Rozdział 7

Z perspektywy Lily

Kiedy William i ja przeszliśmy przez główne drzwi rezydencji Sterlingów, od razu usłyszałam wesołe pogaduszki dobiegające z salonu.

Cała rodzina Sterlingów była tam zebrana — z wyjątkiem Waltera, który ewidentnie wciąż siedział w biurze firmy.

Na śnieżnobiałej sofie siedziała kobieta mniej więcej w moim wieku, w eleganckiej granatowej sukience-żakiecie, która aż krzyczała: „drogo” i „z dobrego domu”. Wyglądała jak żywcem wyjęta księżniczka z warszawskich salonów.

— William, wróciłeś! — wykrzyknęła podekscytowana, a jej oczy rozbłysły, gdy tylko go dostrzegła. — Chodź, siadaj ze mną, no już. Wróciłam dziś z Paryża — prosto z lotniska przyjechałam tutaj.

William skinął jej krótko głową.

— Fiona.

W jego głosie była uprzejmość, ale i dystans — ta sama wyćwiczona obojętność, którą obdarzał wszystkich dookoła.

Złapałam ten ułamek sekundy, kiedy przez idealnie umalowaną twarz Fiony przebiegło rozczarowanie, zanim błyskawicznie przykleiła na nią olśniewający uśmiech.

„I co, dalej nie może się do niego dobrać?” pomyślałam, rozpoznając minę kogoś, kto od lat próbuje — i ciągle odbija się od muru — przebić się przez emocjonalną twierdzę Williama.

Fiona przeniosła na mnie uwagę i zauważyłam, jak jej oczy lekko się rozszerzają, gdy ocenia mnie od stóp do głów.

— Ty musisz być Lily! — powiedziała ciepło i przyjaźnie. — Jestem Fiona Foster. Dorastałam z Williamem i jego braćmi — my jesteśmy praktycznie jak rodzina. Tak się cieszę, że w końcu cię poznaję! Jak ci się znudzi Nowy Jork, to koniecznie do mnie zadzwoń. Będzie ubaw po pachy.

Czułam kalkulację ukrytą pod tą radosną paplaniną. Oni są jak rodzina, więc ja w domu Sterlingów jestem kimś z zewnątrz. W jej oczach — jakim cudem w ogóle mam tupet tu zostać?

W środku parsknęłam. Najwyraźniej Elizabeth już zdążyła jej naopowiadać o moim przyjeździe i o tym, że jestem tylko „dziewczyną ze wsi”, więc Fiona chciała mnie ostrzec, postawić do pionu, dać do zrozumienia, gdzie moje miejsce.

„Jest piękna” — niemal słyszałam jej myśli. — „Piękniejsza, niż się spodziewałam. To komplikuje sprawy.”

— Miło cię poznać, Fiona — odpowiedziałam grzecznie, z miną równie chłodną jak William.

Kiedy słowa padły z moich ust, dotarło do mnie coś zabawnego: moja odpowiedź była tak samo krótka i lodowata jak jego.

Pod pewnymi względami byliśmy do siebie podobni. Chociaż oczywiście ja nie byłam aż tak zimna jak on.

Znów otworzyły się drzwi wejściowe i do środka wszedł Walter. Już w progu rozluźniał krawat, wyglądał na trochę zmęczonego.

Jego wzrok natychmiast odnalazł mnie, a twarz zmiękła mu w szczerym, ciepłym uśmiechu.

— Lily, jak minął ci dzień z Williamem? — zapytał, kompletnie ignorując wyczekujący uśmiech Fiony.

— Cóż… bardzo pouczająco — powiedziałam, zerkając na Williama, który nadal siedział jak posąg i milczał.

Walter podszedł do mnie i delikatnie położył mi dłoń na ramieniu.

— Powinienem wyjaśnić — powiedział. — Rodziny Sterlingów i Fosterów są blisko od pokoleń. Fiona dorastała z moimi dziećmi.

Pochylił się bliżej i ściszył głos tak, by tylko ja go słyszała.

— Ona lubi Williama, ale pamiętaj, co ci mówiłem, Lily. Najpierw wybierasz ty. Reszta jest dopiero po tobie.

Przekaz był jasny jak słońce.

Kątem oka zobaczyłam, jak uśmiech Fiony drgnął, gdy obserwowała, jak jawnie Walter faworyzuje mnie.

Jej dłonie lekko zacisnęły się na kolanach, a ja niemal czułam, jak bije od niej zazdrość.

„No, to będzie ciekawie” pomyślałam, siadając na sofie.

Nie miałam najmniejszej ochoty mieszać się w jakąkolwiek rodzinno-towarzyską przepychankę, która zaraz miała się zacząć. Chciałam tylko spokojnie doczekać kolacji, a potem zaszyć się w swoim pokoju.

W tym momencie odezwała się Elizabeth.

— Fiona, kochanie — powiedziała głosem pełnym czułości, jakiej nigdy nie okazała mnie. — Wiedziałam, że dziś wracasz, więc specjalnie kupiłam ci prezenty. Pójdę na górę i je przyniosę.

Elizabeth popędziła schodami na piętro, a jej obcasy stukały o marmurowe stopnie.

Kilka minut później wróciła, ale jej wyraz twarzy całkowicie się zmienił.

Jej twarz była blada, a wąskie usta zaciśnięte w cienką kreskę wściekłości.

– Walter – powiedziała, a jej głos przeciął powietrze jak brzytwa. – Gdzie jest komplet biżuterii z Tiffany & Co., który właśnie kupiłam? Ten, który chciałam dać Fionie?

Walter podniósł wzrok znad telefonu, skonsternowany.

– Skąd mam wiedzieć? Nie było mnie cały dzień w domu.

Wzrok Elizabeth prześlizgnął się po jej pięciu synach.

– Któryś z was to wziął?

William, Thomas, Henry, Samuel i Michael jednocześnie pokręcili głowami.

– To bardzo dziwne – ciągnęła Elizabeth. – Biżuteria nie znika ot tak, jak kamfora.

Fiona odezwała się niepewnie:

– Ciociu Elizabeth… myślisz, że to zostało… skradzione?

– Ktoś w tym domu ma mi to porządnie wyjaśnić – oświadczyła Elizabeth. – Ktokolwiek to wziął, niech się przyzna teraz i wyniesie z tego domu po cichu, albo dzwonię na policję.

Gdy nikt nie odpowiedział, pstryknęła palcami.

– Tyler! Przeszukać każdy pokój w tym domu.

Podniosłam wzrok znad telefonu, nagle szalenie zainteresowana tym rozwojem wydarzeń.

„No proszę, ale rozrywka” – pomyślałam. Nawet nie musiałam ruszać głową, żeby widzieć, że cała ta szopka jest wymierzona we mnie.

Byłam tylko ciekawa, jak dokładnie Elizabeth zamierza mnie wrobić.

Dwadzieścia minut później Tyler i kilku innych członków personelu wrócili, kręcąc głowami.

– Proszę pani, dokładnie przeszukaliśmy całe kwatery służby. Nie ma śladu zaginionej biżuterii.

Tyler zawahał się, po czym ostrożnie dodał:

– Jedyny pokój, którego nie sprawdziliśmy, należy do panny Reed.

W tym momencie jedna z pokojówek nerwowo wysunęła się do przodu.

– Pani Sterling – powiedziała, miętosiąc dłonie. – Wczoraj, kiedy rozmawialiśmy o zepsutej kamerze ochrony, panna Reed akurat przechodziła obok. A dziś po południu widziałam ją, jak wychodziła z sypialni pani i pana Sterlinga.

Słysząc to, roześmiałam się. Nie miałam pojęcia… co za toporna ustawka.

Twarz Elizabeth poczerwieniała z oburzenia, gdy odwróciła się, żeby posłać mi mordercze spojrzenie.

– Lily! – syknęła ostro. – To dlatego wczoraj odmówiłaś przyjęcia karty kredytowej Waltera… bo planowałaś nas okraść! Na wierzchu święta, wyniosła i „taka porządna”, a za plecami robisz tak podłe rzeczy! Tyler, natychmiast przeszukaj jej pokój.

Walter wstał.

– Dość, Elizabeth! Lily nigdy by czegoś takiego nie zrobiła.

– Walter! Jak możesz być taki naiwny? Ile ty w ogóle o niej wiesz? Ona jest z Blue Mountain Town, z jakiejś zapadłej dziury na końcu świata – kto wie, do czego jest zdolna? Wczoraj po południu była jedyna w domu, jest skrajnie podejrzana!

Wszystkie spojrzenia zwróciły się na mnie, czekając na moją reakcję.

Odchyliłam się na krześle, zupełnie niewzruszona.

– Proszę bardzo, szukajcie – powiedziałam spokojnie. – Nie mam nic do ukrycia.

„To będzie przedstawienie” – pomyślałam z cichą, wewnętrzną drwiną.

Elizabeth nie wiedziała, że mam silną alergię na platynę. Nawet białe złoto, którego Tiffany & Co. często używało, wywoływało u mnie reakcję alergiczną.

Dawno temu nauczyłam się tego na własnej skórze, dlatego nigdy nie nosiłam żadnej biżuterii.

Wystarczyło kilka godzin kontaktu, a na skórze wyskakiwały mi bolesne wysypki i obrzęki.

Gdy Tyler ruszył na górę ze swoją ekipą, przeniosłam uwagę na pokojówkę, która mnie oskarżyła.

– Jak masz na imię? – zapytałam, a mój głos był chłodny i przejrzysty jak lód.

Kobieta poruszyła się niespokojnie pod moim spojrzeniem.

„Ciekawe” – pomyślałam. „Nigdy nie postawiłam stopy w sypialni Elizabeth. Więc czemu kłamie, że widziała mnie w środku?”

To naprawdę miało się zrobić bardzo interesujące.

Napięcie w pokoju było takie, że można je było kroić nożem, kiedy czekaliśmy na powrót Tylera.

Fiona siedziała cicho, pewnie rozdarta między nadzieją, że jestem winna, a utrzymaniem swojej słodkiej, niewinnej maski.

Bracia Sterling przyglądali się z różnym zainteresowaniem — twarz Williama pozostawała nieodgadniona, Thomas wyglądał, jakby go niemal bawił ten dramat, Henry sprawiał wrażenie niekomfortowego, Samuel wyglądał na zamyślonego, a Michael wyraźnie delektował się widowiskiem.

„Zobaczymy, jak to się rozegra” – pomyślałam, już planując następny ruch.

Elizabeth popełniła kluczowy błąd w swojej gorliwości, żeby mnie wrobić…

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział