Finem. Finem. Finka

„Króliczku,” mówię cicho, pokonując odległość kilkoma długimi krokami i przyciągając ją prosto do swojej piersi.

Topnieje we mnie. Po prostu wtapia się w moje ciało, jakby tam należała. Bez wahania.

Całuję ją w czoło, pochylając się lekko, bo zawsze jest mniejsza bez obcasów.

„To nie twoja wina,”...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie