Rozdział 3

Punkt widzenia: Sera

Służąca powiedziała mi później, że w ostatniej chwili przytomności Lily zapytała ją: „Mamusia… czy wujek Caden… wrócił?”

Tak, Lily nie wolno było nawet nazywać Cadena „tatą”.

Kiedy dopiero nauczyła się mówić, o mało nie dostała policzka tylko za to, że zapytała: „Czy mój tata to ten pan, który nazywa się Caden?” Była tylko dzieckiem, które niczego nie rozumiało.

Nawet stary Alfa Victor milczał o tym, co nam zrobiono, udając, że nic się nie stało. Ponieważ był jedynym świadkiem przysięgi Cadena, wataha wiedziała tylko, że mój ojciec go uratował, ale nie wiedzieli, że Caden złożył przysięgę, ani nie wiedzieli, że to ja jestem prawdziwą, przeznaczoną partnerką Cadena. Wszyscy myśleli, że mam urojenia i próbuję wspiąć się po drabinie społecznej, podlizując się Cadenowi.

Początkowo Victor obawiał się, że odmowa uznania mojego statusu „przeznaczonej partnerki” może mieć dla Cadena jakieś konsekwencje, ale później, gdy nic się nie działo, nawet kiedy członkowie watahy pogardzali Lily i mną oraz nas gnębili, zaczęli jeszcze bardziej nas poniżać i znęcać się nad nami.

Victor nawet zapewniał Cadena, że ktoś z tak nędznej linii krwi jak ja nigdy nie otrzyma ochrony Bogini Księżyca.

Więc tamtej chwili służąca tylko spojrzała na Lily ze współczuciem, słuchając, jak moje błagania i ryki niosą się słabo po nocnym niebie, i powiedziała jej, że tej nocy nie wrócę.

Lily zamknęła oczy. Choć była mała, była bystra i wszystko rozumiała.

Wyszeptała cicho: „To nic… powiedz mamusi, że Lily już nie boli. Lily zawsze będzie ją kochać”.

Kiedy zamknęła oczy, już nigdy ich nie otworzyła.

Gdy wreszcie mnie wypuszczono, natychmiast pobiegłam w stronę drewnianej chaty, w której mieszkałyśmy. Po drodze zobaczyłam kilku służących, którzy z obrzydzeniem wlekli coś za sobą.

Spod prześcieradła, naprędce owiniętego wokół jej ciała, wystawała mała, bezkrwista dłoń. Poznałam ją od razu — to była dłoń Lily.

— Ruszajcie się, nie zostawiajcie tego pecha na terenie watahy — zaklął jeden ze służących, kopiąc Lily w stopę.

Rzuciłam się na nich jak szalona, zbierając całą siłę, by ich odepchnąć i odzyskać córkę.

— Lily! Córeczko! Nie!

Krzyczałam w rozpaczy, tuląc ciało Lily, ale ta maleńka istota w moich ramionach pozostawała bezwładna, z oczami mocno zaciśniętymi, martwa przy mojej piersi.

Już nigdy nikt nie zawoła do mnie słodko „mamusia”. Nikt nie pociągnie mnie za rękę, żebym spojrzała na wróble i dzikie kwiaty na podwórzu. Nikt nie stanie przede mną, kiedy członkowie watahy będą plotkować, i nie powie drżącym głosem, mimo własnego strachu: „Nie gnębcie mojej mamusi”.

Nie pozwolono mi zająć się ciałem Lily na terenie terytorium, bo obawiali się, że Elena może „poczuć dym i będzie niezadowolona”. Mogłam jedynie dojść do granicy terytorium, w pobliże wysypiska śmieci, i własnoręcznie podpalić jej ciało.

Teraz Lily stała się popiołem w tym pudełku. A na zewnątrz muzyka robiła się coraz głośniejsza — to było świętowanie Cadena i Eleny.

Trzymając pudełko, ruszyłam w stronę Świętego Źródła, głęboko w lesie.

Droga do Świętego Źródła była trudna. Ciernie rozdzierały moją sukienkę, ale nie czułam bólu.

Moja przybrana matka, Vera, nie przyszła pożegnać Lily. Była opiekunką, którą Sfora przydzieliła mi w okresie dorastania. Na początku zwracała się do mnie z szacunkiem „panno”, pewnie sądząc, że mogę zostać Luną.

Ale po wszystkim, co się wydarzyło, w zasadzie mnie porzuciła. Po tym, jak urodziłam Lily, uznała, że dzięki mojemu dziecku mogę się wznieść, i przez jakiś czas okazywała mi uwagę.

Jednak przez ostatnie kilka dni w ogóle jej nie widziałam. Dopiero dziś rano dowiedziałam się z plotek kuchennych służących, co Vera robiła podczas krytycznej choroby Lily.

— Słyszałaś? Lady Vera naprawdę postawiła tym razem na właściwego konia.

— Tak, biegała wszędzie i przygotowywała suknię koronacyjną panny Eleny. Słyszałam, że panna Elena jest bardzo zadowolona i planuje zrobić z niej osobistą asystentkę.

— Phi, ta przeklęta Sera z chorowitą córką przynosi Sforze tylko wstyd. Lady Vera jest mądra — wie, że trzeba się trzymać połysku płaszcza Luny.

Te słowa wbiły mi się w uszy jak igły.

Wspomnienie, które przeoczyłam, nagle eksplodowało mi w głowie.

Trzy miesiące temu Elena dopiero co wróciła do Ashenford. Sama z własnej inicjatywy podeszła do Very.

— Ciociu Vero, wiem, że masz dobre relacje z Serą. I Sera jest dla Cadena dość wyjątkowa, prawda? — Elena trzymała Verę za rękę, a jej ton był poufały. — Caden i ja znamy się od dawna, więc chętnie zostanę też jej przyjaciółką. Żeby lepiej ją zrozumieć i się o nią troszczyć, mogłabyś opowiedzieć mi więcej o jej sytuacji? Na przykład, czy ma jeszcze jakąś rodzinę? Co lubi, a czego nie?

Vera uznała to za zesłaną przez niebo okazję, drabinę, po której można wspiąć się do władzy.

Więc powiedziała Elenie wszystko — wszystkie moje sekrety, moje słabości, nawet o istnieniu Lily i jej problemach zdrowotnych — bez żadnych oporów.

Od tamtego dnia Elena zaczęła regularnie przychodzić do Lily z prezentami.

Wykwintne ciastka, słodki miód i te „północne ziołowe suplementy” w ślicznych, małych buteleczkach.

— To, żeby wzmocnić jej organizm — mówiła łagodnie Elena, gładząc Lily po głowie, z oczami pełnymi czułości. — Tylko VIP-y Sfory mogą z tego korzystać. Lily jest taka urocza, musi pozostać zdrowa.

Lily bardzo ją polubiła. Za każdym razem, gdy wypijała suplementy, uśmiechała się radośnie i ostrożnie chowała buteleczki.

— Mamusiu, panna Elena jest taka miła. Wcale nie jest taka chłodna, jak mówią plotki.

Nigdy niczego nie podejrzewałam. Myślałam, że naprawdę nas lubi. Była najstarszą córką rodziny Caldwellów, urodzoną w głęboko zakorzenionym przywileju.

Wierzyłam, że ktoś o tak szlachetnym statusie nie skrzywdzi nas i zaakceptuje nas w Stadzie.

Gdybyśmy mogły zyskać jej ochronę, nawet jeśli Lily i ja nie zostałyby uznane za spokrewnione z Cadenem, przynajmniej miałybyśmy miejsce w Stadzie.

Choć Lily była wątła, pod moją opieką wciąż mogła dorastać bezpiecznie.

Nie dostrzegłam okrucieństwa ukrytego w oczach Eleny.

Teraz, stojąc w ciemnym lesie, po raz pierwszy złożyłam te strzępy w całość.

Te suplementy.

Coraz bardziej niewydolne organy Lily.

Chłodne „to nie mieści się w zakresie leczenia” doktor Maren.

I twarz Very — twarz kogoś, kto dla zysku potrafi zdradzić wszystko.

Żołądek wywróciło mi na drugą stronę. Oparłam się o drzewo i kilka razy zwymiotowałam na sucho.

Czy tak smakuje zdrada?

Sprzedana przez osobę, która powinna cię najbardziej chronić; twoja córka otruta przez osobę, której ufałaś najbardziej.

Ścisnęłam urnę mocniej, aż paznokcie wbiły mi się głęboko w dłonie.

Kiedyś naiwnie wierzyłam, że jeśli tylko będę posłusznie trzymać się u boku Cadena, jeśli tylko spróbuję być pełnoprawnym członkiem Stada, on w końcu dotrzyma przysięgi.

Niezliczoną ilość razy obserwowałam go na placu treningowym: jak szkoli młode wilki do walki, jak ocieka potem. Jego czarny podkoszulek na ramiączkach był przesiąknięty, obrysowując jego wyrzeźbione, idealne linie mięśni.

Był wysoki, silny, z oczami ostrymi jak u orła — absolutny autorytet przyszłego Alfy.

Był Alfą, do którego wszyscy aspirowali, włącznie ze mną.

Służyłam mu tak uważnie jak osobista służąca, mając tylko nadzieję, że oszczędzi Lily i mnie jeszcze jedno spojrzenie.

Tego dnia podeszłam do niego z kubkiem gorącej herbaty, chcąc zapytać, kiedy będzie mógł oficjalnie uznać nasz status pełnoprawnych członków Stada.

— Alfo, ciężko pracowałeś. — Nie podnosiłam głowy; głos mi drżał, policzki płonęły. Choć byliśmy ze sobą blisko, wciąż rumieniłam się i serce biło mi jak oszalałe, kiedy do niego mówiłam.

Mimo że traktował nas — matkę i córkę — tak chłodno, wciąż żywiłam wobec niego mrzonki.

Natychmiast wokół nas wybuchnął szorstki śmiech.

— Och, to nie jest Sera? Nadal próbuje się wspiąć wyżej? — Jedna z wilczyc zakryła usta w kpiącym geście. — Alfa Caden poślubi silną wilczycę jako Lunę, a nie samotną matkę bez wilczego ducha!

Caden nie powstrzymał ich kpin. Tylko spojrzał na mnie chłodno, jakby patrzył na kawałek nienadających się do recyklingu śmieci.

Wziął herbatę i w moich oczach mignęła iskra nadziei, ale w następnej sekundzie niedbale wylał gorącą herbatę na trawę obok siebie.

— Sera — jego głos był lodowaty. — Zajmij się sobą. Twoje małe intrygi tylko mnie brzydzą. Trzymaj się ode mnie z daleka.

Odwrócił się i odszedł, zostawiając mi przed oczami swoje nieugięte plecy.

W tamtej chwili, gdy tak stałam, wstyd niemal mnie utopił.

Kiedy wróciłam do domu, Vera spojrzała na moją rozczochraną, zapłakaną twarz bez cienia współczucia — tylko z gęstą odrazą.

Myślałam, że mnie pocieszy albo przynajmniej powie, żebym nie przejmowała się plotkami.

Ale nie zrobiła tego.

— Sera, czy ty w ogóle masz mózg? — skarciła mnie ostro. — Mówiłam ci, żebyś przypodobała się Elenie i Cadenowi, a nie żebyś go nachodziła! A teraz popatrz, cała Wataha się z ciebie śmieje!

Od tamtego dnia Vera całkowicie się mnie wyrzekła. Powiedziała nawet chłodno, kiedy byłam zrozpaczona z powodu kosztów leczenia Lily: — Nie zawracaj mi głowy. Jak to chorowite dziecko umrze, to umrze. Nie ściągaj mnie na dno i nie doprowadź do tego, że mnie też wyrzucą z Watahy.

Jakże byłam głupia. Jakże to było żałosne.

Teraz Lily nie żyła.

A ten mężczyzna, do którego kiedyś chciałam się zbliżyć mimo upokorzeń, ten mężczyzna, który dźwigał przysięgę swojego ojca i powinien był być moim partnerem, własnoręcznie odciął moją ostatnią linę ratunku i porzucił swoją rodzoną córkę.

Nie tylko mną gardził — jego nawet nie obchodziło, czy żyję, czy umrę. Jego pobłażanie dla Eleny, jego obrona tego tytułu „Luny”, były zbudowane na bezwzględnym deptaniu takich „mrówek” jak my.

— Lily — wyszeptałam do pudełka w moich ramionach, a łzy wreszcie się przebiły. — Przepraszam. Mamusia zabierze cię, żeby cię obmyć do czysta. Tu jest zbyt brudno. Nie należymy do tego miejsca.

Woda sięgała mi już do pasa.

Spojrzałam w dół na białe ceramiczne pudełko w moich ramionach. Księżycowe światło rozsypywało się po powierzchni wody, migocząc.

— Lily, popatrz — powiedziałam drżącym głosem, powoli zanurzając urnę w wodzie. — To Święte Źródło. Bogini Księżyca będzie nad tobą czuwać. Tym razem nikt już nie będzie mógł cię skrzywdzić.

Szłam dalej bez wahania, bez żadnego powodu, by się zatrzymać.

Skoro ten świat nie potrafił pomieścić nas — matki i córki — skoro tak zwany Alfa i Luna mogli deptać przysięgi i życia, jak im się podobało, to zażądam tu wyjaśnień od tego obłudnego bóstwa.

Woda podniosła się ponad moją pierś, ponad szyję.

Rzuciłam ostatnie spojrzenie na olśniewające światła w oddali, po czym puściłam.

Biała urna powoli zatonęła w wodzie, jak łza spadająca w otchłań.

A ja, podążając za nią, runęłam razem z nią w tę lodowatą ciemność.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział