Partnerka Księcia Alpha

Partnerka Księcia Alpha

Materno Kipa-en · Zakończone · 131.1k słów

315
Gorące
9.9k
Wyświetlenia
324
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

Crema, która została ogłoszona partnerką Księcia Alfa, zajęła swoje miejsce, obiecując zostać jego żoną i stawić czoła swojemu przeznaczeniu. Otrzymywała lekcje, jak dostosować się do zasad społeczeństwa wilkołaków, a także treningi fizyczne. Jednak w dniu ich ślubu Książę Alfa publicznie wyznał miłość kuzynce Cremy, Janinie, i odrzucił ją. Crema była źle traktowana, ignorowana i wyśmiewana przez społeczeństwo. Zdrada Janiny była największym bólem, jakiego Książę Alfa doświadczył od wszystkich kobiet, z którymi się spotykał. Z powodu tej brutalności Crema była zmuszona opuścić małżeństwo i uciec. Mimo że Książę Alfa szukał swojej narzeczonej wszędzie, było już za późno. Krwawy szalik i para butów były jedynymi śladami jej zniknięcia. Był przepełniony głębokim żalem i zastanawiał się, czy mógłby cofnąć czas. Gdyby Crema wcześniej była szczera wobec innych, jego straszna śmierć mogłaby być uniknięta. Książę Alfa był w szoku, gdy pewnego dnia pod jego bramą pojawiły się bliźnięta twierdzące, że są jego dziećmi. Chłopiec bardzo przypominał jego samego, podczas gdy dziewczynka wyglądała jak jego zmarła żona.

Rozdział 1

Z punktu widzenia Cremy

— Przygotuj się. Dziś w nocy jest ta noc.

Te słowa powinny były mnie uszczęśliwić.

Zamiast tego ścisnęło mnie w żołądku.

Ojciec stał przede mną, a w jego oczach błyszczała duma. Po trzech długich latach Karmazynowy Księżyc wreszcie miał znów wzejść. A wraz z nim miał nadejść moment, o którym marzył każdy wilk.

Przybycie mojego przeznaczonego partnera.

Powinnam skakać z radości.

Powinnam odliczać minuty.

W końcu dzisiejsza noc miała sprowadzić do mnie księcia Giovana.

Mężczyznę, o którym przez lata myślałam, że jest moją przyszłością.

Mężczyznę, którego wszyscy oczekiwali, że pokocham.

I może kochałam.

Przynajmniej tak mi się wydawało.

Książę Giovan był wszystkim, czego mogła pragnąć Luna. Przystojny. Potężny. Sznowany. Jako starszy alfa królewskiej rodziny samą obecnością przyciągał uwagę, gdziekolwiek się pojawił.

Nawet po tych kilku razach, gdy widziałam go z daleka, rozumiałam, czemu tylu go podziwia.

Wyglądał na dość silnego, żeby ochronić całe królestwo.

Dość silnego, żeby ochronić mnie.

Więc czemu nie umiałam pozbyć się tego uczucia?

Im bliżej było tej nocy, tym głośniejszy stawał się niepokój.

Coś było nie tak.

Nie na tyle, żebym uciekła.

Nie na tyle, żebym odmówiła.

Ale na tyle, żebym zaczęła się zastanawiać, czy przyszłość, o której śniłam przez lata, naprawdę jest moja.

Czy może taka, którą ktoś dawno temu wybrał za mnie.

— Oczywiście, tato. Będę gotowa.

Starałam się brzmieć spokojnie.

Starałam się brzmieć jak przyszła Luna, którą wszyscy chcieli we mnie widzieć.

A jednak w moim głosie i tak przebiło podekscytowanie.

W przeciwieństwie do większości młodych dziewczyn nigdy nie bałam się dnia, w którym poznam swojego partnera.

Może dlatego, że już dawno wmówiłam sobie, że to właśnie Giovan jest tym, którego chcę.

— Cieszę się, że tak się z tego cieszysz — powiedział ojciec z uśmiechem. — Przynajmniej nigdy nie musieliśmy cię do tego przekonywać.

Zmarszczyłam brwi.

— Tato, co to ma znaczyć?

Wyszło ostrzej, niż zamierzałam.

— To chyba normalne, że się cieszę, skoro mój partner jest Alfą? I że ma zostać przyszłym królem?

Podeszłam bliżej.

— Ty też powinieneś się cieszyć ze mną. Do tego przygotowywałam się całe życie.

Przed oczami mignęły mi obrazy.

Przyszłość.

Rodzina.

Dzieci biegnące przez pałacowe korytarze.

Wszystko, co wyobrażałam sobie, odkąd byłam mała.

Wyraz twarzy ojca złagodniał.

— Oczywiście, że się cieszę, kochanie.

Jego głos stał się łagodniejszy.

— Jestem wdzięczny, że w przeciwieństwie do innych przed tobą, nigdy nie walczyłaś z tradycją.

Dokładnie wiedziałam, o jaką tradycję mu chodzi.

Aranżowane zaręczyny.

Umowa zawarta lata temu, zanim byłam na tyle duża, by w ogóle ją zrozumieć.

— Twoja zgoda znaczy więcej, niż ci się wydaje.

Coś we mnie się skręciło.

Ledwie, odrobinę.

Ale odepchnęłam to.

Uśmiechnęłam się i objęłam go ramionami.

— Bez żalu — szepnęłam.

To nie było do końca kłamstwo.

Ojciec przytulił mnie mocno, po czym odsunął się na bok.

Gdy tylko wyszedł, pałeczkę przejęła moja matka.

Służba natychmiast mnie otoczyła, niosąc suknie, biżuterię i wszystko, czego oczekiwano od przyszłej Luny, która miała spotkać królewską rodzinę.

W pokoju zawrzało od krzątaniny.

Rodzina księcia Giovana miała wkrótce przybyć.

I nagle wszystko stało się boleśnie prawdziwe.

Matka poprawiła kosmyk włosów za moim uchem.

— Małżeństwo nie jest łatwe, Crema.

Ciepło w jej głosie sprawiło, że uniosłam wzrok.

— Będą dni, kiedy będziesz chciała to wszystko zostawić.

Uśmiechnęła się smutno.

— Będą nieporozumienia. Kłótnie. Trudne chwile.

Jej palce ścisnęły moje ramię.

— Ale bądź cierpliwa.

Słuchałam w milczeniu.

— Twoja relacja z księciem Giovanem jest ważna. Ta przyszłość została ustalona, kiedy oboje byliście dziećmi.

Coś w tych słowach ciężko osiadło mi na klatce piersiowej.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, po pokoju poniósł się inny głos.

— O?

Każdy służący natychmiast zesztywniał.

Matka na moment przymknęła oczy.

I już wiedziałam, kto to jest.

Janine.

Odwróciłam się w stronę drzwi.

Stała tam z założonymi rękami, z tym swoim wiecznie zadowolonym z siebie wyrazem twarzy.

Piękna.

Bez wysiłku piękna.

Taki typ urody, przy którym ludziom zamiera język, kiedy wchodzi do pomieszczenia.

Taki, przy którym mężczyźni nagle zapominają, jak się nazywają.

Matka jej nie zaprosiła.

Właściwie zrobiła wszystko, żeby utrzymać przed nią dzisiejszą noc w tajemnicy.

Więc czemu tu była?

I czemu nagle w żołądku usiadł mi ten znajomy, paskudny niepokój?

Janine powoli omiatała wzrokiem pokój.

Służbę.

Suknie.

Biżuterię.

W końcu jej spojrzenie spoczęło na mnie.

Na jej twarzy rozlał się okrutny uśmiech.

— Co to ma być?

Jej głos ociekał kpiną.

— To dziś jakaś wielka uroczystość?

Nikt nie odpowiedział.

To tylko jeszcze bardziej ją rozbawiło.

Zmierzła mnie od góry do dołu.

A potem parsknęła śmiechem.

– Wow.

Jej wzrok zatrzymał się na pokojówkach poprawiających mój wygląd.

– Biedne służki harują jak woły po godzinach, żeby Crema w ogóle wyglądała jako tako.

Kilka służących natychmiast spuściło głowy.

Janine cmoknęła teatralnie.

– To musi być wykańczające.

Westchnęła.

– Zrobić kogoś pięknym? Prościzna.

Jej uśmiech się poszerzył.

– Ale sprawić, żeby ktoś, kto z natury piękny nie jest, wyglądał dobrze?

Wzruszyła ramionami.

– To już prawie cud.

W pokoju zapadła absolutna cisza.

Byłam do tego przyzwyczajona.

Janine zawsze taka była.

Ostra.

Okrutna.

Celowo raniąca.

Najgorsze?

Ona dokładnie wiedziała, gdzie uderzyć.

Bo nie kłamała.

Janine była olśniewająca.

Idealne włosy.

Idealna skóra.

Idealna pewność siebie.

Mężczyźni łazili za nią wszędzie.

Alfy.

Bety.

Nawet omegi.

A ja? Nigdy specjalnie nie przejmowałam się wyglądem.

Wolałam prostotę.

Wygodę.

Spokój.

Niestety, Janine traktowała to jak moją osobistą wadę.

– Janine.

Głos mojej matki przeciął powietrze w pokoju.

Zimny.

Ostrzegawczy.

– Nie podoba mi się twój ton.

Janine uniosła niewinnie brew.

Matka podniosła się z krzesła.

– Dzisiaj wieczorem przyjedzie rodzina księcia Giovana, żeby porozmawiać o małżeństwie.

Po raz pierwszy coś przemknęło po twarzy Janine.

Coś szybkiego.

Prawie natychmiast zniknęło.

Ale ja to zauważyłam.

I nagle mój niepokój tylko się wzmógł.

Matka zrobiła krok do przodu.

– Mam tylko jedną prośbę.

Jej głos stwardniał.

– Nie wystawiaj dziś mojej cierpliwości na próbę.

Miałam wrażenie, że pokój zaciska się wokół nas.

– Zniosłam już dość twoich wybryków.

Wzrok matki wbił się w nią.

– Więc cokolwiek planujesz…

Jej głos opadł.

– Nie rób nic, co mogłoby zepsuć to spotkanie.

Patrzyłam na Janine uważnie.

Za uważnie.

Bo doskonale wiedziałam, czemu wyglądała na poruszoną.

Janine od zawsze miała obsesję na punkcie księcia Giovana.

Nigdy nie przyznała tego wprost, ale nawet nie musiała.

Wszyscy to widzieli.

A teraz, kiedy matka zdradziła cel dzisiejszego zebrania, wiedziałam jedno na pewno.

Janine nie cieszyła się ze mną.

Ani trochę.

Przez ułamek sekundy spadła jej maska.

Policzki jej zapłonęły.

Po twarzy przemknęło rozczarowanie.

I zaraz zniknęło równie szybko.

Zastąpił je uśmiech.

Wygładzony.

Sztuczny.

Niebezpieczny.

– Ciociu, spokojnie.

Wypuściła z siebie przesadnie dramatyczne westchnienie.

– Cieszę się z Cremy.

Jej oczy przesunęły się na mnie.

– Serio. Gratulacje, kuzynko. W końcu wychodzisz za mąż.

Coś w sposobie, w jaki to powiedziała, sprawiło, że po skórze przebiegł mi nieprzyjemny dreszcz.

A potem ciągnęła dalej:

– Niestety, nie będę uczestniczyć w spotkaniu.

Przycisnęła dłoń do piersi.

– Nie uprzedziłaś mnie, więc najwyraźniej nie jestem wystarczająco rodziną, żeby mnie w to włączyć.

Jej uśmiech się poszerzył.

Taki, który wcale nie był uśmiechem.

– W każdym razie, już pójdę.

Zrobiła krok w tył.

– Do widzenia.

– Janine.

Głos mojej matki powstrzymał kilka służących przed ruchem.

Ale nie Janine.

Nawet się nie odwróciła.

Kilka chwil później drzwi frontowe trzasnęły.

Mocno.

Matka potarła skroń.

– Uparta dziewucha.

Nie odezwałam się.

Część mnie po prostu odetchnęła z ulgą, że już jej nie ma.

Przynajmniej teraz będzie mniej dramatu tego wieczoru.

A przynajmniej taką miałam nadzieję.

Pokojówki wróciły do pracy.

Kilka ostatnich poprawek.

Wstążka wyprostowana.

Zagniecenie wygładzone.

Potem matka cofnęła się i przyjrzała mi się uważnie.

Na jej twarzy pojawił się powolny uśmiech.

– Wyglądasz ślicznie.

Służba została odprawiona.

Razem ruszyłyśmy w stronę salonu.

Z każdym krokiem mój puls przyspieszał.

Spojrzałam w dół na siebie.

Sukienka była prosta.

Elegancka, ale bez przesady.

Dokładnie taka, jakiej chciałam.

Włosy miałam związane w gładki kucyk, przewiązany delikatną wstążką z motylkiem.

Chciałam, żeby książę Giovan pomyślał, że wyglądam pięknie.

Nie zdesperowanie.

Nie jakbym się szykowała nie wiadomo jak długo.

Po prostu… pięknie.

Wtedy głos mojego ojca poniósł się echem po domu.

– Już są.

Wszystkie myśli wyparowały.

Serce walnęło mi o żebra.

Są.

Słowa powtarzały się w mojej głowie bez końca.

Nagle nie umiałam porządnie złapać oddechu.

A jeśli zmienił zdanie?

A jeśli nigdy nie chciał tego małżeństwa?

A jeśli król przyjechał tu wszystko odwołać?

Pytania uderzały jedno po drugim.

Bez litości.

Okrutnie.

Dłoń matki znalazła moją.

Ścisnęła delikatnie.

– To normalne, że się denerwujesz.

Jej głos złagodniał.

– Czekałaś na to długo.

Skin­nęłam głową.

A przynajmniej spróbowałam.

Bo supeł w żołądku tylko zacisnął się mocniej.

Goście powoli zapełniali salę.

Głosy mieszały się ze sobą.

Powitania.

Formalności.

Uprzejmości.

Ale ja ledwo to wszystko słyszałam.

Moje oczy szukały tylko jednej osoby.

Giovana.

Spojrzałam w stronę wejścia.

Nic.

W stronę okien.

Nic.

Obok jego ojca.

Nic.

W sali nagle zrobiło się jakby chłodniej.

Gdzie on był?

Znów przyspieszył mi puls.

A jeśli w ogóle nie przyjdzie?

A jeśli wszystko, co sobie wyobrażałam, właśnie ma się rozpaść?

Nienawidziłam tego, jak desperacko brzmiała ta myśl w mojej głowie—i jak bardzo bolało, że w ogóle się pojawiła.

Jedno zawsze podziwiałam w naszym królestwie: przywiązanie do tradycji.

Nie miało znaczenia, czy pan młody był Alfą, królem czy przyszłym władcą.

Gdy rozmawiało się o małżeństwie, mężczyzna przychodził do domu kobiety.

Nawet król Dior trzymał się tego zwyczaju.

Bez wyjątków.

Bez przywilejów.

A jednak mimo tego całego szacunku dla tradycji...

Jego syn nadal nie był tutaj.

Mijały minuty.

Każda ciągnęła się dłużej niż poprzednia.

W końcu król Dior się odezwał.

Jego niski głos wypełnił salę.

— Jeśli Giovan odmówi podporządkowania się...

Jego twarz stężała.

— Przyprowadzić go.

W sali zapadła cisza, jakby ktoś nagle zakręcił powietrze.

Ja też znieruchomiałam.

Przez chwilę tylko się gapiłam.

A potem wyrwał mi się gorzki śmiech.

Mały.

Cichy.

Nie do zatrzymania.

Nie dlatego, że coś było zabawne.

Tylko dlatego, że nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce.

On nie chciał tu być.

Przyszły król nie chciał tego małżeństwa.

Nie chciał mnie.

To uderzyło mocniej, niż się spodziewałam—jak policzek, po którym jeszcze długo piecze skóra.

Obok mnie matka szturchnęła mnie ostro w ramię.

Ostrzeżenie.

Nie teraz.

Nie przy nich.

Spuściłam wzrok.

Próbując ukryć ukłucie, które rosło mi w piersi, zamieniając się w palący ciężar.

Ale jak niby miałam się czuć?

Mój przyszły mąż nie spóźniał się przez nagły wypadek.

On się spóźniał, bo ktoś musiał go tu przymusić.

Kilka minut później z korytarza dobiegł odgłos kroków.

Cała sala odwróciła się w stronę wejścia.

I wtedy się pojawił.

Książę Giovan.

Przez lata wyobrażałam sobie tę chwilę.

Zastanawiałam się, co poczuję, gdy wreszcie zobaczę go stojącego przede mną.

Ekscytację.

Radość.

Ulgę.

Może nawet przeznaczenie.

Zamiast tego...

Serce mi opadło.

Bo pierwszą rzeczą, którą zauważyłam, nie było to, jaki jest przystojny.

Ani jak bardzo emanuje siłą.

Ani to, że każdy w sali natychmiast na niego spojrzał.

To był wyraz jego twarzy.

Irytacja.

Czysta irytacja.

Jakby go tu przywlekli za kołnierz, w miejsce, do którego nigdy nie chciał iść.

Jakby spotkanie ze mną było ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę.

I w tamtym momencie każda godzina, którą spędziłam, marząc o tym wieczorze, nagle wydała mi się naiwna.

A jednak...

Nie mogłam temu zaprzeczyć.

Książę Giovan był obezwładniająco przystojny.

Prosta ciemna koszula, którą miał na sobie, opinała szerokie ramiona i mocną sylwetkę. Nawet stojąc tam z wyraźnym rozdrażnieniem wypisanym na twarzy, w jakiś sposób przyciągał uwagę wszystkich—bez wysiłku.

Moją też.

Przez kilka zawstydzająco długich sekund złapałam się na tym, że się w niego wpatruję.

To był mężczyzna, którego latami sobie wyobrażałam.

Mężczyzna, który miał zostać moim mężem.

Mężczyzna, którego los wybrał dla mnie.

A potem rzeczywistość wróciła.

Z impetem.

Bo nieważne, jak był przystojny—wyglądał tak, jakby wolał być gdziekolwiek indziej.

Ekscytacja, którą nosiłam w sobie od rana, powoli ze mnie spływała.

Spuściłam wzrok i milczałam.

Nie było nic innego do zrobienia.

Nic poza czekaniem.

Król Dior podniósł się z miejsca.

Jego głos natychmiast przeciął salę.

— Wszystko jest przygotowane.

Wszystkie rozmowy urwały się jak nożem uciął.

— Kiedy dziś w nocy wzejdzie Krwawy Księżyc, ślub się odbędzie.

Sala znów zamarła.

Ja również.

Ojcu rozszerzyły się oczy.

Palce matki zacisnęły się na poręczy fotela.

Tego nikt się nie spodziewał.

Myśleliśmy, że dziś będzie rozmowa.

Oficjalne spotkanie.

A nie ostateczna decyzja.

— Wybaczy Wasza Królewska Mość.

Ojciec ostrożnie wstał.

Choć mówił z szacunkiem, zaskoczenia nie dało się ukryć w jego głosie.

Spojrzał w stronę matki.

— To dość nagłe.

Zawahał się ułamek sekundy.

— Sadziliśmy, że dzisiejszy wieczór posłuży omówieniu ustaleń.

Wyraz twarzy króla Diora ani drgnął.

— Powiem wprost.

Atmosfera natychmiast zgęstniała, jak przed burzą.

— Mojego syna rozprasza pewna kobieta.

Zadrgał mu mięsień na szczęce.

— Kobieta, o której nic nie wiem.

Jego głos stwardniał.

— Ktoś bez znaczenia w naszym królestwie.

Wzrok króla przesunął się po sali.

— Nie pozwolę, żeby przyszłość mojego syna została zniszczona przez chwilową obsesję.

Żołądek mi się zapadł.

Kobieta?

Spojrzałam na księcia Giovana.

Jego twarz natychmiast pociemniała.

Reakcji nie dało się przeoczyć.

Kim ona była?

Ktoś, kogo kochał?

Ktoś, kogo chciał zamiast mnie?

Pytania zalały mi głowę tak szybko, że nie dało się ich już od siebie oddzielić.

Spojrzałam raz na ojca, raz na syna.

Jeden — uparty jak osioł.

Drugi — wściekły do białości.

I nagle to małżeństwo przestało przypominać bajkę.

Zaczęło pachnieć bitwą.

— Nie masz nic do powiedzenia?

Głos króla Diora stwardniał, zrobił się lodowaty.

Pytanie było skierowane do Giovana.

Pokój czekał.

Ja też.

Powoli książę Giovan odwrócił głowę.

Jego spojrzenie padło na mnie.

Po raz pierwszy.

Serce mi się potknęło, jakby na moment zapomniało, jak się bije.

Jego oczy przesunęły się po mnie uważnie.

Bez pośpiechu.

Bez lekceważenia.

A jednak sprawiło to, że poczułam się naga.

Jakby mnie mierzył.

Oceniał.

Jakby coś rozstrzygał.

Potem odwrócił wzrok.

Bez ani jednego słowa.

Ból, który po tym przyszedł, zaskoczył mnie.

Bo cisza potrafi ranić o wiele bardziej niż odrzucenie.

A jego cisza mówiła wszystko.

W ciągu kilku minut wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.

Bez dyskusji.

Bez targowania się.

Bez sprzeciwu.

Ślub miał się odbyć dzisiaj w nocy.

Suknia już została dostarczona.

Goście już zostali powiadomieni.

Decyzja już zapadła.

Kiedy król Dior i jego świta wyszli, wciąż czułam odrętwienie.

Książę Giovan wyszedł razem z nimi.

Nie odezwał się do mnie.

Nie obejrzał się.

Nie dał mi ani jednego powodu, by wierzyć, że chce tego małżeństwa.

A jednak…

Były prawdy, których nie widziałam.

Prawdy ukryte za każdym chłodnym spojrzeniem.

Prawdy, których nikt mi nie powiedział.

Bo książę Giovan już wcześniej mnie pokochał.

Długo przed tym spotkaniem.

Długo przed dzisiejszą nocą.

Długo zanim któreś z nas stanęło w tym samym pokoju.

Zobaczył mnie.

Obserwował.

Zapamiętał.

A obojętność, którą nosił na sobie tak lekko, była tylko maską.

Niebezpieczną.

Bo im bardziej mnie pragnął…

Tym zacieklej walczył, żeby to ukryć.

Kilka godzin później…

Posiadłość aż huczała od podekscytowania.

Goście wypełniali każdy kąt.

Muzyka niosła się po korytarzach.

Krwawy Księżyc miał zaraz wzejść.

Wszyscy czekali na pannę młodą.

Wszyscy oprócz samej panny młodej.

— Janine, przestań!

Głos mi zadrżał.

Przebieralnia była za mała.

Za gorąca.

Za chaotyczna.

Janine kompletnie straciła panowanie nad sobą.

Jej dłonie wczepiły się w moją suknię ślubną.

Szarpnięcie.

Kolejne.

Darcie.

Niszczenie.

Odgłos rozrywającej się tkaniny odbijał się echem od ścian.

— Proszę!

Złapałam ją za nadgarstki.

— Co ty wyprawiasz?

Miała czerwone oczy.

Dziki wzrok.

I coś ciemniejszego niż gniew.

— Nie mogę tego zaakceptować!

Krzyk wyrwał jej się z piersi.

Lata zazdrości.

Lata żalu.

Lata obsesji.

Wszystko runęło naraz.

— Ja pierwsza poznałam Giovana!

Szarpnęła suknię znowu.

— Najpierw był mój!

Materiał puścił jeszcze bardziej.

Serce prawie mi stanęło.

— Janine, posłuchaj siebie!

— Nie!

Łzy spływały jej po policzkach.

— Nie!

Głos jej pękł.

— Kochałam go!

Zakotłowało mi się w głowie.

Bo to już nie było o ślubie.

To nawet nie było o mnie.

To było o kobiecie, która wmówiła sobie, że miłość daje prawo do czyjejś przyszłości.

— Wiedziałaś, że to mój narzeczony z układu.

Głos mi drżał.

— Wiedziałaś od samego początku.

Przez krótką sekundę przemknęło jej po twarzy poczucie winy.

I zaraz zniknęło.

Zastąpiła je wściekłość.

Czysta wściekłość.

— Powinnaś była odmówić!

Rzuciła się do przodu.

— Powinnaś była ustąpić!

Kolejne rozdarcie przecięło suknię.

Moją suknię ślubną.

Tę, o której marzyłam, że ją założę.

Tę, na którą czekali na dole.

Tę, którą wszyscy mieli zobaczyć.

Zniknęła.

Rozrywana kawałek po kawałku.

— Dosyć!

Odepchnęłam ją.

Oddychałam ciężko.

W pokoju zapadła cisza.

Janine patrzyła na mnie.

Ja patrzyłam na nią.

Żadna z nas się nie ruszała.

A potem…

Ktoś zapukał do drzwi.

Trzy ostre uderzenia.

Wszyscy znieruchomieli.

Krew mi zastygła.

— Lady Crema?

Z korytarza dobiegł nerwowy głos służącego.

— Ceremonia zaczyna się za dwadzieścia minut.

Dwadzieścia minut.

Powoli spuściłam wzrok.

Na zrujnowaną suknię wiszącą na moim ciele.

Na porwany materiał leżący u moich stóp.

Na szkody, których nie dało się ukryć.

Nie dało się naprawić.

Nie dało się wytłumaczyć.

Puls dudnił mi w uszach.

Bo na dole…

Setki gości czekały.

Krwawy Księżyc wschodził.

Przyszły król czekał przy ołtarzu.

A ja nie miałam już nic do ubrania.

Wtedy służący odezwał się znowu.

Tym razem brzmiał, jakby był przerażony.

— Lady Crema…

Zapadła długa pauza.

A potem słowa, od których serce mi stanęło.

— Książę Giovan idzie na górę.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Alfa i Wynajęta Luna

Alfa i Wynajęta Luna

67.1k Wyświetlenia · Zakończone · VictoryAnne Vice
Towarzyszka?
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
Nocne lekarstwo prezesa

Nocne lekarstwo prezesa

1.2m Wyświetlenia · Zakończone · CalebWhite
Oni myśleli, że mogą mnie zniszczyć. Myli się.

Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.

Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.

Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.

Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.

Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.

W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.

„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”

Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.

Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

1.3m Wyświetlenia · Zakończone · Kit Bryan
Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam

Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam

109.8k Wyświetlenia · W trakcie · regalsoul
"Moja siostra grozi, że zabierze mi partnera. A ja pozwalam jej go zatrzymać."
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.


Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Powrót do Karmazynowego Świtu

Powrót do Karmazynowego Świtu

27.5k Wyświetlenia · Zakończone · Diana Sockriter
Poddanie się nigdy nie było opcją...
Podczas gdy walka o życie i wolność stała się dla Alfy Cole'a Redmena codziennością, bitwa o oba te aspekty wchodzi na zupełnie nowy poziom, gdy w końcu wraca do miejsca, które nigdy nie było jego domem. Kiedy jego walka o ucieczkę kończy się dysocjacyjną amnezją, Cole musi pokonać jedną przeszkodę za drugą, aby dotrzeć do miejsca, które zna tylko ze swoich snów. Czy podąży za swoimi marzeniami i znajdzie drogę do domu, czy zgubi się po drodze?
Dołącz do Cole'a w jego emocjonalnej podróży, inspirującej do zmian, gdy walczy o powrót do Crimson Dawn.

*To jest druga książka z serii Crimson Dawn. Najlepiej czytać tę serię w kolejności.

**Ostrzeżenie o treści: ta książka zawiera opisy przemocy fizycznej i seksualnej, które mogą być niepokojące dla wrażliwych czytelników. Tylko dla dorosłych czytelników.
Zdobyta przez miłość Alfy

Zdobyta przez miłość Alfy

316.1k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Jestem Tori, tak zwana „morderczyni”, która właśnie wyszła z więzienia.

Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.

Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.

Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.

Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.

Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.

Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
Wzlot Brzydkiej Luny

Wzlot Brzydkiej Luny

57.2k Wyświetlenia · W trakcie · Syra Tucker
Lyric spędziła życie w nienawiści. Dręczona za swoją bliznowatą twarz i znienawidzona przez wszystkich – w tym przez swojego własnego partnera – zawsze słyszała, że jest brzydka. Jej partner trzymał ją przy sobie tylko po to, by zdobyć terytorium, a kiedy osiągnął swój cel, odrzucił ją, zostawiając złamaną i samotną.

Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.

To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.

Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.

Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.

Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

310k Wyświetlenia · Zakończone · Emma Blackwood
Wszyscy wokół myślą, że Lily to tylko naiwna dziewczyna z prowincji, która za wszelką cenę próbuje wżenić się w fortunę. Oj, nawet nie zdają sobie sprawy, jak grubo się mylą.

Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.

Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.

Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.

Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.

Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.

Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

1m Wyświetlenia · Zakończone · Sherry
Maya zamarła, kiedy do sali wszedł mężczyzna, na którego od razu patrzyli wszyscy. Jej były chłopak, ten, który zniknął pięć lat temu, był teraz jednym z najbogatszych biznesmenów w Bostonie. Wtedy nigdy nawet nie napomknął, kim naprawdę jest – po prostu nagle rozpłynął się bez śladu. Patrząc teraz w jego lodowate oczy, mogła tylko założyć, że ukrywał prawdę, żeby ją sprawdzić, uznał, że jest pustą lalą lecącą na kasę, i odszedł z rozczarowaniem.

Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.

– Nadal jesteś na mnie zły?

Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.

Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.

Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.

Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

32k Wyświetlenia · Zakończone · nicolefox859
Znalazłem swojego anioła. A potem połamałem jej skrzydła.

Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.

Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.

Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.

Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?
Projekt Więzień

Projekt Więzień

758.8k Wyświetlenia · Zakończone · Bethany D
Najświeższy eksperyment rządu w dziedzinie resocjalizacji przestępców - wysyłanie tysięcy młodych kobiet, aby żyły obok najniebezpieczniejszych mężczyzn trzymanych za kratami...

Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?

Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.

Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.

Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...

W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...

Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?

Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?

To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...

Temperamentna powieść romantyczna.
Ręce Losu

Ręce Losu

107.8k Wyświetlenia · Zakończone · Lori Ameling
Cześć, nazywam się Zapas, tak jak zapasowa opona. Nie wolno mi wchodzić w interakcje z rodziną, chyba że chcą mnie czegoś nauczyć. Znam wszystkie sekrety tej grupy. Nie sądzę, żeby pozwolili mi po prostu odejść, nie chcę zniknąć jak wiele dziewczyn ostatnio. To jednak nie ma znaczenia, bo mam plan, jak się stąd wydostać. Aż do pewnej nocy w pracy, kiedy znalazłam nagiego mężczyznę leżącego na podłodze w pokoju, który miałam posprzątać.
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."