Rozdział 37 37. Łóżeczko

Aria

Pierwsze, co zauważam, to śmiech.

Niesie się po ziemiach watahy jak muzyka — jasny, głośny, żywy. Osadza mi się w piersi w sposób, który jest obcy i… właściwy. Po raz pierwszy nie wisi w powietrzu żadne napięcie, nie ma poczucia, że coś zaraz pójdzie źle.

Są tylko ludzie.

Rodziny.

Dom.

Na pocz...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie