Rozdział 1

Elsa

Czułam jego wzrok na sobie z drugiej strony stołu. Mimo że wokół mnie siedziało tuzin członków stada Czarny Obsydian, przy długim mahoniowym stole w posiadłości rodziny Stone, byłam świadoma tylko jego.

Drake Stone. Mój Alfa. Mój pracodawca. Mój dręczyciel.

Cholera jasna, dlaczego on nadal tak na mnie działa? Jako jedna z nielicznych Omeg w stadzie Czarny Obsydian, przyzwyczaiłam się do bycia obserwowaną. Rodzina Stone kontrolowała rdzeń stada od pokoleń, a także ich posiadłość.

Jego noga wyciągnęła się pod stołem, celowo zahaczając o moją kostkę. Jestem jego asystentką na wysokim stanowisku i kochanką. Trzymaj się, Elsa.

"Muszę się odświeżyć," wymamrotałam, wstając z miejsca. Kilku członków stada spojrzało na mnie, ale tylko na chwilę. Ruchy Omegi nie były warte śledzenia.

Wymknęłam się z jadalni, wypuszczając oddech dopiero, gdy dotarłam do korytarza na drugim piętrze. Moja macica skurczyła się boleśnie - coś było nie tak. Inaczej niż zwykłe comiesięczne skurcze. Czułam się źle od tygodni. Cholera, to boli bardziej niż zwykle. Coś jest zdecydowanie nie tak.

"Uciekasz, Elso?"

Zamarłam. Drake stał na końcu korytarza, jego wysoka sylwetka blokowała światło. Podążył za mną. Moje serce waliło w piersi, jakby chciało uciec - dokładnie tak, jak ja.

"Potrzebowałam chwili," powiedziałam, cofając się instynktownie. Moje ciało już mnie zdradzało, przygotowując się na jego obecność - wilgoć między udami, przyspieszone tętno. Zdradliwe ciało. Zdradliwa biologia.

Jego nozdrza rozchyliły się. "Twój zapach się zmienił. Coś jest inaczej."

Zanim zdążyłam zaprotestować, był już obok mnie, jedną ręką chwytając moją nadgarstek, drugą otwierając drzwi. Jego prywatne pokoje. Wepchnął mnie do środka i zamknął drzwi za nami. Nie, nie, nie. Nie tutaj, gdy cała jego rodzina jest na dole.

"Drake, to rodzinne spotkanie, nie możemy—"

"Nie mogę?" Jego oczy błysnęły złotem, wilcze oczy zastąpiły ludzkie. "Po dziesięciu latach nadal kwestionujesz, co mogę, a czego nie mogę z tobą robić?"

Przycisnął mnie do drzwi, jego usta przy mojej szyi. Nikt nie wiedział - oficjalnie byłam tylko jego asystentką, podczas gdy Vera Horton była jego prawdziwą partnerką. Nie taka jednorazowa Omega jak ja.

"Doprowadzasz mnie do szaleństwa," warknął, rozdzierając moją bluzkę. Czułam, jak guziki pękają i rozsypują się po podłodze.

Próbowałam go odepchnąć, ręce płasko na jego piersi. "Proszę, nie tutaj. Twoja rodzina—" Usłyszą nas.

Jego odpowiedzią był głęboki warkot, gdy odwrócił mnie, podciągając moją spódnicę wokół talii. "Wiedzą, że lepiej nie przerywać mi."

Jego zęby musnęły mały czarny znamię na karku. Boże, nienawidzę, jak bardzo się podniecam, jak moje ciało się poddaje, podczas gdy mój umysł krzyczy w proteście.

Nagle, ostry ból przeszył mój brzuch. Nie zwykły ból pożądania, ale coś nie tak - głęboko nie tak. Jakby coś we mnie się rozrywało.

"Drake, przestań!" wysapałam. "Coś jest nie tak. To boli!"

Nie przestał. Ból się nasilił, a w desperacji ugryzłam jego przedramię, wystarczająco mocno, by wywołać krwawienie.

Odsunął się, warcząc. "Co do cholery, Elso?"

Upadłam na podłogę, kuląc się wokół brzucha. "To boli," jęknęłam. Ból był inny niż cokolwiek, co wcześniej czułam, przechodząc przez miednicę falami.

Oczy Drake'a zwęziły się, gdy zauważył krew spływającą po moich udach. Powąchał, a potem się odsunął, poprawiając ubranie. Jego wyraz twarzy zmienił się z pożądania na chłodną obojętność w sekundach.

"Twój cykl jest wcześniej," powiedział obojętnie. "Użyj tylnego schodka. Nie pozwól, żeby to wpłynęło na spotkanie stada." Ani śladu troski. Mogłabym umierać, a on nadal priorytetowałby swoje pieprzone stado.

Ledwo dotarłam do szpitala. Słowa lekarza z izby przyjęć dudniły mi w głowie: "Byłaś w ciąży. Wczesne poronienie. Wiedziałaś?"

Nie wiedziałam. Sześć tygodni. Dziecko Drake'a. Stracone. Dziecko. Nosiłam dziecko. I teraz go nie ma, zanim nawet wiedziałam, że istnieje.

"Czy twój partner przyjdzie?" zapytała pielęgniarka.

"Nie mam partnera," wyszeptałam. Tylko kontrakt. Tylko interesy. Tylko dekada mojego życia podpisana na rzecz mężczyzny, który widzi we mnie wygodną dziurę do pieprzenia.

Następnego dnia, po raz pierwszy od dziesięciu lat, nie pojawiłam się w Stone Industries. Spędziłam dzień w szpitalnym łóżku, wpatrując się w sufit, zastanawiając się, jak tu trafiłam—Omega uwięziona w dziesięcioletnim kontrakcie z Alfą, który widzi we mnie tylko własność. Jak mogłam do tego dopuścić?

Myśli wróciły do tej nocy sprzed dziesięciu lat. Klub Eclipse—ekskluzywne miejsce, gdzie potężne wilkołaki załatwiały interesy z dala od ciekawskich oczu. Byłam zdesperowana, koszty leczenia zatrucia srebrem mojej matki rosły z dnia na dzień. Żadne ubezpieczenie nie obejmowałoby Omegi z jej stanem.

Pamiętam ciężar tacy w moich rękach, gdy podawałam drinki, jak oczy Drake'a zatrzymały się na mnie z drugiego końca sali. Przywołał mnie do swojego stolika, te złote oczy oceniały mnie jak towar.

"Nieparowana Omega," powiedział, nozdrza mu się rozszerzyły. "Pracująca tutaj, z wszystkich miejsc."

"Potrzebuję pieniędzy," odpowiedziałam, śmielej niż Omega powinna zwracać się do Alfy.

Tej nocy, po mojej zmianie, czekał w swoim czarnym Bentleyu. "Mam dla ciebie propozycję."

Warunki były jasne: dziesięcioletni kontrakt. Publicznie miałam być jego asystentką, prywatnie jego tymczasową partnerką. Wynagrodzenie pokryłoby więcej niż koszty leczenia mojej matki. W zamian należałam do niego—wyłącznie.

"Podpisz tutaj," powiedział, przesuwając podwójne kontrakty na stole w swoim domu. "Kontrakt o pracę dla pozorów. Kontrakt partnerski dla rzeczywistości."

Podpisałam oba, długopis ciężki w mojej ręce. Jego uśmiech, gdy zabierał kontrakty, przeszył mnie dreszczem—satysfakcja, nie życzliwość. Oznaczył mnie tej samej nocy, pieczętując naszą umowę w najbardziej pierwotny sposób.

"Teraz jesteś moja," wyszeptał. "Na dziesięć lat."

Wróciłam do teraźniejszości, mój telefon zabrzęczał o 23:00. Głos Drake'a przeciął ciszę bez powitania: "Bartlett Plaza. Dwadzieścia minut. Nie każ mi powtarzać."

"Jestem w szpitalu." Ty bezduszny draniu. Właśnie straciłam twoje dziecko.

"Nie obchodzi mnie, czy jesteś w piekle. Dwadzieścia minut."

Połknęłam leki przeciwbólowe, spryskałam się neutralizatorem zapachu, aby ukryć szpitalny zapach, i wezwałam taksówkę. W samochodzie nałożyłam makijaż, aby ukryć bladość, i przebrałam się w zapasowy strój, który zawsze trzymałam w torbie awaryjnej. Pieprz się, Drake.

Prywatna sala restauracji Summit pachniała drogim whisky i męskimi wilkołakami, kiedy przyjechałam. Trzech dyrektorów Moon Shadow spojrzało na mnie, ich oczy bezwstydnie śledziły moje ciało. Świetnie. Kolejni wilkołacy traktujący mnie jak mięso.

"Nareszcie przybyła ładna asystentka," powiedział jeden, przyciągając mnie do siebie, jego ramię oplotło moją talię. Jego palce wbijały się w moje biodro, posiadawcze i bezczelne.

Szukając Drake'a, znalazłam go na czele stołu z Verą - nową asystentką stażystką, przyciśniętą do jego boku. Miała na sobie obcisłą czarną sukienkę, jej ręka posiadawczo na jego udzie. Spotkał moje oczy bez emocji. Ani śladu troski po tym, co się dziś stało. Ani jednego pieprzonego smsa z pytaniem, czy wszystko w porządku.

"Panowie, to tylko moja asystentka," przedstawił mnie Drake. "Opieka nad klientami to jej obowiązek." Tylko jego asystentka. Tylko usługodawca.

Przetrwałam trzy godziny bycia obmacywaną, obserwując, jak Drake chroni Verę przed podobnym traktowaniem. Kiedy wyszli wcześniej—"Vera potrzebuje odpoczynku"—zostałam, aby sfinalizować kontrakty, zgodnie z poleceniem. Oczywiście, że cenna Vera potrzebuje ochrony, podczas gdy mnie rzucają na pożarcie wilkom.

O 3:00 nad ranem upadłam na tylne siedzenie prywatnego samochodu Drake'a, moje ciało rozpalone od ustępującego działania leków przeciwbólowych. Myślałam, że pojechał do domu z Verą, ale wślizgnął się obok mnie, pachnąc drogą wodą kolońską i perfumami Very.

"Byłaś dziś przydatna," powiedział, zakuwając moje nadgarstki w kajdanki, zanim zdążyłam zaprotestować. "Ale musisz pamiętać o swoim miejscu."

Rozpiął spodnie, odsłaniając już twardą długość, i brutalnie pchnął moją głowę w dół. "Użyj ust. Teraz," rozkazał.

Następny Rozdział