Rozdział czwarty: Cztery lata później

Perspektywa Kristine

„Czy mówisz, że wszyscy nie żyją?” Noah pyta ostro do telefonu. Odpowiedź z drugiej strony sprawia, że zaciska zęby i przeczesuje palcami włosy.

Z niepokojem obserwuję go, starając się jednocześnie nie podsłuchiwać rozmowy. To ważny telefon, który przekazuje mu aktualizacje na temat ostatnich łowców wysłanych na misję na wschodnie terytorium. Terytorium niczyje. Nie chcę podsłuchiwać, chcę, żeby sam mi o wszystkim opowiedział, kiedy skończy rozmowę.

Wyłączam więc swoje wilkołacze zmysły słuchu, próbując odwrócić uwagę, licząc ciężkie krople deszczu uderzające o ziemię i zastanawiając się, jak długo jeszcze zamierza padać.

Riize śpi w moich ramionach, a jego małe ciałko przykryłam kardiganem, żeby nie zmarzł. To mój czteroletni syn i tak, nie pozbyłam się go. Nie było takiej opcji, choć przez chwilę rozważałam to.

Pozbycie się go oznaczałoby przysługę dla ludzkości, biorąc pod uwagę jego krew łotra. Ale ma też moją krew, co daje mu szansę nie stać się tak dzikim jak inni łotrzy.

Noah początkowo chciał, żebym się go pozbyła; mocno na mnie naciskał. Ale po zobaczeniu, jak bardzo mnie to przygnębia, zrezygnował i poprosił, żebym go zatrzymała. Obiecał być ojcem chrzestnym mojego dziecka i uczynić go najlepszym łowcą łotrów.

Wciąż nie ma pojęcia, że Dominic jest alfą łotrów. Nie powiedziałam mu. Trzymanie tego w tajemnicy jest najlepszym rozwiązaniem dla nas wszystkich. Ale to wciąż mnie dręczy. Codziennie.

Minęły cztery lata z moim synem, a Noah jest najlepszym przyjacielem, jakiego można mieć. Dzisiaj zabrał nas do parku, żeby się zabawić i zrelaksować. Teraz jest noc i chcieliśmy wrócić do domu, ale zaczęło padać i utknęliśmy w budynku, czekając, aż przestanie.

„Dobra. Sprawdzę to. Kurwa!” Noah kończy rozmowę, uderzając pięścią w ścianę.

„Co się stało?” pytam, zmartwiona jego zaniepokojonym wyglądem. Bierze głęboki oddech, pocierając obolałe kostki.

„Zabili łowców. Wszystkich pięćdziesięciu. Rozerwani na strzępy.”

„Co?” Czuję, jak gęsia skórka przechodzi mi po skórze na wieść o tej tragedii. „Kto ich zabił?”

„Nie mam pojęcia. To nie mogą być łotrzy. To terytorium niczyje. Łotrzy nie mają prawa zabijać nikogo na tym terenie.”

Słysząc o łotrach, moje serce zaczyna bić szybciej, myśląc o Dominicu. To naprawdę konfliktowe modlić się, żeby Noah i inni łowcy zakończyli przeklętą egzystencję łotrów. Ale jednocześnie, żeby nie zabił Dominica. Ale nie zabicie Dominica oznacza, że łotrzy nadal będą istnieć, a nasz gatunek będzie w niebezpieczeństwie.

Ale zabicie go… Nie, nawet nie mogę sobie wyobrazić, jak bym się wtedy czuła. Więc tak, jestem trochę uwięziona w tym całym bałaganie.

„Jadę tam teraz, powinnaś zabrać Riize do domu, kiedy deszcz ustanie—”

„Mogę jechać z tobą?” wtrącam, przerywając mu. „Proszę?”

Uśmiecha się lekko. „Bardzo bym chciał, ale to byłoby dla ciebie niebezpieczne. Nie chcę, żeby coś ci się stało…”

„Nic mi się nie stanie. Mam ciebie, żebyś mnie pilnował, prawda?” Rzucam mu figlarny uśmiech i on się śmieje.

„Zawsze.” Odpowiada stanowczo. „No cóż, muszę zadzwonić do niani Tessy, żeby przyszła i zabrała Riize.”

Dzwoni do niej, a ona przyjeżdża kilka minut później, zabierając nasze rzeczy i prowadząc Riize do domu. Noah i ja ruszamy na terytorium niczyje, biegnąc przez las w naszej wilczej formie.

Docieramy do czerwonej linii, która oznacza początek ziemi, i wracamy do ludzkiej postaci. Ogarnia mnie panika, gdy dostrzegam ślady krwi. Cicho przeszukujemy teren, znajdując zwłoki łowców wilków.

Czuję smutek z powodu ich żałosnego losu. Ktokolwiek to zrobił, na pewno nie ma serca.

Odległe kroki i warczenie sprawiają, że wstrzymuję oddech. Odruchowo chwytam jego rękę.

„Co się dzieje?” Pyta, zauważając, jak bardzo się boję. Trzyma moją rękę, dając mi ciepły uścisk. „Wszystko w porządku?”

„Tak. Myślałam, że słyszałam głosy- Noah!” Krzyczę, gdy nagle atakuje go zbuntowany wilkołak. Ogromne pazury odpychają mnie, plecy uderzają mocno o drzewo, a ja upadam na ziemię, wijąc się z bólu.

Noah walczy, by wstać i przekształcić się w wilka, by dorównać ich sile, ale jest ich dwóch, drapią go zawzięcie i trzymają na ziemi. Chcę mu pomóc, ale ból jest zbyt silny. W tej bezradnej chwili moje serce woła jedynego człowieka, który może nas teraz uratować.

Dominik.

Punkt widzenia Dominika

Czuję, jak nerwy się uspokajają, gdy zimna woda z prysznica uderza ciężko o moje ciało. Plamy krwi z bójki z tymi łowcami mieszają się z wodą, spadając na podłogę.

To był szalony dzień. Przejście na terytorium niczyje, zauważenie tych łowców i ich zabicie, to był bardziej piekielny dzień.

I nie, to nie oni zaczęli walkę. Musiałem ich zabić, bo chciałem przejąć to terytorium. Również dlatego, że mój wilk jest w takim szale, że sprawia, że tracę zmysły i zabijam najbliższą rzecz.

Żadne rozproszenie nie było w stanie uleczyć mojego wilka, odkąd zostałem rozdzielony z Kristine. Jestem tak samo zniszczony jak mój wilk. Oboje tęsknimy za naszą partnerką i oboje uważamy życie za nie do zniesienia bez niej.

Wychodząc z łazienki, kieruję się do swojego pokoju. Ubieram się i wychodzę na zewnątrz, aby sprawdzić, czy mężczyźni, którzy pilnowali granic, wrócili.

Kilku mężczyzn w korytarzu szepta, a ja zauważam Jake'a z nimi. Widzi mnie i spieszy w moją stronę, z marszczącymi się brwiami.

„Co się stało?” Pytam napiętym tonem.

„Mężczyźni zauważyli zbuntowanego łowcę na granicy.”

„Powiedz wszystkim, żeby trzymali straż. Ten człowiek może tylko przechodzić. Ale jeśli okaże się zagrożeniem, mają pozwolenie, żeby go zabić.” Odpowiadam obojętnie. Ale Jake nie rusza się. Nadal wygląda na bardzo zmartwionego.

„Czy jest coś jeszcze, co chcesz mi powiedzieć?” Pytam.

Waha się trochę, a potem pokazuje mi ekran swojego telefonu. „Mężczyźni zrobili zdjęcia zbuntowanego łowcy. Jest z kobietą. Kimś, kogo obaj bardzo dobrze znamy.”

Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy, gdy moje drżące ręce chwytają jego telefon, patrząc na dziewczynę, za którą tęsknię każdego dnia przez ostatnie cztery lata.

„Co mają teraz zrobić mężczyźni? Myślę, że już zaczęli walkę z nią i jej eskortą.”

Zaciskam zęby. „Powiedz im, że jeśli ktokolwiek ją tknie, rozerwę ich na kawałki. Przysięgam na boginię.”

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział