Rozdział 3

Perspektywa Sylvii

W luksusowym Maybachu atmosfera była gęsta od napięcia, kiedy sunęliśmy przez oświetlone księżycem ulice Howling Peaks. Morgana, zwykle głośna i bezczelnie odważna, siedziała sztywno na swoim miejscu, nie śmiąc pisnąć ani słowa w obecności swojego Alfy. Choć była członkinią watahy Caesara, różnica sił między nimi była aż nazbyt wyczuwalna — wyraźnie miała do Króla Alfy zdrową dawkę respektu.

Mój wzrok uciekł na nadgarstek Caesara, gdzie wisiała stara, wytarta bransoletka z wilczego kła, kompletnie niepasująca do jego nienagannego wyglądu. Było w niej coś dziwnie znajomego, jakby szarpało mnie za skraj pamięci, ale przyjemna, whiskey’owa mgiełka w głowie nie pozwalała mi tego uchwycić.

Myślami wróciłam do pierwszego razu, gdy lata temu spotkałam Caesara Conrada. Wspomnienie było ostre mimo alkoholu — jego dominująca obecność, to, jak inni Alfowie mu ustępowali, i jak moje nastoletnie serce łomotało mi w piersi aż żenująco, ten trzepot, który nie zgasł, tylko z czasem się pogłębił, teraz dodatkowo zaostrzony przez intensywność jego bliskości. A teraz, po latach, dalej był równie niszczący — jego uroda była niemal okrutna w swojej doskonałości.

Najpierw podrzuciliśmy Morganę, bo miała bliżej do domu. Posłała mi znaczące spojrzenie, po czym szybko czmychnęła do środka, zostawiając mnie sam na sam z najpotężniejszym Alfą w Ameryce.

— Planujesz zostać w Howling Peaks? — niski głos Caesara przerwał ciszę; zabrzmiał celowo swobodnie, gdy ruszył spod krawężnika.

Choć Howling Peaks było terytorium Frostfangów, ostatecznie i tak podlegało jego jurysdykcji jako Najwyższego Alfy. Pytanie o mój powrót było jak najbardziej sensowne.

— Tak — odpowiedziałam krótko, skręcając nerwowo palce na kolanach i walcząc z tym, żeby nie wiercić się pod ciężarem niewypowiedzianych pytań.

Czekałam, aż pociągnie temat, że zacznie drążyć, wypytywać o moje intencje albo o plany mojej matki, Alfy — ale on znów zamilkł. Mocna klimatyzacja i jednostajny rytm jazdy uśpiły mnie, cisza rozciągnęła się tak gęsta, że aż czułam ją na języku, a każde nierówne uderzenie serca dudniło mi w uszach. I zanim się zorientowałam, odpłynęłam.

— Sylvia, obudź się.

Niski pomruk głosu Caesara wyrwał mnie ze snu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam go, jak pochyla się do wnętrza auta — drzwi były już otwarte. Jego twarz była o cal od mojej, a te przenikliwe oczy wpatrywały się we mnie uważnie. Księżycowe światło rysowało ostre cienie na jego arystokratycznych rysach; każda linia twarzy wypalała mi się w zamglonym alkoholem umyśle.

— ...Caesar? — mój głos zabrzmiał chrapliwie od snu i resztek alkoholu, a oddech uwiązł mi w gardle przez tę bliskość.

Otworzył moje drzwi i był wpół w środku, opierając się o próg; jego szerokie barki niemal zasłaniały wyjście. Bił od niego rześki zapach sosnowych igieł, otulał mnie szczelnie. Moja wilczyca zareagowała natychmiast — gwałtownym, obezwładniającym głodem. To była czysta, pierwotna reakcja, której nie potrafiłam zdusić, nawet kiedy rozsądek wrzeszczał mi w głowie, jak cholernie to niebezpieczne.

Cena udawania omegi przez trzy lata była wysoka. Stłumiłam w sobie wilka tak mocno, że nie byłam zdolna stworzyć pełnej więzi — poświęcenie, które zostawiło mnie teraz jak na tratwie, rozbitą i niepewną, czy to, co między nami zostało, w ogóle da się jeszcze kiedykolwiek domknąć. A jednak los miał inne plany i znowu nas ze sobą zderzył. Tylko to spojrzenie przed chwilą — może to był jedynie figiel światła. I czy Caesar w ogóle naprawdę by mnie rozpoznał po latach ukrywania tego, kim jestem, po latach duszenia w sobie tej części, która wołałaby do jego?

— Jesteś piękny — wymruczałam, a na ustach zatańczył mi uśmiech. Whiskey dodała mi odwagi; wezbrał we mnie nieostrożny impuls, żeby skrócić ten dystans i mieć w nosie konsekwencje. Uniosłam rękę i zarzuciłam mu ją na kark, przyciągając go bliżej.

— Chcesz mnie przelecieć? — zapytałam, przeciągając słowa z wyzywającą premedytacją.

Caesar przez moment wyglądał na zaskoczonego. Odsunął mi pasmo włosów z twarzy, a jego głos był idealnie opanowany.

— Jesteś pijana.

— Nie aż tak — odbiłam.

Byłam na tyle wstawiona, żeby mówić szczerze, ale na tyle trzeźwa, żeby wiedzieć, czego chcę. Wspomnienia z ostatnich trzech lat przemknęły mi przez głowę — udawanie kogoś, kim nie byłam, dla Zane’a, przegrany zakład, który teraz miał mnie przywiązać do przywództwa w Stadzie Frostfang, i to aranżowane kojarzenie, które na pewno miało po nim przyjść.

To mogła być moja ostatnia szansa na prawdziwą wolność, zanim obowiązek mnie pożre. „Caesar” — powiedziałam, nachylając się bliżej, aż moje czerwone włosy musnęły jego twarz — „nie chcesz mnie?”

Napięcie między nami rosło jak burza zbierająca się nad horyzontem. A potem, bez ostrzeżenia, jego chłodne wargi przycisnęły się do moich. Jego silne dłonie zacisnęły się na mojej talii, gdy nasze oddechy się zmieszały.

„Nie żałuj tego później, Sylvia” — warknął w moje usta, delikatnie przygryzając mi język w geście dominacji, który puścił mi prąd wzdłuż kręgosłupa.

Żar między nami narastał błyskawicznie. Złapałam własne odbicie w jego ciemnych oczach — rozpalona, spragniona, poddająca się.

Nasz pocałunek pogłębił się, zrobił się bardziej łapczywy. Samochód nagle wydał się za mały, za ciasny na to, czego oboje wyraźnie potrzebowaliśmy.

Ledwo zdążyliśmy wpaść do mojego hotelowego pokoju, a Caesar przypiął mnie do ściany, jego usta pożerały moje. Mój wilk zawył z triumfem, kiedy jego dłonie zaczęły badać moje ciało, zagarniać każdy centymetr, jakby oznaczał mnie na własność. Więź między nami — więź Prawdziwych Partnerów, której nigdy nie spodziewałam się znaleźć — zapłonęła, potęgując każde wrażenie.

„Czekałem na to latami” — warknął, a jego głos był chropowaty od pożądania, kiedy zerwał ze mnie sukienkę jak z bibułki.

Moje paznokcie przeorały jego plecy, aż poczułam krew, gdy mnie podniósł i owinęłam nogi wokół jego bioder. Uczucie jego twardego ciała przy moim było odurzające, idealne.

„Caesar” — sapnęłam, gdy jego usta odnalazły moją szyję, a zęby musnęły wrażliwe miejsce, w które poszedłby ślad po ugryzieniu na znak pary.

Kiedy jego palce wsunęły się między moje uda, prawie rozsypałam się od razu. Więź partnerów wzmacniała wszystko — każdy dotyk, każda iskra była spotęgowana dziesięciokrotnie. Byłam dla niego mokra, moje ciało rozpoznawało to, czemu mój umysł tak długo zaprzeczał.

„Jesteś moja” — warknął zaborczo. „Zawsze byłaś moja.”

Wturlałyśmy się na łóżko, splątani w plątaninę rąk, nóg i desperackiej potrzeby. Umiejętności Caesara jako kochanka były tak legendarne jak jego moc — celowe, rozkazujące, uważne na każdą moją reakcję. Kiedy w końcu we mnie wszedł, rozkosz była tak ostra, że krzyknęłam, wbijając palce w jego barki.

„Patrz na mnie” — zażądał, a ja posłuchałam, spotykając jego intensywne spojrzenie.

Połączenie między nami było elektryczne, pierwotne. Mój wilk poddał mu się całkowicie — nie ze słabości, tylko z rozpoznania. Tego nigdy nie znalazłam przy Zane’ie, tego nawet nie wiedziałam, że mam szukać. Z każdym mocnym pchnięciem Caesar wynosił mnie wyżej, a więź między nami śpiewała pełnią.

Fala za falą rozkoszy rozbijała się o mnie, mocniejsza niż cokolwiek, czego kiedykolwiek doświadczyłam. Moje ciało zadrżało wokół niego, wciągając go głębiej. Oczy Caesara błysnęły wilkiem, kiedy wziął mnie całkowicie, a jego spełnienie wywołało kolejny wybuchowy finał we mnie.

Gdy później leżeliśmy splątani w pościeli, jego ramiona obejmowały mnie zaborczo, dotarło do mnie z porażającą jasnością — przez trzy lata goniłam nie tego wilka. Mój Prawdziwy Partner patrzył, czekał przez cały czas.

„Jak długo wiedziałeś?” — zapytałam, kreśląc opuszkami palców linie na jego piersi.

Dłonią pogładził moje włosy, a w jego dotyku była taka zaborczość, że mój wilk ją uwielbiał. „Od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłem cię na pogrzebie twojego ojca. Miałaś siedemnaście lat, byłaś dzika i piękna, rzucałaś wszystkim wyzwanie samym spojrzeniem.” Jego głos stwardniał, pogłębił się. „Ale wtedy byłaś za młoda. Postanowiłem poczekać.”

„A potem poleciałam za Zane’em” — mruknęłam, a zrozumienie zaczęło składać mi się w całość.

Jego ramiona zacisnęły się mocniej. „Nigdy w życiu tak bardzo nie chciałem zabić innego Alfy” — przyznał, a w jego głosie pojawiła się niebezpieczna nuta. „Ale uszanowałem twój wybór. Myślałem, że w końcu zrozumiesz, że on nie jest twoim partnerem.”

Spojrzałam na niego, widząc w tych drapieżnych oczach i mężczyznę, i wilka. „A jeśli bym nie zrozumiała?”

„Czekałbym wiecznie” — powiedział po prostu. „Ale teraz jesteś moja, Sylvia Frost.” Jego dłonie zsunęły się po moich plecach zaborczo. „I ja się tym, co moje, nie dzielę.”

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział