

Wypijam whisky, a ona miesza się z bólem w moim sercu.

"Odrzuciłeś ją?" pyta. To dla niego najważniejsze.

"Tak, znaczy, sprawiłem, że tak myśli. Ale obaj wiemy, że odrzucenie nie jest prawdziwe, jeśli nie powiesz swojej prawdziwej tożsamości. Ale nigdy nie mogłem jej powiedzieć, że jestem Alfa Łotrzykiem."

"Więc myśli, że więź partnerska jest zerwana, chociaż nie jest?"

"Tak. Umysł nad materią. Będzie myśleć, że jest zerwana i spróbuje iść dalej. Ja, z drugiej strony, wiem, że nie jest zerwana, i będę żył resztę życia, czując ból z istniejącej więzi, na którą nie mogę zareagować."

Nie da się tego zbagatelizować. Głęboko w środku wiem, że nigdy nie poczuję się cały. Nie po utracie jedynej dziewczyny, którą kiedykolwiek nauczyłem się kochać. Mojej cholernie słabej strony.

Cała ta sytuacja jest szalenie bolesna. Przyjeżdżając do tej paczki, chciałem tylko szpiegować. To była Paczka, która szkoliła łowców Łotrzyków, najlepszych w regionie.

Jako Alfa Łotrzyków, musiałem patrzeć na agonię moich ludzi, zabijanych przez tych, którzy uważają nasze istnienie za grzech.

Moi ludzie i ja zaczęliśmy planować oblężenie przeciwko nim. Ale musieliśmy znać każdy cal Paczki, aby móc to przeprowadzić perfekcyjnie.

Zgłosiłem się na ochotnika, aby tu przyjechać, sfałszować swoją tożsamość i szpiegować ich. Oczywiście, rada była przeciwna, uznając to za obraźliwe, że to ja muszę wykonywać brudną robotę. Ale mi to nie przeszkadzało. Chciałem to zrobić. Więc przyjechałem tu i dobrze się wtopiłem.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że znajdę coś fascynującego. Albo kogoś. Ale wtedy zobaczyłem Kristine tamtej nocy przy ognisku i mój świat stanął na głowie. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Powinienem był. Powinienem był odejść. Wtedy może nie rozstalibyśmy się tak boleśnie.

Ale z drugiej strony, nie żałuję, że się do niej zbliżyłem. Była najsłodszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Jedyną rzeczą, którą chciałem chronić tak bardzo, że nawet przewyższało to moją chęć ochrony Paczki.

Byłem gotów uciec z nią. Zabierać ją do kraju, gdzie nie ma czegoś takiego jak łotrzyki i czyste wilkołaki. Osiedlić się tam na stałe z nią i założyć rodzinę.

Byłem gotów porzucić swoją Watahę dla niej. Tak bardzo szalałem z miłości do niej.

Ale dwa dni temu na moje biurko trafiła nowa informacja. Jake zgłębił jej przeszłość i odkrył jej prawdziwą tożsamość. Przeżyłem szok życia, gdy otworzyłem teczkę i przeczytałem o niej.

Była córką Julio. Julio Delvin, najsilniejszy łowca buntowników, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia. Zabił moich rodziców i nieustannie próbował zabić mnie.

Pewnego dnia zainscenizowaliśmy bójkę w zielonych lasach mojego terytorium. Stałem się całkowicie dziki, wyrwałem mu serce i oczy. Zostawiłem jego ciało, żeby ptaki się nim pożywiły. Dałem mu okrutną śmierć, na cześć moich rodziców i ludzi, którzy zginęli z jego rąk.

Dlaczego, do cholery, Kristine musiała być jego córką? To była najbardziej szokująca wiadomość i całkowicie mnie załamała.

Jake wielokrotnie powtarzał mi, że muszę ją odrzucić i opuścić tę Watahę. Nie ma przyszłości w mojej więzi z nią. I na pewno mnie znienawidzi, gdy dowie się, że zabiłem jej ojca.

Bolało to przyznać, ale Jake miał rację. Musiałem zakończyć nasz piękny związek. Los już sprawił, że nie mogliśmy być razem. Byliśmy teraz bardziej przeklęci niż kiedykolwiek. A Kristine nigdy nie będzie chciała być z facetem, który zabił jej ojca.

Muszę odejść. Wrócić na swoje terytorium. I musiałem zakończyć to z nią przed wyjazdem.

Więc udawałem odrzucenie. Mam nadzieję, że to zadziała i zapomni o mnie. Nie, to kłamstwo. Chciałbym, żeby nie zapomniała. O, Bogini. Jak mogę być tak rozdarty?!

„Zrobiłeś dobrze,” mówi optymistycznie Jake, kładąc rękę na moim ramieniu. „Zakończenie tego teraz to najlepszy wybór. To lepsze niż trwanie w związku, aż dowie się i znienawidzi cię za to, co zrobiłeś. Wtedy bolałoby to bardziej.”

„Zakończenie tego teraz czy później nie ma znaczenia. Już jestem rozbity na kawałki. Nie mogę się bardziej złamać niż już jestem.”

Znowu milczy. Patrzę, jak mężczyźni zamykają niektóre bagażniki samochodów. Jest długa linia samochodów.

„Wyjeżdżamy za dziesięć minut,” mówi Jake, odchodząc.

Dalej się smucę, ale mój telefon dzwoni, sięgam po niego. Są dwie wiadomości. Od Kristine.

Moje palce drżą, gdy klikam na nie.

Kristine: Bezczelnie i z nadzieją czekam na twój telefon. Żebyś powiedział mi, że wczoraj to był tylko żart.

Łzy zasłaniają mi oczy, gdy drżąco klikam na następną wiadomość.

Kristine: Nie musisz do mnie dzwonić, jeśli nie chcesz. Wystarczy jeden SMS. Czekam. 🤞

Przychodzą kolejne wiadomości i klikam na nie.

Kristine: Masz dziesięć sekund...

Kristine: dziewięć... osiem...

Kristine: siedem... sześć...

Mrugam, powstrzymując łzy, walcząc z pragnieniem wysłania wiadomości. By powiedzieć jej, że nigdy nie pokocham innej. I że jestem bezczelnym buntownikiem, który na nią nie zasługuje.

Chcę wykrzyczeć jej prawdę. Ale obowiązki, które mnie wiążą jako Alfę, powstrzymują moje palce przed napisaniem tych liter.

Kristine... trzy... dwa...

Bardzo mi przykro...

Kristine: jeden. Czas minął.

Kristine: Nigdy ci nie wybaczę, Dominic. Nigdy.

Te słowa sprawiają, że łzy spływają po moich policzkach. Agonia rozdziera mnie na kawałki i rzucam szklankę o okno. Kawałek szkła rozcina mi twarz.

Nie mogę już tego dłużej trzymać w sobie, więc pomyślałem, żeby napisać jej kilka słów przeprosin. Niech diabli wezmą konsekwencje!

„Dominic!” krzyczy Jake z zewnątrz. „Czas jechać!”

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział