Rozdział 2
W chwili, gdy wypowiedziałam te słowa przez łzy, wyraźnie poczułam, jak ciśnienie powietrza wokół mnie nagle spada. James puścił mnie z kamienną twarzą i roześmiał się szyderczo. „Najpierw mnie odurzyłaś, żeby się ze mną przespać, a teraz próbujesz mnie okłamać ciążą. Sophia, jest w ogóle coś, czego ty byś nie zrobiła?”
„Nie kłamię. Dzisiaj byłam w szpitalu na kontroli!” Próbowałam tłumaczyć się nerwowo, ale James ewidentnie skupiał się na czymś innym.
„Byłaś w szpitalu?”
Gdybym nie poszła do szpitala, skąd miałabym zobaczyć, jak blisko jesteś z Amelią, i usłyszeć na własne uszy, jak Isabella mówi do ciebie „tatusiu”?
Wygięłam usta w gorzkim, autoironicznym uśmiechu i lekko skinęłam głową. James patrzył na mnie długo z jakimś nie do opisania wyrazem twarzy, a jego głos był lodowaty. „Za każdym razem się zabezpieczałem. Nie możesz być w ciąży. Sophia, póki jeszcze mam ochotę zostawić ci odrobinę godności, lepiej mów prawdę, i to natychmiast.”
„Nie kłamię. Jak mi nie wierzysz, możesz się sam przekonać.” Drżącymi rękami wyciągnęłam szpitalny wynik i podałam go Jamesowi, ale on tylko rzucił na niego obojętne spojrzenie i wykonał telefon. „Robert, przywieź sprzęt do testu ciążowego i przyjedź tu od razu.”
Ten Robert, o którym wspomniał James, to był Robert Davis, prywatny lekarz wynajęty przez rodzinę Smithów. Miał świetną renomę i był odpowiedzialny przede wszystkim za opiekę nad babcią Jamesa, Indigo Smith. James bardzo mu ufał.
Będąc jego żoną od lat, od razu zrozumiałam, co James ma na myśli.
„James, czy ja naprawdę jestem w twoich oczach aż tak okropna? Nawet po tym, jak pokazuję ci wynik, nadal mi nie wierzysz i musisz ściągać Roberta, żeby sprawdził to osobiście?”
„A co mam zrobić?” James prychnął, a pogarda i obrzydzenie w jego oczach cięły jak noże.
„Sophia, jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. W dniu, w którym użyłaś brudnych sztuczek, żeby mnie poślubić, powinnaś być gotowa ponieść tego konsekwencje.”
W jego sercu już mnie skazał. Nieważne, co bym powiedziała — on i tak nigdy by mi nie uwierzył.
W tamtej chwili poczułam się jak najbardziej żałosny klaun na świecie. A jednak, kiedy śmiałam się w duchu z samej siebie, pieczenie pod powiekami narastało, jakby ktoś sypnął mi w oczy solą. Otarte łzy wróciły. Przetarłam policzki i delikatnie pogładziłam swój wciąż płaski brzuch, próbując się uspokoić.
To nic. Jak tylko Robert przyjedzie i zrobi badanie, James zrozumie, że go nie okłamałam. Będzie tak samo szczęśliwy jak ja, i z radością zacznie czekać na narodziny tego dziecka.
Ale…
„Panie Smith, pani Smith nie jest w ciąży. Oto wynik badania, proszę spojrzeć.”
„Jak to możliwe? Robert, pomyliłeś się?”
Zesztywniałam. Szybko zsunęłam się z łóżka, a mój głos zadrżał.
„Kiedy dziś byłam badana w szpitalu, lekarz jasno powiedział, że jestem w trzecim tygodniu ciąży. Jeśli mi nie wierzycie, proszę, spójrzcie na wynik!”
Wcisnęłam Robertowi raport w dłonie, tak spanikowana, że łzy zaraz miały mi się przelać przez rzęsy, ale on tylko zerknął na niego krótko, jakby zbywająco, a w jego głosie pobrzmiewała dwuznaczna sugestia.
„Pani Smith, nie wiem, skąd pani ma ten dokument, ale mogę pani powiedzieć tylko jedno: nie jest pani w ciąży. Jeśli pani mi nie wierzy, proszę się sama przekonać.” Podał mi świeżo wydrukowany wynik USG. Tam, gdzie powinien być maleńki zarodek, nie było nic — kompletna pustka. Jak rażona piorunem wpatrywałam się w to z niedowierzaniem, z szeroko otwartymi oczami.
„To niemożliwe. Jestem w ciąży. Jak to możliwe, że moje dziecko zniknęło? Robert, pomyliłeś się?”
„Pani Smith, pracuję dla rodziny Smithów od ponad dziesięciu lat. Opiekowałem się nawet panem Haydenem Smithem w jego ostatnich dniach. Mówiąc coś takiego, podważa pani mnie czy rodzinę Smithów?”
„Nie to miałam na myśli, po prostu…”
„Dość!” — James wściekle mi przerwał, aż podskoczył nawet Robert.
Podszedł do mnie z kamienną twarzą, a jego oczy były przeraźliwie lodowate. „Sophia, dowody masz jak na dłoni, a ty dalej próbujesz się wykłócać. Ty w ogóle nie masz wstydu?”
„Nie skłamałam ci, James, proszę, uwierz mi!” Pokręciłam głową bezradnie, cała sparaliżowana strachem.
To dziecko — kiedy mnie badano, widziałam je wyraźnie. A objawy z ostatnich tygodni nie były czymś, co mogłabym sobie ot tak uroić.
Dlaczego więc Robert mówił, że nie jestem w ciąży?
Czy z moim maleństwem mogło być coś nie tak, przez co doszło do pomyłki w diagnozie?
Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej narastała we mnie panika. Zadrżałam i chwyciłam Jamesa za rękaw. „Możesz kazać Robertowi sprawdzić jeszcze raz? Boję się o dziecko…”
Nagle złapał mnie za gardło. Ból uciął mi głos, ledwo łapałam powietrze.
Z tak bliska zobaczyłam jego oczy pełne przemocy, jakby naprawdę chciał mnie zabić. „Sophia, jeśli dalej chcesz zostać w rodzinie Smithów, przestań kombinować, bo nie puszczę ci tego płazem!”
„James, dziecko…” Myślałam tylko o jego bezpieczeństwie. Szarpałam się, próbując znów chwycić jego rękaw, wyduszając z siebie kilka błagalnych słów.
I niemal w tej samej chwili telefon Jamesa nagle zadzwonił.
„James, przychodź szybko! Isabelli znowu rośnie gorączka!”
„Spokojnie, już jadę!”
Na dźwięk zapłakanego głosu Amelii twarz Jamesa stężała. W końcu mnie puścił i wybiegł z Robertem, nie oglądając się ani razu.
Rzucił mnie na podłogę jak zużytą szmacianą lalkę. Łapczywie nabierałam powietrza, a dopiero po dłuższej chwili drżącą ręką sięgnęłam po telefon.
Wyrwanie konsultacji u Evelyn Thomas, najlepszej położniczki w mieście, nie było takie proste — zwłaszcza o tak późnej porze.
Musiałam na szybko sklecić trochę kodu i jakoś udało mi się załatwić wizytę. Delikatnie położyłam dłoń na brzuchu.
Cokolwiek mówił Robert, uparcie trzymałam się myśli, że naprawdę rośnie we mnie maleńkie życie.
W końcu to było moje dziecko. Jak matka mogłaby nie czuć, że jej dziecko istnieje?
W gabinecie ginekologicznym.
„Gratulacje, pani Brown. Jest pani w trzecim tygodniu ciąży.” Łagodny głos Evelyn powiedział dokładnie to samo, co wczorajsza diagnoza w szpitalu. Zapytałam nerwowo:
„A jak dziecko?”
„Proszę się nie martwić, płód rozwija się prawidłowo. Natomiast pani organizm jest trochę osłabiony. Musi pani porządnie jeść i odpoczywać.”
Moje dziecko było całe i zdrowe.
Ta wiadomość sprawiła, że z ulgą wypuściłam powietrze, a ciężar w sercu wyraźnie zelżał. Zawahałam się, po czym wyjęłam z torebki wynik USG, który Robert dał mi wczoraj w nocy.
„Czy może pani na to zerknąć? Dlaczego w tym wyniku jest napisane, że nie jestem w ciąży?”
