Rozdział 7: Przemówienie Laury

Sala sądowa pękała w szwach, ale większość ludzi nie miała zielonego pojęcia o makabrycznych szczegółach sprawy. Nasza gazeta dorwała zdjęcia tylko dzięki koneksjom szefa.

Prawdziwa atrakcja? Laura. Była najmłodszą teatralną gwiazdą w mieście, każdy spektakl miała wyprzedany co do jednego miejsca. Założyła nawet własną agencję aktorską. Plotki o niej nigdy nie stygnęły, ciągle podgrzewały media.

Ludzie uwielbiają patrzeć, jak komuś, kto zaszedł wysoko, noga się powinie.

Śmierć Alana nikogo tak naprawdę nie obchodziła. Dla opinii publicznej cierpienie jakiegoś anonimowego człowieka to tylko kolejny nagłówek.

Nie mogłem się pozbyć wrażenia niesmaku wobec tej epoki przesadnej, cyrkowej wręcz rozrywki.

Kiedy Laura stwierdziła, że jest niewinna, sala oszalała.

Dwóch dziennikarzy obok mnie parsknęło śmiechem.

– Popatrz na nią. Nadal myśli, że jest na scenie.

– No, nie może się odciąć od desek. Ciekawe, czy zaraz rzuci tym cytatem z „Krainy Lodu i Lodu”, co?

– „Jestem królem ludu, praw, narodów. Zerwę kajdany przeznaczenia, zatańczę przed bogami i nikt mnie nie osądzi. Sam się ukoronuję!”

– Korona odpada, ale kajdanki leżą jak ulał.

– Spokój na sali! – ostry głos przeciął zgiełk. Stephen powiedział poważnie: – Oskarżona będzie kontynuować swoją mowę obronną.

Zauważyłem, że ten chaos w ogóle Laury nie ruszał. Wyglądało, jakby ją to wręcz bawiło.

W innych sprawach o zabójstwo podejrzani byli w sądzie albo kompletnie rozchwiani, albo zupełnie nieprzytomni. Ale Laura była inna. Umysł miała jasny, a do mówienia aż się rwała.

Czy miała osobowość histrioniczną?

Z punktu widzenia psychologii, żeby popełnić tak brutalną zbrodnię, a po tylu dniach przesłuchań nadal być tak opanowaną, trzeba mieć naprawdę twardą psychikę.

Coś tu nie grało.

Patrząc na relacje w tej piątce znajomych z czasów studiów i ostatnie dziwne zachowanie Alana, jej zapewnienia o niewinności wcale nie brzmiały zupełnie bez sensu.

Laura przebiegła wzrokiem po sali, nadal się uśmiechając. – Przyszliście zobaczyć mój upadek, być świadkami tragicznego końca artystki teatru, ale tego wam nie dam. To, co widzicie, wcale nie musi być prawdą. Ludzie kochają kłamstwa. Jeśli jesteście zbyt słabi, los będzie wami kręcił jak chce.

Zawiesiła głos, po czym ciągnęła dalej: – Proszę państwa, Alan był moją bratnią duszą, najlepszym dramatopisarzem, poetą, który mnie rozumiał, tym, który wprowadził mnie w aktorstwo. Był idealnym mężczyzną w moim życiu. Po co miałabym go tak bestialsko zabijać? Walczyłam z losem i ze światem, ale dla niego zawsze miałam w sobie jakąś szczególną czułość.

Potem dodała: – Na tym kończę swoje oświadczenie. Od tej chwili szczegółami sprawy zajmie się mój obrońca.

Po tych słowach Laura głęboko się ukłoniła publiczności, jakby to był finał wielkiego spektaklu.

Leonard i Stephen zmarszczyli brwi, wyraźnie niezadowoleni z jej wystąpienia. To był jawny policzek wymierzony powadze sądu i brak odpowiedzialności wobec samej siebie.

Jako prokurator byłem już w sądzie wiele razy, ale jeszcze nigdy nie widziałem podejrzanej zachowującej się w ten sposób.

Laura nie była po prostu stuknięta. Ona zawsze mówiła w taki przesadnie dramatyczny sposób, jakby non stop grała rolę.

Przypomniał mi się nasz ślub z Alanem, jeszcze w 2014 roku. Laura była wszędzie – składała toasty, jakby to ona była wodzirejem. Wypiła pod stół kilku facetów, a potem wskoczyła na scenę i zaśpiewała z miejsca arię Królowej Nocy z „Czarodziejskiego fletu”.

Kiedy teraz o tym myślę, wszystko do mnie wraca. Podczas składania życzeń weselnych była inna niż wszyscy. Powiedziała: „Ludzie wyróżnieni przez los mają takie piękne uśmiechy. Jak nie będziesz dla Alana dobra, to cię zabiję. Jestem w tym naprawdę dobra. Ojej, żartuję tylko. Nie nakręcaj się tak.”

Jej oczy pamiętam jak przez szkło powiększające. Jakby miała kontrolę nad wszystkim, a przy tym w ich lekkim opuszczeniu czaiła się jakaś dziwna, złowroga nutka.

„Mam nadzieję, że to tylko żart, bo inaczej bez wahania wezmę na siebie rolę prokuratora.” Uśmiechnęłam się i spojrzałam jej prosto w oczy. Na własnym ślubie, słysząc takie słowa, musiałam jakoś odpowiedzieć.

„Ciekawe. Pani Smith, już się nie spotkamy.” Powiedziała to i odeszła, ani razu nie odwracając głowy.

Te słowa sprzed dziesięciu lat, ze ślubu, okazały się proroctwem. Znów się spotkałyśmy, ale tym razem w sądzie. Ona była podejrzaną, a ja – członkiem rodziny ofiary.

Siedziałam na widowni i wpatrywałam się w Laurę.

– Oskarżona, proszę się odpowiednio zachowywać. Prawo przyznaje pani pewne uprawnienia, ale nakłada też obowiązki, które musi pani wypełnić – twarz Stephena była zimna, gdy powoli mówił: – W nocy, dziesiątego listopada dwa tysiące dwudziestego czwartego roku, około godziny dwudziestej pierwszej, w którym pokoju w klubie rozrywkowym „True Love” pani przebywała? Co pani wtedy robiła?

Laura westchnęła, bezradna. Wyglądało, jakby to pytanie słyszała już z milion razy. Odparła lekko:

– W piątce, na czwartym piętrze.

Stephen zapytał:

– W jakim celu pani tam przyszła? Miała pani z kimś umówione spotkanie?

Laura odpowiedziała:

– Często tu bywam, wyskakuję ze znajomymi. Wysoki Sądzie, to wszystko za obopólną zgodą, żadnej prostytucji.

Stephen zmarszczył brwi i ciągnął dalej:

– Pokój numer siedem na czwartym piętrze znajduje się naprzeciwko pani pokoju. Wie pani, kto w nim był?

Laura zawahała się przez moment, po czym powiedziała:

– Alan.

Stephen powiedział:

– Oskarżona, zgodnie z wynikami śledztwa, DNA znalezione pod pani paznokciami zgadza się z DNA ofiary. Jak pani to wytłumaczy?

– Bawiłam się z przyjacielem, a drzwi do pokoju nie były zamknięte. Alan mógł to zobaczyć i pomyśleć, że ktoś mnie atakuje, więc rzucił się na tego faceta. Przypadkiem zadrapałam Alana po ręce, jak próbowałam ich rozdzielić – powiedziała Laura, zerkając na swoje paznokcie.

Serce mi zamarło. A więc jednak – zamiast do restauracji „Serene” Alan pojechał prosto do klubu. Co on tam wyprawiał?

Stephen ciągnął:

– Oskarżona, w rogu miejsca zbrodni znaleźliśmy skalpel używany do sekcji zwłok. Na rękojeści są pani odciski palców. Proszę to wyjaśnić.

– Nie wiem. Jak znajomi wyszli, byłam strasznie zmęczona i zasnęłam na kanapie – powiedziała Laura.

Stephen powiedział:

– Oskarżona, według zeznań sprzątaczki z klubu, w czasie zdarzenia tylko pokój numer pięć i pokój numer siedem były zajęte przez gości. Innymi słowy, nikt inny nie miał możliwości popełnienia przestępstwa. Jak pani to wyjaśni?

Informacje przedstawiane w sądzie migały mi przed oczami. Czas, miejsce, podejrzana – wszystko się zgadzało. Zeznania Laury brzmiały marnie. Skąd brał się ten jej spokojny luz?

W tym momencie obrońca, dotąd milczący, wstał i powiedział:

– Wysoki Sądzie, pominięto kluczową informację. Około godziny dwudziestej pierwszej, na dziesięć minut przed śmiercią ofiary, nastąpiła awaria prądu! Wtedy, ktokolwiek by przyszedł, nie dało się niczego ustalić! Wnoszę o uznanie mojej klientki za niewinną.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział