Rozdział 55: Żart, z którego nikt się nie śmiał

– Nie chcę tego powtarzać.

Dylan spojrzał na Cremę.

Jej dłoń wciąż spoczywała w jego, ale opuściła wzrok.

– Wczoraj w nocy miałam dość odwagi, żeby to powiedzieć – ciągnęła. – To nie znaczy, że dziś rano potrafię powiedzieć to równie łatwo.

Poluzował uścisk.

– Dobrze.

Podniosła głowę, zaskoczo...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie