Rozdział 1
Z perspektywy Lily
Powiadomienia na moim telefonie nie przestawały bzyczeć.
Przez ostatnią godzinę je ignorowałam, ale w końcu ciekawość wzięła górę.
Odblokowałam ekran i natychmiast pożałowałam.
Moja twarz — a raczej coś, co miało być jakąś karykaturalnie obrzydliwą wersją mnie — była rozklejona po wszystkich platformach społecznościowych.
Na zdjęciu była otyła dziewczyna, niezgrabnie upozowana, z pustym wzrokiem i skórą, o którą nikt porządnie nie dbał od lat.
Nagłówki były jeszcze gorsze:
PILNE: Dziedziczka fortuny Sterlingów ma wybrać męża spośród pięciu braci—WIEJSKA CIOTKA zgarnia złoty los miliarderów
Przewijałam komentarze — każdy bardziej jadowity od poprzedniego.
@NYCSocialite: To jakiś żart? Ta dziewucha ze wsi wygląda, jakby w życiu nie widziała fryzjera. Chłopaki Sterlinga zasługują na coś lepszego!
@ManhattanElite: To musi być jakiś chory chwyt PR. Walter Sterling nigdy nie pozwoliłby, żeby ta dziewczyna zbliżyła się do jego synów.
Zdjęcie miało miliony wyświetleń. Ktoś dokopał się do starej fotki z moich licealnych czasów.
Sprzed dojrzewania, kiedy walczyłam z wagą i paskudną chorobą skóry.
Lata temu usunęłam wszelkie ślady tego zdjęcia, więc ktoś musiał się naprawdę nieźle nagimnastykować, żeby je znaleźć.
Rzuciłam telefon na kanapę.
No jasne — robota Elizabeth Sterling.
Nigdy jej nie poznałam, ale jej reputacja wyprzedzała ją o kilometry.
Matrona rodu Sterlingów nie cofnie się przed niczym, żeby jej ukochani synkowie nie ożenili się poza swoim towarzystwem.
Nie miała pojęcia, z kim zadarła.
Rozejrzałam się po moim skromnym domu w Blue Mountain w stanie Vermont.
Przez lata ten mały domek był moją przystanią.
Wybrałam go celowo, żeby trzymać moje różne tożsamości osobno.
Świat znał mnie jako Lily Reed — prostą dziewczynę z prowincji, która jakimś cudem załapała się na układ z rodziną Sterlingów.
Tylko nieliczni wiedzieli o moich innych życiach: prezeska Azure Tech, zdobywczyni Grammy, muzyczka „Nightingale”, i zawodowa kierowczyni wyścigowa, która w Monako pobiła rekord Williama Sterlinga.
Telefon znów piknął. Lucas Wright.
„Są w drodze, ETA 30 minut” — napisał mój prawa ręka i dyrektor operacyjny Azure.
Uśmiechnęłam się. To się zapowiada ciekawie.
Trzy godziny później usłyszałam charakterystyczne mruczenie luksusowych silników podjeżdżających pod dom.
Przez żaluzje dostrzegłam trzy auta, które pewnie kosztowały więcej niż cały ten domek: smukłego czarnego Bentleya, srebrnego Mercedesa i granatowego jak noc Astona Martina.
Wysiadło pięciu mężczyzn i musiałam przyznać — widok robił wrażenie.
Nawet z daleka bracia Sterling wyglądali, jakby właśnie zeszli z okładki magazynu.
Najwyższy, którego uznałam za najstarszego — Williama Sterlinga — obrzucił mój dom spojrzeniem z ledwo skrywaną pogardą.
Za nim pozostali przeciągali się po długiej podróży z Nowego Jorku, a ich markowe ciuchy wyglądały na moim skromnym ganku jak z innej bajki.
Wzięłam głęboki oddech, przypominając sobie słowa ojca: Lily, nigdy nie pokazuj im, że się pocisz ze stresu.
Ten układ był jego ostatnią wolą — żebym wyszła za mąż do rodziny Sterlingów i dopięła stare porozumienie między nim a Walterem Sterlingiem.
Czego ojciec nie wiedział, to że ja miałam wobec tego układu własne plany.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Poczekałam, licząc powoli do dziesięciu, zanim poszłam otworzyć.
Kiedy otworzyłam drzwi, natknęłam się na pięć par zaskoczonych oczu.
Najmłodszy — Michael Sterling, ledwo po dwudziestce — dosłownie stał z rozdziawioną szczęką.
— O ja pier… — wyszeptał, zanim ten obok wbił mu ostro łokieć w bok.
Oparłam się o framugę, celowo na luzie.
— Wy musicie być braćmi Sterling. Jestem Lily Reed.
Najwyższy, zdecydowanie William, pierwszy otrząsnął się z szoku.
Jego ostre szaroniebieskie oczy przejechały po mnie szybkim, oceniającym spojrzeniem.
— William Sterling — powiedział krótko, głosem głębokim i opanowanym.
— A to moi bracia: Thomas, Henry, Samuel i Michael.
Każdy skinął głową, kiedy ich sobie przedstawiałam, choć na twarzach malowało się wszystko — od szczerego, nieukrywanego zdziwienia Thomasa po kalkulujące, chłodne spojrzenie Michaela.
— Proszę, wejdźcie — powiedziałam, robiąc krok w bok. — Chociaż jestem pewna, że to zupełnie nie ten standard, do jakiego jesteście przyzwyczajeni.
Thomas wszedł z kpiącym półuśmiechem. — No cóż, przynajmniej masz świadomość tej… różnicy.
Patrzyłam, jak czterej bracia wymieniają spojrzenia, wchodząc do mojego salonu. Nawet nie zniżyli głosów, kiedy zaczęli szeptać między sobą.
— Wcale nie wygląda jak na tamtym zdjęciu — rzucił Henry, a jego głos bez trudu niósł się po małym pokoju. — Tata mówił, że to jakaś wiejska dziewucha.
— Nadal jest — odburknął Samuel, omiatając wzrokiem moje skromne meble. — To, że jest ładna, nie zmienia jej pochodzenia. Do nowojorskich salonów i tak nigdy nie będzie pasować.
— Pewnie nawet w porządnej restauracji nie była — dorzucił Michael z protekcjonalnym chichotem. — Założę się, że myśli, że wizyta w Pizza Hut to „wielkie wyjście”.
Gadali dalej między sobą, jakby zapomnieli, że stoję tuż obok.
Albo po prostu ich to nie obchodziło.
William milczał, nie wtrącał się do dyskusji, ale wyraz jego twarzy jasno mówił, że zgadza się z nimi w stu procentach.
Odchrząknęłam głośno. — Wy czterej macie wyjątkowo paskudne języki i jeszcze gorsze maniery.
Odwróciłam się do Williama: — A ty wiesz, dla facetów wychowanych na ideały dobrego wychowania kiepsko wam idzie ukrywanie pogardy.
To ich uciszyło.
Bracia Sterling przynajmniej mieli na tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na zawstydzonych.
— Przepraszam w imieniu moich braci — powiedział William, choć w jego tonie brzmiało raczej odklepane „tak trzeba” niż szczera skrucha.
— Ta sytuacja jest… nietypowa dla nas wszystkich.
Założyłam ręce na piersi. — Nietypowa? Bo wasz ojciec zmusza was, żebyście dotrzymali umowy, którą sam zawarł? Czy dlatego, że nie jestem obrzydliwym trolliskiem, jakiego wasza mamusia spodziewała się po tym uroczym zdjęciu, które sobie wykopała?
Thomas uniósł brew, najwyraźniej odrobinę bardziej zaciekawiony. — Myślisz, że to nasza matka stała za tym zdjęciem?
— Nie myślę. Wiem — odparłam chłodno. — Tak samo jak wiem, że wasz ojciec zagroził, że przestanie brać leki na ciśnienie, jeśli dziś tutaj nie przyjedziecie.
To ich ruszyło.
Pięć par oczu wpatrywało się we mnie z nową ostrożnością.
— Skąd ty… — zaczął Samuel z ciekawością.
— Wiem dużo różnych rzeczy — ucięłam mu.
— Na przykład to, że William ma drugi najszybszy czas okrążenia w Monaco.
— Albo to, że Thomas celowo podkłada Williamowi nogę przy każdej decyzji biznesowej na każdym posiedzeniu zarządu.
— Albo to, że ostatni broadwayowski spektakl Henry’ego wyprzedał się w trzy minuty.
— Albo to, że Samuel został najmłodszym dyrektorem szpitala w historii Nowego Jorku.
— Albo to, że Michael właśnie oblewa makroekonomię na Columbii.
Twarz Michaela zrobiła się purpurowa. — Nie oblewam!
— Masz tróję z minusem. Jak na Sterlinga to właściwie to samo co oblany — wzruszyłam ramionami, nie oszczędzając jego uczuć po ich popisie.
Napięcie w pokoju się przesunęło, jakby ktoś przekręcił gałkę.
To, co zaczęło się jako pięciu braci zjednoczonych w pogardzie do „wiejskiej dziewczyny”, przerodziło się w coś o wiele bardziej skomplikowanego.
Widziałam, jak za ich oczami ruszają trybiki, jak przeliczają, ważą i na nowo mnie oceniają.
William zrobił krok do przodu, a jego spojrzenie było twarde i uważne. — Wygląda na to, że wie pani o nas bardzo wiele, panno Reed. A my nie wiemy o pani prawie nic.
— Bo nie zrobiliście z tego swojej sprawy, prawda? — uśmiechnęłam się słodko, aż sama poczułam, jak ten uśmiech kłuje.
— Wasz ojciec urządził cały ten cyrk pod tytułem „wybierz sobie męża” i nawet nie pofatygował się, żeby powiedzieć wam, kim tak naprawdę jestem. A wasza matka dopilnowała, żeby świat zobaczył dokładnie to, co ona chciała, żebyście zobaczyli.
Wskazałam gestem okno, za którym mój skromny dom w Vermont ostro kontrastował z ich luksusowymi samochodami.
— Pozory mylą, panowie Sterling. I radzę wam o tym pamiętać.
Pięciu braci znów wymieniło spojrzenia — tym razem z dużo mniejszą pewnością siebie niż wcześniej.
Klasnęłam w dłonie.
— No dobrze, to kto chce kawy? Mamy sporo do omówienia w sprawie tego układu. I tego, który z was może kiedyś zostać moim mężem.
