Rozdział 6

Damien zareagował w ostatniej chwili, chwytając ciało Bellatrix, zanim uderzyło o ziemię.

Przykucnął, a jego dłonie odruchowo zacisnęły się na jej ramionach. „Hej!” Potrząsnął ją delikatnie. „Co jest? Bellatrix, co się dzieje?”

Mimo jego pytań nie padła żadna odpowiedź. Jej oczy pozostawały zamknięte, oddech miała urywany, a ciało dziwnie nieruchome.

I wtedy to poczuł — najlżejsze wrażenie czegoś ciepłego i mokrego, co przesączało się między jego palcami, gdy obejmował dłonią jej policzek.

Krew.

Oczy rozszerzyły mu się w tej samej sekundzie, w której to zobaczył, a instynkt przejął stery. Bez wahania podniósł ją i ruszył biegiem do samochodu, niosąc ją jak pannę młodą przez próg.

Droga do najbliższego szpitala zlała mu się w jedną smugę świateł, a gdy dojechali, nie zmarnował ani chwili, żeby Bellatrix natychmiast zajęli się lekarze.

Kiedy patrzył, jak wiozą ją na salę operacyjną, jego wzrok opadł na palce umazane czerwienią. W głowie w kółko odtwarzał się moment, w którym się osunęła. Wciągnęło go to w chaos, na który nigdy się nie przygotował.

Co się stało? Dlaczego nagle zemdlała? Czy ona była chora?

Przez następną godzinę myśli bombardowały mu czaszkę, aż w końcu drzwi bloku operacyjnego się otworzyły i wyszedł lekarz.

Za nim wywożono Bellatrix na łóżku, ale zamiast pójść za nią, Damien od razu podszedł do doktora.

— Jak ona?

— Jest pan rodziną? — zapytał lekarz.

Damien zawahał się przez kilka sekund, zanim udzielił odpowiedzi, która brzmiała jak trzeba.

— Jestem jej bliskim przyjacielem.

— Rozumiem. Cóż, stan panny Lancaster jest już stabilny, jednak wystąpiły pewne powikłania związane z jej sercem — poinformował.

— Powikłania… z sercem? — Damien zapytał, kompletnie zbity z tropu.

Lekarz skinął głową.

— Tak. Z dokumentacji medycznej wynika, że panna Lancaster ma raka w drugim stadium.

— Rak w drugim stadium… — wymamrotał Damien, oszołomiony.

Lekarz ciężko westchnął, kręcąc głową.

— Szczerze mówiąc, jej obecny stan nie jest najlepszy. Na przyszłość zaleca się, żeby nie narażała się na tego typu stres — dodał.

Po kilku kolejnych minutach słuchania Damien dostał zgodę, żeby zobaczyć Bellatrix. Kiedy wszedł do jej sali, jego spojrzenie padło na jej nieprzytomną postać na szpitalnym łóżku.

Kolor trochę wrócił jej na twarz i wyglądała, jakby po prostu spała, ale plama krwi na rękawie jego koszuli — przypomnienie tego, co przed chwilą się wydarzyło — nie pozwalała mu się uspokoić, drażniła jak drzazga pod skórą.

Teraz, stojąc przy jej łóżku, Damien mógł tylko wpatrywać się w nią ze zwężonymi oczami, zastanawiając się, co sprawiło, że ona — dziewczyna, którą wtedy wszyscy podziwiali — wybrała tak marny los.

~•~•~•~

Bellatrix nie była pewna, ile czasu minęło, ale kiedy otworzyła oczy, pierwsze, co zobaczyła, to znajoma para złoto-zielonych oczu wpatrzonych w nią bez mrugnięcia.

Chwilę zajęło jej, zanim złapała orientację, a jeszcze dłużej, zanim przypomniała sobie, jak w ogóle znalazła się w szpitalu.

— W końcu się obudziłaś — powiedział Damien, rozplatając nogi, po czym wstał i podszedł do łóżka, stając tuż przy jego boku. — Jak się czujesz?

Bellatrix mrugnęła raz, drugi, potem trzeci — ale nie odezwała się ani słowem. Powoli podciągnęła się do pozycji siedzącej i zaczęła omiatać wzrokiem pokój, jakby czegoś szukała.

— Czego ty wyprawiasz? — zapytał Damien, obserwując ją, zbity z tropu przez ułamek sekundy — aż w końcu zrozumiał.

— Szukasz tego, tak? — Wsuwając dłoń do kieszeni płaszcza, wyciągnął brązową kopertę i dodał: — Umowa jest właśnie tutaj.

W chwili, gdy jej wzrok padł na brązową teczkę, spłynęła na nią fala ulgi. Kiedy podał jej ją, Bellatrix nawet się nie zawahała — wyrwała ją mu z ręki i otworzyła.

Z równie desperacką uwagą przebiegła oczami po kartkach, a jej spojrzenie złagodniało w momencie, gdy natrafiła na podpis Damiena.

Mężczyzna skrzyżował ramiona i odezwał się cicho, przyglądając jej się uważnie.

— Mówiłem, że ci to dam. Nie jestem typem faceta, który nie dotrzymuje słowa.

Bellatrix skinęła głową i posłała mu uśmiech — ten był bardziej łagodny i ciepły, prawdziwy — niż cokolwiek, co dostał tego dnia od kogokolwiek.

— Dziękuję — powiedziała, po czym wypuściła z siebie powietrze, jakby dopiero teraz mogła odetchnąć pełną piersią. Opadła z powrotem na poduszki i przymknęła oczy, próbując uspokoić narastający w niej niepokój, który dopadł ją zaraz po przebudzeniu i ani na chwilę nie odpuścił.

Kiedy znów otworzyła oczy, Damien nadal się w nią wpatrywał, a na jego twarzy malował się wyraz, którego nie potrafiła odczytać.

Wtedy się odezwał.

— Wiesz… jestem gotów ci pomóc. Nieważne, czego potrzebujesz. Jestem gotów pomóc, jeśli tylko poprosisz.

Jego słowa ją zaskoczyły. Tego się nie spodziewała.

Przez chwilę Bellatrix milczała, po czym, zmuszając się do uśmiechu, odpowiedziała:

— Miła propozycja, Damien. Dziękuję, ale potrafię sama ogarnąć swoje problemy.

Po raz drugi tego samego dnia odpowiedź Bellatrix zaskoczyła Damiena. Wpatrywał się w nią przez kilka chwil, a lekki grymas marszczył jego przystojne rysy. Zanim w ogóle zdążył coś powiedzieć, Bellatrix dodała:

— Ale jest jedna rzecz, o którą cię proszę. Proszę, zachowaj w tajemnicy to, co mi się dzisiaj przydarzyło, przed Cillianem.

Co?

Damien zmarszczył brwi w tej samej chwili, gdy to usłyszał. Jednak zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi rozleciały się na oścież i Avery wpadła do środka jak burza, z wściekłością wypisaną na twarzy.

Jej spojrzenie od razu padło na Bellatrix, po czym zwęziła oczy, gdy zobaczyła kroplówkę i bezbarwny odcień jej skóry.

— Ty nieodpowiedzialna idiotko! — warknęła, podchodząc bliżej, jakby miała ochotę palnąć przyjaciółce w łeb, żeby przemówić jej do rozsądku. — Co ja ci, do diabła, mówiłam o dbaniu o zdrowie?! — zganiła ją.

— Avery… — Bellatrix zdołała się uśmiechnąć. — Jestem okej. To nic takiego.

— Nic takiego?! — wykrzyknęła Avery, klepiąc ją w ramię, na co Bellatrix lekko syknęła z bólu. — Jeszcze raz tak mi skłamiesz, to przywalę ci mocniej! — Po tych słowach nagle wciągnęła powietrze i zaklęła pod nosem. — Ten drań, Cillian. Mam już po dziurki w nosie jego pieprzenia. Chyba czas, żeby ktoś nauczył go rozumu.

Odwróciła się, jakby miała zamiar wylecieć z pokoju, ale Bellatrix wyciągnęła rękę i zacisnęła palce na jej nadgarstku.

— Nie rób tego, Avery — powiedziała twardo. — Nie chcę tego wszystkiego. Chcę tylko, żeby ten rozwód wreszcie się skończył. Po cichu. Bez dram. Bez kolejnych uwikłań, więc proszę… zostaw go w spokoju.

— Ale— — próbowała zaprotestować Avery, jednak Bellatrix jej przerwała, kręcąc głową.

— Proszę, Avery.

Avery skrzywiła się, ale w końcu odpuściła, porzucając ten pomysł z mruknięciem pod nosem. Potem, jakby nagle wyczuła czyjąś obecność, przeniosła wzrok na Damiena, a jej oczy zwęziły się, gdy przyjrzała mu się podejrzliwie.

— A ty to kto?

— Damien Walker — odpowiedział po prostu, robiąc krok do przodu i wyciągając rękę na powitanie.

Avery zerknęła na jego dłoń przez sekundę, po czym skrzyżowała ramiona, a na jej twarzy pojawił się subtelny, zjadliwy grymas.

— Tsk. Widzę, że znowu przytaszczyłaś kolejnego śmiecia, Bella — prychnęła, za co dostała spojrzenie od przyjaciółki.

Damien jednak tylko się roześmiał.

— Śmiecia?

— No, śmiecia — odparła Avery prosto z mostu, posyłając mu uśmiech, w którym nie było ani grama życzliwości. — Jak to facet, to śmieć.

— Ja jestem wyjątkiem — odparł i wyszczerzył zęby, ani trochę nieprzejęty jej wrogością.

— Wyjątkiem? — powtórzyła Avery i bez wahania podeszła do niego, uniosła rękę i postawiła palec tuż pod jego nosem.

Minęła chwila ciszy, po czym oznajmiła:

— Oddychasz. A jak oddycha, to śmieć.

Damien milczał przez kilka sekund, a potem parsknął śmiechem.

— O? To ciekawe — powiedział, unosząc rozbawioną brew.

Za nimi Bellatrix westchnęła i potarła skroń. Ignorując ich małą przepychankę, odwróciła się i sięgnęła po telefon z szafki nocnej.

Musiała dać Cillianowi znać, że dopięła kontrakt. Wtedy mógłby jak najszybciej dofinansować firmę jej ojca.

Jednak kiedy nacisnęła przycisk zasilania, a ekran nawet nie drgnął, dotarło do niej, że telefon padł.

Ha! No zajebiście, po prostu idealnie. Teraz nie dość, że nie mogła skontaktować się z Cillianem, to jeszcze nie miała jak wrócić do domu.

Jakby wyczuwając jej wściekłość, Avery odwróciła się od Damiena, a gdy spojrzała na przyjaciółkę, jej wyraz twarzy zmienił się całkowicie.

— Bella, potrzebujesz czegoś?

Bellatrix rozchyliła usta, żeby odpowiedzieć, ale wtedy jej wzrok padł na Damiena i w głowie pojawiła się myśl.

— Damien, mógłbyś mnie podwieźć do domu, proszę?

Spojrzenie Damiena zatrzymało się na niej na kilka sekund, po czym lekko skinął głową.

— Oczywiście.

— Oczywiście, że nie! — Avery zaprotestowała natychmiast. — Jak musisz gdzieś jechać, to ja cię zawiozę. Nie ma mowy, żebym na to pozwoliła—

Zanim zdążyła dokończyć, jej telefon zaczął dzwonić, wchodząc jej w słowo.

Rzuciła okiem na ekran, zaklęła pod nosem i jęknęła, odbierając.

Minęła minuta i Bellatrix usłyszała jej zirytowane westchnienie. Chwilę później Avery odwróciła się do niej.

— Muszę lecieć — poinformowała z żalem i zerknęła na Damiena. — Tym razem to puszczę. Ale dzwonię co godzinę, Bellatrix. Co jedną cholerną godzinę.

Bellatrix uśmiechnęła się blado.

— Jasne. Pa, Avery.

Blondynka prychnęła i odeszła, ale nie bez rzucenia jeszcze jednego podejrzliwego spojrzenia przez ramię na Damiena.

Gdy tylko zniknęła, on odwrócił się do Bellatrix.

— To co, jedziemy? — zapytał, a ona bez wahania skinęła głową.

~•~•~•~

Droga do posiadłości Laurente minęła w większości w ciszy. Bellatrix wpatrywała się w okno, a w głowie kłębił się jej wir wspomnień, żalu i decyzji, których nigdy nie dało się odkręcić. Damien co jakiś czas zerkał na nią ukradkiem, ale milczał.

Kiedy wjechali na okrągły podjazd, Damien wysiadł pierwszy, obszedł auto i otworzył jej drzwi.

— Jesteśmy — powiedział.

— Dziękuję… za podwózkę — odparła Bellatrix, próbując wysiąść z godnością.

Ale gdy postawiła jedną stopę na ziemi, ciało ją zdradziło. Kolana ugięły się, a świat przechylił się na ułamek sekundy — lecz Damien już był przy niej, łapiąc ją, zanim zdążyła runąć.

Objął ją odruchowo, przytrzymując mocno przy swojej piersi, jakby bał się, że znów się zachwieje.

— Spokojnie. Za bardzo się forsujesz — mruknął, głosem niskim i bliskim, aż ciarki przeszły jej po skórze.

Bellatrix uniosła wzrok i niemal od razu złapała jego spojrzenie. Rozchyliła usta, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, powietrze przeciął głęboki, wściekły głos.

— Co tu, do cholery, się dzieje?

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział