
Ostatnia Samica Sypher i Przyjaciele Jej Brata
Lino Genge · Zakończone · 174.9k słów
Wstęp
Minęło pięć lat, odkąd wyjechałam i przysięgłam, że nigdy nie wrócę.
Dotrzymałam tej obietnicy aż do dziś.
Moja matka zginęła podczas napadu rabunkowego w domu.
Mój starszy brat stoi przy mnie wyprostowany i sztywny, ubrany na czarno, ze szczęką zaciśniętą tak mocno, że słyszę, jak zgrzytają mu zęby. Odszedł na długo przede mną. Zostawił mnie i mamę, jakbyśmy były niewygodnym bagażem.
Nienawidzę go, ale jeszcze bardziej nienawidzę jego czterech najlepszych przyjaciół: Theo, Barrica, Ronana i Kade’a.
****Brat Arii zawsze trzymał przed nią w tajemnicy świat wilków i wypchnął ją z Blackridge. To jeden z powodów, dla których Aria nienawidzi przyjaciół swojego brata; wierzy, że to oni go zmienili. Arię uważa się za człowieka, a jednak jest ostatnią samicą Sypherów — linii krwi uznawanej za wymarłą.
Rozdział 1
Aria
„Zebraliśmy się tutaj, by oddać hołd Lorain Vale, ukochanej matce…”
Wiatr pachnie mokrą ziemią i zwiędłymi różami.
Stoję na skraju grobu na małym cmentarzu tuż za Blackridge, a moje buty zapadają się w błocie, które trzyma się mnie tak, jak to miasteczko zawsze się trzymało.
Pięć lat.
Pięć lat odkąd wyjechałam i przysięgłam, że nigdy nie wrócę.
Dotrzymałam tej obietnicy aż do dziś.
Pastor kończy przemowę — coś o spokoju i tajemniczych planach Boga.
Ciekawe, że nie wspomniał ani słowem o krwi i flakach, które wiążą się z tym konkretnym planem.
Nie pamiętam połowy tej standardowej gadki. W uszach dzwoni mi cisza — taka, która pojawia się tylko wtedy, gdy coś w środku pękło już nie do naprawienia.
Całe życie, i do tego sprowadziło się życie mojej matki. Tania, drewniana trumna otoczona ludźmi, którym nie chciało się nawet sprawdzić, co u niej, ani wyciągnąć do niej ręki, kiedy życie skopało nam tyłki, ale za to dopilnują, żeby pociągać nosem wystarczająco głośno, by wszyscy usłyszeli.
— Och, Lorain — szlocha pani Gunderson.
— Zamknij się — mruczę pod nosem.
— Powiedz trochę głośniej, może cię usłyszy — odzywa się cicho Liam obok mnie.
Nie patrzę na niego.
Mój starszy brat stoi przy mnie wysoki i sztywny, ubrany na czarno, z zaciśniętą tak mocno szczęką, że słyszę zgrzyt jego zębów. Odszedł na długo przede mną. Zostawił mnie i mamę, jakbyśmy były niewygodnym bagażem. Jednego dnia uczył mnie jeździć na rowerze, biegł za mną truchtem i krzyczał: „Nie oglądaj się, Aria!”, a następnego biegł już z Theo i jego wesołą bandą kłopotów.
Theo. Barric. Ronan. Kade.
Tacy mężczyźni nie przechodzą niezauważeni. Nie chodziło tylko o ich ogromne gabaryty. Chodziło o to, jak chodzili, jak powietrze zdawało się napinać w ich obecności.
Nie miało znaczenia, że nie byli spokrewnieni. Było w nich coś tak podobnego w samej istocie, którą nieśli, jakby byli ponad tym wszystkim. Osobni.
Nigdy nie rozumiałam, dlaczego mama pozwoliła mu odejść bez walki.
Dlaczego zrezygnowała z naszej rodziny — tej, którą zawsze uczyła nas stawiać ponad wszystko inne.
Dlaczego Liam wymienił nas jak używany samochód.
Stoją za nami, milczący strażnicy naruszający moją przestrzeń; ich szerokie ramiona zasłaniają szare niebo.
Jakby tu pasowali.
Im więcej o tym myślę, tym bardziej jeży mi się skóra.
Emocje narastają, aż czuję się, jakbym tonęła w porzuceniu ostatnich ośmiu lat.
Nie odwracam się, ale ich czuję. Wyrachowane spojrzenie Theo. Ciężką obecność Barrica. Niespokojną energię Kade’a.
I Ronana.
Wzrok Ronana pali mnie między łopatkami.
Przeszywa mnie irytacja. Jakim prawem stoją tam, jak rodzina? Nie było ich, kiedy umarł mój ojciec, ani wtedy, gdy mama brała podwójne zmiany, żeby w domu nie zgasło światło. Nie trzymali jej, kiedy nocami płakała za Liamem.
Kiedy nie zostawiła mi wyboru i musiałam odejść.
Jedyne, co kiedykolwiek zrobili, to sprowadzili cierpienie na moją rodzinę.
Pogrzeb kończy się szybko. Ludzie mruczą kondolencje. Pani Hargrove ściska moją dłoń. Staruszek Dalton kiwa uroczyście głową.
Chyba to jedna z niewielu zalet plotkarskiego młyna w małym miasteczku: niewiele jest rzeczy, o których by nie wiedzieli, więc rzadko trzeba się tłumaczyć.
Wkrótce zostajemy już tylko my.
Liam odchrząkuje. — Powinnaś iść odpocząć.
W końcu na niego patrzę.
Pięć lat go zmieniło. Jest większy — szersze barki, masywniejsze ramiona napinające rękawy czarnej koszuli. Twarz ma twardszą. Ostrzejszą.
Ciemne włosy, które nosił długie, są teraz krótko przycięte przy uszach i dłuższe na górze.
Dorosł na mężczyznę beze mnie.
W jego oczach jest coś czujnego, coś, czego nie potrafię rozpoznać za tym wspólnym dla nas niebieskoszarym kolorem.
Wygląda jak obcy człowiek w skórze mojego brata.
— Nic mi nie jest — mówię płasko.
— Jechałaś całą noc, żeby tu dotrzeć.
— Dzięki, że mi przypomniałeś. — Odwracam się z powrotem do prostego nagrobka.
Jego głos brzmi chropawo. — Naprawdę aż tak trudno ci na mnie patrzeć?
Odwracam się do niego, wytrzymując jego spojrzenie z tą samą pustką, jaką widzę w jego oczach. — Proszę. Moja uwaga uśmierza twoje poczucie winy? Wystarczy ci.
Drga mu szczęka. — Nie o to chodzi.
Krzyżuję ręce na piersi. — To o co chodzi, Liam? Jaki jest sens tego wszystkiego?
Ścisza głos. — Nie musisz robić wszystkiego sama.
Wymyka mi się bezwesoły śmiech. — Dobre sobie. Od kiedy to ty jesteś ekspertem od zostawania na miejscu?
Za nami czuję, jak napięcie zaciska się jak struna.
— Aria — ostrzega Liam.
— Nie, serio. — Odwracam się do niego już całkiem, a złość rozgrzewa mi zziębnięte palce. — Powinieneś wyjść. I tak nie jesteś przyzwyczajony do zostawania. Wróć na czworakach do swoich kumpli i do tej swojej obleśnej małej rezydencji. Oboje wiemy, że tam chcesz być. Ja sobie poradzę.
Słowa trafiają. Widzę to w jego oczach — błysk bólu, zanim opada zasłona.
Ronan robi krok do przodu, jakby próbował ochronić mojego brata przede mną. Oczywiście, że tak.
— To nie fair — mówi, głos ma niski i twardy. — Nie wiesz, co on—
Odwracam się do niego gwałtownie. — Nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa.
Jego oczy błyskają. Przez ułamek sekundy miga w nich żółty poblask, aż mrugam.
To musi być odbicie. Światło pada mu na oczy i odbija się w dziwny, przerażający sposób.
— Aria — wtrąca się gładko Theo zza pleców Ronana. Ton ma spokojny, ale niesie ciężar. — Emocje są rozgrzane. Nie pogarszajmy tego.
Mierzę ich wszystkich wzrokiem. — To jest między mną a moim bratem. Jest dorosłym facetem i potrafi mówić za siebie.
Barric krzyżuje swoje ogromne ramiona, ale nic nie mówi. Kade wygląda, jakby wolał być gdziekolwiek indziej.
Liam wypuszcza powoli powietrze. — Dość.
To słowo trzaska jak bicz. Pozostali natychmiast się cofają.
To mówi mi więcej, niż chcę wiedzieć.
Jak blisko są.
Sprawia, że czuję się mniej niż nic.
Znów zwraca się do mnie, tym razem łagodniej. — Gdzie się zatrzymujesz?
Otwieram usta, żeby warknąć coś okrutnego, ale się powstrzymuję. Potrzebuję informacji. Potrzebuję dostępu do domu. Muszę wiedzieć, co tak naprawdę się stało.
Dom ich matki jest obecnie niedostępny z powodu policyjnego śledztwa.
Przełykam ślinę.
W porządku, mogę być uprzejma, dopóki nie zwieję z tego miasteczka.
— Dom jest zaplombowany — mówię. — Śledztwo. Nie mogę tam zostać.
Jego spojrzenie ciemnieje. — Nadal jest oklejony taśmą?
— Tak. W poniedziałek spotykam się z prawnikiem, żeby omówić jej ostatnią wolę.
Kiwa raz głową. — To gdzie będziesz?
— Wzięłam pokój w motelu przy Route 16.
— Pine Crest? — wypala Kade.
Rzucam mu spojrzenie. Zamykа się.
— Tak. Pine Crest.
Cisza robi się ciężka.
Nagle boleśnie uświadamiam sobie, jaka jestem zmęczona. Jak wściekła. Jak obnażona do żywego.
— Dobra, ja już spadam. Jeśli chcesz pogadać — mówię, zmuszając głos do opanowania — spotkaj się ze mną jutro rano. Sam.
Spojrzenie Ronana się wyostrza. Granat jego oczu był tak ciemny, że prawie nie było w nim cieni.
— W Starlight Diner.
Pozwalam, by mój wzrok zatrzymał się demonstracyjnie na Ronanie, zanim robię krok w tył. — Sam — powtarzam.
Potem odwracam się i odchodzę, zanim powiem coś, czego nie da się cofnąć.
Boks pachnie przypaloną kawą i starym tłuszczem.
Siedzę w popękanym winylowym boksie w Starlight Diner i wpatruję się w zalaminowane menu, choć i tak już wiem, co wezmę. Naleśniki. Dodatkowe masło. Kiełbaski z porcją smażonych ziemniaków, bo ktokolwiek twierdził, że trzeba być chudą jak patyk, żeby przyciągać płeć przeciwną, najwyraźniej nie docenił nisko zawieszonej poprzeczki męskich standardów.
To właśnie Mama zamawiała mi po złych dniach.
Wiercę się na siedzeniu, znów niespokojna. Zastanawiam się, czy Liam byłby skłonny przyjść bez swojej świty.
Po tym, jak Liam odciął się od rodziny, Mama się zmieniła. Zamknęła się w sobie, stała się bardziej rozdrażniona. Potem przyszło picie. Cykl choroby i kłótni.
W końcu mnie wyrzuciła. Miasto było jedynym miejscem, jakie mi zostało. Dość daleko, żebym mogła udawać, że moja przeszłość nie istnieje.
Byłam anonimowa. Bez oczekiwań. Bez dziedzictwa.
Dzwonek nad drzwiami baru brzęczy.
Powietrze się zmienia.
Podnoszę wzrok — i mimo woli wstrzymuję oddech.
Wygląda na zmęczonego.
A może dopiero teraz widzę go naprawdę. Szczękę ma ciemniejszą od zarostu.
Ale to jego oczy mnie trafiają.
Są czujne. Wyrachowane.
Wsuwa się do boksu naprzeciwko mnie.
— Przyszedłeś bez nich — mówię.
— Prosiłaś.
Patrzymy na siebie jak przeciwnicy tuż przed walką.
Pojawia się kelnerka, nieświadoma napięcia. Zamawiamy kawę, a on dorzuca swoje do mojego zamówienia, podwajając kiełbaski i dodając stek oraz jajka.
On zaczyna pierwszy.
— Jak tam miasto?
— Głośne.
— Nadal pracujesz w tej firmie projektowej?
— Tak.
— Zawsze lubiłaś sztukę. — Bawi się solniczką stojącą na stole.
Mrużę oczy. — Czekaj, skąd wiesz, gdzie pracuję?
Wzrusza ramionami. — Jesteś moją siostrą.
Zabawne. Jego to nigdy wcześniej nie powstrzymywało.
— A ty? — naciskam. — Co robiłeś?
— Pracowałem.
— Nad czym?
— Nad rzeczami.
Odstawiam kubek z kawą. Dwoje może grać w tę grę.
— Jak pasjonujące. Oszczędź mi szczegółów. Nie sądzę, żebyśmy mieli na to dość czasu.
Jego spojrzenie się wyostrza.
— Co chcesz, żebym powiedział?
— Cokolwiek, Liam. Coś prawdziwego, konkretnego, a nie zbudowanego po to, żeby stawiać między nami mur.
Kelnerka stawia przed nami jedzenie. Zapach sprawia, że żołądek mi się skręca.
Czeka, aż odejdzie.
— Sprawy są teraz skomplikowane. — Jego głos jest równy, ale słyszę, jak między nami trzaskają drzwi.
Nie wyciągnę z niego odpowiedzi.
— To co o tym wszystkim myślisz? — pytam, krojąc naleśniki.
— Co chcesz wiedzieć? — pyta ostrożnie.
Pochylam się i biorę kęs. Przeżuwam. Przełykam.
— Opowiedz mi o mamie.
Jego twarz twardnieje.
— Policja uważa, że to było włamanie, które poszło nie tak — mówi. — Dom był splądrowany. Na początku nie było śladów sforsowania wejścia, ale znaleźli uszkodzone okno z tyłu.
— W tym miasteczku? — parskam. — Wszyscy znają wszystkich. Mało prawdopodobne, żeby nikt nic nie widział.
— To się zdarza.
— Naprawdę? — Obserwuję jego reakcję, nawet nie próbując ukryć niedowierzania.
— Uważają, że to mógł być ktoś przejezdny — ciągnie. — Włóczęga. Autostrada jest blisko.
— Wygodne.
Jego szczęka się napina.
— Aria.
— Ona była ostrożna — mówię ciszej. — Zamykała drzwi. Miała kamerę na posesji. To było niemal patologiczne, jak bardzo miała obsesję na punkcie bezpieczeństwa.
Jego oczy gwałtownie uciekają do moich.
No proszę.
— Przestała o nie dbać — mówi.
— Skąd to wiesz?
Cisza.
Klatka piersiowa mi się zaciska. Widzę jej ostatnie chwile. Sama. Przerażona. Wołająca nas.
Wina tnie głęboko. Wyjechałam. Wybrałam miasto. Wybrałam wolność zamiast rodziny.
Powinniśmy byli zostać — szepcze miękki głos.
Odpycham tę myśl.
— Za kilka dni spotykam się z prawnikiem — mówię nagle. — Żeby omówić jej testament. Idziesz?
— Tak.
Bez wahania.
Przytakuję raz.
Jemy w napiętej ciszy.
Kiedy kończy, wstaje.
— To tyle? — pytam.
— Na razie.
Przewracam oczami.
— Jesteś nie do wiary.
Zatrzymuje się, patrząc na mnie z góry. Przez sekundę to widzę — brata, który bandażował mi zdarte kolana.
— Życie nie zawsze jest sprawiedliwe, Aria — mówi cicho. — Czasem musimy zrobić, co w naszej mocy, dla ludzi, których kochamy.
Złość wybucha we mnie gorąca i szybka.
— Nie masz prawa prawić mi kazań o miłości.
— A ty nie masz prawa udawać, że tylko ty coś straciłaś — odpowiada.
Te słowa uderzają mocno.
Cofa się.
— Do zobaczenia u prawnika.
Wychodzi bez kolejnego słowa.
Siedzę tam długo po tym, jak znika, wpatrując się w zimne naleśniki.
To nie było przypadkowe włamanie.
Wnętrzności skręcają mi się od niechcianej prawdy.
Liam coś wie.
I nie wyjadę, dopóki nie dowiem się, co.
Ostatnie Rozdziały
#150 Rozdział 150 150. Epilog
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#149 Rozdział 149 149. Król alfa
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#148 Rozdział 148 148. Szef myśliwych
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#147 Rozdział 147 147. Najlepszy sposób działania
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#146 Rozdział 146 146. Wolność
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#145 Rozdział 145 145. Ona jest moją kumplą
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#144 Rozdział 144 144. Pocałunek
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#143 Rozdział 143 143. Jestem w ciąży
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#142 Rozdział 142 142. Minx
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026#141 Rozdział 141 141. Mój ojciec
Ostatnia Aktualizacja: 8/19/2026
Może Ci się spodobać 😍
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Śmierć przez Oddychanie
Samice są zawłaszczane. Kontrolowane. Rozmnażane.
Alex przysięgła, że umrze, zanim stanie się czyjąkolwiek własnością.
Zaciekle niezależna i zdeterminowana, by uciec przed losem narzuconym kobietom takim jak ona, Alex przez lata przetrwała, nie rzucając się w oczy. Ale wszystko się zmienia, gdy potężni bracia Vandicoff — trzej bezwzględni władcy Alfa — odkrywają, że jest ich prawdziwą bratnią duszą.
W chwili, gdy ją sobie biorą, wybucha wojna.
Alex odmawia podporządkowania się ich więzi, ich władzy i niebezpiecznemu przyciąganiu między nimi. Walczy z każdym rozkazem, każdym dotykiem, każdym instynktem, który grozi, że ją pochłonie. Ale im bardziej się opiera, tym większą obsesję budzą w nich jej opór i upór.
To, co zaczyna się jako walka o kontrolę, wkrótce rozsyła fale uderzeniowe po całym świecie Alfów, zagrażając nawet samemu imperium Vandicoffów.
Czy Alex zdoła przetrwać z trzema zaborczymi Alfami, nie gubiąc po drodze samej siebie?
A może to jedyne, czego pragnie najbardziej — miłość — okaże się tym, co ją zniszczy?
To bardzo mroczny romans o wielu warstwach. To, co spotyka bohaterkę, jest przerażające, bez względu na to, jak mężczyźni w jej życiu próbują to nazwać. To, co ją spotyka, to przemoc seksualna — bez żadnych „ale” i „jeśli”. Nie romantyzuję tego; nazywam rzeczy po imieniu. Inne postacie, w tym mężczyźni, próbują przedstawić to inaczej, ale ona zawsze nazywa to tym, czym jest. W pierwszej połowie tej książki nie ma między głównymi bohaterami serduszek i kwiatków — mimo prób jej mężczyzn, by to zmienić — więc proszę, nie zakładaj, że to taki typ romansu. Alex jest twarda, ale przechodzi przez piekło i wychodzi z niego jako silniejsza kobieta. Jeśli potrafisz znieść ten mrok i wyjść z niego razem z nią, do nowego życia i szczęścia, na które zasługuje, przeczytaj jej historię.
Ostrzeżenie o treściach wrażliwych. To mroczny romans i zawiera sceny przemocy seksualnej przedstawione wprost na kartach książki. Występują w nim również porwanie, handel ludźmi oraz opisy tortur. Proszę mieć to na uwadze.
Alpha Leo i Serce Ognia
Uśmiech zagościł na moich ustach, uniosłam brew, przeciągając koniuszek paznokcia po jego wyrzeźbionej szczęce wyzywająco.
"Och, ale się mylisz, Niebieskooki, bo ja jestem tym koszmarem, i przyszłam, żeby zrobić ci piekło z życia. Nie boisz się, co?"
Lodowate niebieskie oczy spotkały się z moimi nie mrugającymi jasnoniebieskimi.
"Ostrzegam cię, nie zadzieraj ze mną." Warknął.
"Och? Ale rzecz w tym, że zawsze robię to, czego nie powinnam."
Azura Rayne Westwood. Znana ze swoich diabelskich sposobów i dzikiej osobowości, była najmłodszym dzieckiem sławnej pary Westwood. Od czasów Akademii, wieści o jej wybrykach rozchodziły się szybko i daleko, ale w młodej dziewiętnastoletniej kobiecie kryło się znacznie więcej.
Szkielety przeszłości nigdy nie zostają pochowane, a życie nie jest tak beztroskie, jak Azura je przedstawia. Kiedy demony z jej przeszłości zaczynają utrudniać życie, popełnia jeszcze większy błąd. Spędza noc pełną intensywnej pasji nieświadomie z niesławnym, kamiennosercym Leo Rossim, co zmienia jej życie na zawsze.
Kiedy Leo dowiaduje się, że kobieta, z którą spędził noc, pochodzi z jednego z watah, które najbardziej nienawidzi, odwraca się od niej, ale zapomina o jednym bardzo istotnym szczególe; Azura nie była aniołem, a kiedy zadzierasz z Diabłem Westwood, jesteś związany na całe życie.
W podróży pełnej pasji, ognia, siły i odrzucenia, kto zwycięży?
Młoda dziewczyna z sercem ognia, czy Alfa, który nie zna nic poza nienawiścią i pogardą?
Mój Fałszywy Chłopak Jest Szkolnym Bad Boyem
To, co miało być prostą umową, szybko przeradza się w największy skandal na kampusie. Ukradkowe spojrzenia zamieniają się w przeciągające się dotknięcia, a udawane pocałunki zaczynają brzmieć niebezpiecznie prawdziwie. Ale Raisa nie zna prawdy — Ryder nigdy nie zgodził się jej pomóc z dobroci serca. Zgodził się, bo od lat potajemnie jest w niej zakochany… a teraz, kiedy wreszcie jest jego, choćby tylko na niby, nie ma najmniejszego zamiaru jej wypuścić.
Gdy prawda w końcu wychodzi na jaw, wszystko, co wspólnie zbudowali, zaczyna pękać. Czy Raisa ucieknie przed chłopakiem, którego wszyscy się boją, czy zrozumie, że za jego niebezpieczną reputacją kryje się jedyna osoba, która kiedykolwiek naprawdę ją kochała?
Swatka dla dzieci
Sześć lat później wracam jako znana projektantka, żądna zemsty. Charles, zaślepiony kłamstwami mojej przyrodniej siostry, widzi we mnie wroga. Gdy prawda w końcu wychodzi na jaw, błaga o drugą szansę – ale odtrącam go z zimnym sercem.
Nie wiedziałam, że moje troje dzieci stanie się jego tajną bronią w zdobywaniu mojego serca...
Polowanie Alfy
Jeśli zostanie zdobyta, będzie jego. Jeśli nie, wróci w hańbie i zostanie wykluczona ze swojej watahy.
Hazel zna obyczaje Alf, będąc córką Bety, ale nie przewiduje obecności Króla Lykanów. Przywódca wszystkich bierze udział w swoim pierwszym polowaniu, a ona jest jego zdobyczą.
Ostrzeżenie: Ta książka zawiera DUŻO treści dla dorosłych, takich jak mocny język, wyraźne sceny seksualne, przemoc fizyczna i psychiczna, BDSM, itp.
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
Wiedziałem, że jest córką faceta, który zabił mojego ojca, ale mimo to pragnąłem znowu być w jej środku.
Chciałem ją ruchać tak cholernie mocno, że aż czułem, jak mój kutas robi się coraz twardszy.
Ludzka Małżonka Alfy
Jestem Salara, gospodynią domową, która od pięciu lat cierpi na psychiczne znęcanie się ze strony męża Henry'ego. Prawie go opuściłam cztery lata temu, ale wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i poczułam się uwięziona w małżeństwie, w którym jestem nieszczęśliwa.
Dziś wieczorem przygotowywałam kolację dla partnera biznesowego Henry'ego, Derricka.
Jest co najmniej pół stopy wyższy od Henry'ego, a jego ciemne rysy są dla mnie bardziej pociągające niż jaśniejsze Henry'ego. Jego czarne włosy są krótko przycięte na dole, a na górze układają się w najbardziej kuszące loki.
A jego oczy... nigdy nie widziałam takiego odcienia zieleni w czyichkolwiek oczach. Gubię się w ich głębi, gdy patrzy na mnie łapczywie. Jego dobrze zdefiniowana klatka piersiowa idealnie rozciąga czarną koszulkę na jego muskularnym ciele, sprawiając, że ślinka mi cieknie, gdy na niego patrzę.
„Derrick-” Henry przerywa nasze milczące ocenianie, z dezaprobatą w głosie. „To jest moja żona Sa-” Warknięcie wydobywa się z piersi Derricka, przerywając Henry'emu, gdy przedstawia mnie naszemu gościowi.
Patrzę z żywym zainteresowaniem, jak jego twarz zaczyna się wykrzywiać, jego usta i nos łączą się, aż na ich miejscu pojawia się pysk, z dużymi kłami wystającymi z jego warg, gdy warczy na Henry'ego. Przerażenie maluje się na twarzy Henry'ego, gdy patrzy na Derricka, próbując zrozumieć, co się dzieje.
„Partnerka,” warczy Derrick na Henry'ego, robiąc krok w jego stronę, co powoduje, że Henry cofa się ze strachu.
Adoptowany Grzech
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.












