Rozdział 7

Osoby rozmawiające w salonie usłyszały hałas i wszystkie jednocześnie odwróciły się w stronę wejścia.

Kiedy podniosły wzrok, zobaczyły Matthew w idealnie skrojonym, szytym na miarę garniturze oraz w okularach w złotej oprawce, które dodawały mu opanowania i dystynkcji.

Całe jego usposobienie było dość chłodne. Na pierwszy rzut oka, kiedy się nie odzywał, jego wyrzeźbiona twarz nie zdradzała żadnych emocji, a niebieskie oczy pozostawały nieprzeniknione.

Być może dlatego, że wracał w pośpiechu, na czole Matthew połyskiwały drobne kropelki potu, co przynajmniej sprawiało, że wydawał się odrobinę bardziej ludzki.

W chwili, gdy Isabella zobaczyła Matthew, od razu mogła stwierdzić, że ten brat to pewnie sztywniak, staroświecki pedant trzymający się zasad.

Isabella zareagowała pierwsza. Odwróciła wzrok od Matthew i sama z inicjatywy go przywitała.

Matthew był mile zaskoczony. Na jego przystojnej twarzy pojawił się uśmiech, gdy się przedstawił.

– Jestem Matthew. Jeśli w przyszłości będziesz czegokolwiek potrzebować, możesz przyjść do mnie.

Cóż… ich pierwsze spotkanie wyglądało trochę inaczej, niż sobie wyobrażała.

W tej chwili Olivia wstała i zawołała do nich:

– Czemu wciąż stoicie w drzwiach? Kolacja prawie gotowa. Wejdźcie z Ruby.

Dopiero wtedy Isabella dyskretnie przyjrzała się olśniewającej kobiecie stojącej za Matthew.

Ruby Hill była niezwykle zmysłowa – piękna w sposób wręcz agresywny. Jej lisie oczy były lekko uniesione ku górze, jakby gotowe ukraść komuś duszę.

Stojąc obok siebie, tak naprawdę do siebie nie pasowali.

Matthew wszedł, niosąc prezenty.

– Isabella, spójrz na upominki, które dla ciebie wybrałem. Jest coś, co ci się nie podoba?

Mówiąc to, Matthew położył przed Isabellą stertę prezentów.

Na widok Matthew w takim wydaniu Ruby poczuła niewytłumaczalny niepokój.

Siostra, którą dopiero co sprowadzono z powrotem do rodziny, a w tak krótkim czasie zdążyła już zyskać aż tyle uwagi ze strony Matthew.

Wystarczyło spojrzeć na jakość tych prezentów – ona, jego prawdziwa dziewczyna, nigdy nie była tak traktowana.

Ruby celowo wsunęła dłoń pod ramię Matthew i odezwała się głosem tak słodkim, że aż ociekającym miodem.

– Matthew, tak starannie to wybrałeś. Isabella na pewno będzie zachwycona, prawda?

Jednak gdy to mówiła, w jej oczach przemknęła zazdrość. Dobrze ukryła emocje i nikt niczego nie zauważył.

Nie wiadomo czemu, słysząc to, Isabella poczuła niewytłumaczalny dyskomfort.

Podniosła wzrok i spotkała spojrzenie Ruby, odpowiadając z uśmiechem:

– Oczywiście. Skoro to od mojego brata, na pewno mi się spodoba.

Isabella miała przeczucie, że stosunek Ruby do niej przypominał ocenianie rywalki.

To spojrzenie i ten ton sprawiały, że czuła się nieswojo.

Nie dając Ruby szansy na odpowiedź, Michael wtrącił się w samą porę:

– Dobra, wystarczy. Odłóżcie to i jedzmy.

Choć Ruby miała się na baczności w stosunku do Isabelli, na zewnątrz zachowywała pozory.

– Isabella, skoro wróciłaś dopiero dzisiaj, pokażę ci drogę.

Ton Ruby był łagodny, gdy podeszła do Isabelli i udawała serdeczność.

Jednak to celowe zachowanie tylko potęgowało dyskomfort Isabelli, a ona instynktownie czuła, że tamta ma ukryte intencje.

Isabella odsunęła się mimochodem o pół kroku, zwiększając dystans między nimi.

Kiedy wszyscy usiedli.

Ruby poruszyła pewien temat, zwracając się do Isabelli tonem nieco przepraszającym:

– Isabella, dopiero w ostatniej chwili dowiedziałam się, że dziś wracasz do domu, więc nie zdążyłam przygotować dla ciebie prezentu na powitanie.

Słysząc to, Isabella uśmiechnęła się i odpowiedziała z chłodną swobodą:

– Nie ma potrzeby się fatygować, panno Hill.

Jak można było się spodziewać, gdy Ruby usłyszała tę formę zwrotu, jej uśmiech zastygł, ale kontynuowała:

– To żaden kłopot, Isabella. Jakiś czas temu wydałam sporo pieniędzy na zamówienie biżuterii na miarę u Very. Kiedy ją dostanę, dam ci ją w ramach wyrazu uznania.

– Vera?

Isabella zapytała z wahaniem, marszcząc lekko brwi, nawet o tym nie myśląc.

Widząc jej reakcję, na ustach Ruby pojawił się zadowolony uśmiech, a ona skorzystała z okazji, by wyjaśnić to Isabelli.

– Vera to czołowa projektantka w świecie biżuterii. Zawsze była tajemnicza, a jej wyrobów na zamówienie nie da się kupić tylko dlatego, że ma się pieniądze.

Isabella spokojnie upiła łyk czerwonego wina z kieliszka, po czym odezwała się lekkim tonem.

– Oczywiście, że o tym wiem. Po prostu jestem zaskoczona, że naprawdę zdołałaś namówić ją na projekt na zamówienie, skoro Vera od zawsze ma wysokie wymagania wobec klientów. To nie kwestia samych pieniędzy – ważniejsze jest to, by klient rozumiał biżuterię i szanował projekt.

Zadowolenie w oczach Ruby jeszcze się wzmogło i zaczęła się popisywać bez cienia powściągliwości.

– Sama Vera rzeczywiście jest trudna do zarezerwowania, ale skontaktowałam się już z asystentem, który pracuje pod jej okiem. Wziął ode mnie zaliczkę i Vera wykona dla mnie ten projekt.

Ruby nie widziała w tym, co zrobiła, niczego niewłaściwego.

Słuchając jej słów, oczy Isabelli pociemniały i stały się nieodgadnione.

Nic dziwnego, że była taka pewna siebie – posłużyła się nieczystymi zagrywkami.

Ale ta kobieta była też kompletną idiotką, skoro miała czelność przechwalać się czymś takim na głos.

Zanim Isabella zdążyła odpowiedzieć, Ruby wyciągnęła telefon, żeby pokazać wstępny szkic projektu, i podsunęła go przed jej oczy.

– Isabella, spójrz, to komplet, który każę zrobić. Oddam ci go – będzie do ciebie idealnie pasował.

W chwili gdy zobaczyła szkic, w głowie Isabelli wypłynęły pewne wspomnienia.

Trzy miesiące temu rzeczywiście dostała zlecenie na pełny komplet projektów biżuterii.

Jednak klient z tamtego zamówienia był zbyt trudny, nie okazywał żadnego szacunku jej filozofii projektowania, więc go zablokowała i powiadomiła całe swoje studio, by nigdy więcej nie przyjmowało zleceń od tej osoby.

Odrzucony szkic projektu później wpadł jednak w oko innemu kupującemu, który poprosił tylko o kilka modyfikacji w zestawieniu elementów biżuterii.

Kiedy jej asystentka Lisa skontaktowała się z nią w tej sprawie, też była zaskoczona, ale miała wtedy zbyt dużo na głowie i nie zastanawiała się nad tym głębiej.

Nie spodziewała się, że ten rzekomy „inny kupujący” to była tylko przykrywka.

A teraz najbardziej absurdalne było to, że wpadła na tego trudnego klienta i jadła z nim kolację przy jednym stole – a ta osoba była dziewczyną jej brata.

Isabella tylko rzuciła okiem i nic nie powiedziała.

Potem, pod stołem, wyjęła telefon i szybko postukała w ekran, po czym powoli go odłożyła.

Zaledwie po kilku sekundach telefon Ruby nagle zadzwonił.

Gdy Ruby odebrała, jej wyraz twarzy zmienił się dramatycznie, a przy stole rozległ się jej piskliwy głos.

– Co? Zostałeś zwolniony? To co z moim zamówieniem na biżuterię? Przecież wszystko było już ustalone! Dlaczego Vera odmawia przyjęcia zlecenia? Zapłaciłam zaliczkę – robisz sobie ze mnie żarty?

W złości Ruby kompletnie zapomniała o dbaniu o wizerunek.

Widząc, jak traci panowanie nad sobą, źrenice Matthew lekko się zwęziły, zdradzając nutę dezaprobaty.

Isabella uśmiechnęła się delikatnie, a jej ton wciąż był lekki.

– Wygląda na to, że pani Hill jednak nie dostanie projektu Very. Jaka szkoda.

Dostrzegłszy wyraz twarzy Matthew, Ruby spróbowała się opanować i wymusiła napięty uśmiech.

– To trochę rozczarowujące, ale trudno. Isabella, w takim razie kupię ci coś innego.

Uśmiech Ruby wyglądał gorzej niż płacz, a pod stołem jej dłonie zacisnęły się w pięści.

Nie wierzyła, że to może być aż taki zbieg okoliczności.

Posiłek był dla Ruby męczarnią i pod jakimś pretekstem wyszła wcześniej z posiadłości Fairfaxów.

Tuż po opuszczeniu posiadłości Fairfaxów.

Ruby rozejrzała się, po czym wyjęła telefon i wybrała prywatny numer.

Gdy tylko połączenie zostało nawiązane, zanim druga osoba zdążyła się odezwać, Ruby celowo ściszyła głos i syknęła przez zaciśnięte zęby:

– Siostra Matthew to nie jest byle kto. Lepiej uważaj.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział