Rozdział 18

Kiedy tylko miał się odezwać, Amelia rzuciła się do przodu jak spłoszony kot.

Jakimś cudem zdążyła chwycić swoje szpilki i ściskała je kurczowo, tłukąc nimi z całej siły w ramiona i ręce Roberta.

— Robert, ty konował, ty draniu! — wrzasnęła piskliwie, okładając go raz za razem.

— Czemu to zrobiłe...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie