Rozdział 140 140

—Skurwiel miał podstawione auto do ucieczki. — Strzelam bezradnie w dal, ale nie ma najmniejszych szans, żebym trafił go stąd, choćby nie wiem co. Światła robią się coraz mniejsze i bledsze, kiedy samochód cofa się, aż w końcu ciemność połyka je na dobre. — Poszedł. Kurwa, poszedł.

Odwracam się gwa...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie