Rozdział 156 156

URI

—Tkniesz ją, a ja cię, kurwa, zniszczę — warczę. — To nie groźba. To obietnica.

Boris tylko wzrusza ramionami. — Jasne, możesz próbować. Zresztą… próbowałeś. I co ci to dało, co? Ja dalej tu stoję, przy twojej kobiecie, z lufą przy jej głowie — a ty tam, bezradny, jakbyś nawet palcem nie mógł ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie