Rozdział 3

Elsa

Posiadłość rodziny Valtorów rywalizuje z rezydencją Stone'ów pod względem przepychu, choć brakuje jej agresywnej architektury. Obchody 70. urodzin starego pana Valtora są pełne elit z watahy, a jego niezadowolenie z nieobecności Drake'a jest widoczne w zmarszczonym czole.

"Drake nie mógł przyjść?" pyta po moim trzecim toaście za jego zdrowie. Moja wątroba padnie, zanim ta noc się skończy.

"Pilna sprawa biznesowa," kłamię gładko, utrzymując profesjonalny uśmiech. Tak, pilna sprawa polegająca na tym, żeby zaspokoić swoje nowe zabawki. "Przesyła najgłębsze wyrazy żalu i ten prezent." Wręczam antyczny zegarek, który wybrałam sama.

Pan Valtor mruczy, nieco uspokojony. "Przynajmniej przysłał swoją kompetentną asystentkę."

Przynajmniej ktoś rozpoznaje kompetencje, kiedy je widzi. Jego syn, Mike Valtor, pojawia się przy moim łokciu. "Ojcze, pozwól, że pokażę pani Hale nowe wschodnie skrzydło. Jestem pewien, że doceni architekturę."

Stary macha ręką, a ja podążam za Mikiem, wiedząc, że to moja szansa na rozwiązanie problemu z raportem. Skup się, Elsa. Wykonaj zadanie i wyjdź. Mike prowadzi mnie korytarzem do prywatnego gabinetu, zamykając za nami drzwi.

"Teraz," mówi, jego głos obniża się o oktawę, "porozmawiajmy o tym, jak nadrobisz ten katastrofalny raport."

Zanim zdążę odpowiedzieć, jego ręka jest na mojej talii, zjeżdżając niżej. "Jesteś taka seksowna, bez towarzystwa? Drake chyba cię nie ceni."

Cholera. Kolejny uprzywilejowany mężczyzna, który uważa, że Omega to tylko chodząca zabawka seksualna. Moja skóra cierpnie tam, gdzie mnie dotyka, zupełnie inaczej niż przy elektrycznym dotyku Drake'a. Odsuwam się, utrzymując profesjonalny uśmiech. "Panie Valtor, przyniosłam poprawione projekcje. Może moglibyśmy je przejrzeć?"

Śmieje się, zbliżając się. "Wolałbym przejrzeć, co masz pod tą obcisłą spódnicą."

Drzwi otwierają się gwałtownie, a w nich stoi Drake, z Verą trzymającą się jego ramienia jak dekoracyjny dodatek.

Ma na sobie tę samą szmaragdową sukienkę, którą Drake dał mi na urodziny w zeszłym roku – tę, której nigdy nie miałam okazji założyć. Ty mała złodziejko. Mój wilk warczy cicho, terytorialna wściekłość rozgrzewa moje żyły.

"Przeszkadzam w czymś?" Głos Drake'a jest zwodniczo spokojny, ale dostrzegam drapieżny błysk w jego oczach.

Mike cofa się, wygładzając garnitur. "Tylko omawialiśmy sprawy biznesowe."

Zachowuję spokój. Dwoje może grać w tę grę. "Poprosiłam kelnera, żeby zapukał za pięć minut," wyjaśniam Drake'owi. "Z tobą tutaj, wiedziałam, że nie spróbuje niczego... poważnego."

Szczęka Drake'a się zaciska. Bez słowa chwyta mnie za ramię i ciągnie do przylegającej szatni, zamykając za nami drzwi.

"Grasz w gry, Elso?" Jego głos jest niebezpiecznie niski.

Cholera z tobą i twoimi podwójnymi standardami. "Rozwiązuję problemy," odpowiadam. "Ktoś musiał uratować umowę z Valtorami po błędzie Very."

Jego ręka wystrzeliwuje, chwytając mnie za gardło – nie na tyle mocno, by dusić, ale wystarczająco, by podkreślić dominację. "Myślisz, że jesteś sprytna."

"Myślę, że jestem dobra w swojej pracy." Mimo wszystko, ciepło zbiera się między moimi nogami. Mój zapach zmienia się natychmiast, sygnalizując moje podniecenie jego czułemu nosowi. Nienawidzę, że moje ciało wciąż go pragnie, nawet gdy mój umysł chce wydrapać mu oczy.

Drake pochyla się, jego zapach mnie przytłacza. Sosna, dym i władza – mój wilk przewraca się na plecy. "Jesteś moja, bym mógł robić z tobą, co zechcę. Pamiętaj o tym."

Jego usta zderzają się z moimi, brutalne i zaborcze. Powinnam walczyć, powinnam go odepchnąć – ale cholera, sposób, w jaki smakuje, sprawia, że zapominam o wszystkim – moje ręce oplatają jego szyję, przyciągając go bliżej. Jego ręce rozrywają moje ubranie, a ja rozrywam guziki jego koszuli, nasza wzajemna żądza przejmuje kontrolę nad rozsądkiem.

Podnosi mnie do ściany, jego twardość naciska na moje centrum przez nasze ubrania. Jego oczy całkowicie przeszły w wilka, złote tęczówki pochłaniają ludzką brąz. "Powiedz, że tego chcesz," warczy.

"Spieprzaj," sapnęłam, nawet gdy moje ciało wyginało się ku niemu. Nienawidzę cię. Pragnę cię. Nienawidzę, że cię pragnę.

Hałas z zewnątrz przerywa nam—podniesione głosy i dźwięk tłuczonego szkła. Drake zamiera, potem klnie pod nosem. Stawia mnie na ziemi i poprawia swoje ubranie.

"Zostań tutaj, dopóki nie będziesz prezentować się odpowiednio," rozkazuje, po czym wymyka się za drzwi.

Drań. Zawsze zostawia mnie w zawieszeniu. Drżącymi rękami poprawiam swoje ubranie, moje ciało wciąż płonie od jego dotyku. Biorę głębokie oddechy, zmuszając swoje wilcze cechy do zniknięcia, starając się, by mój zapach wrócił do normy, zanim wrócę na przyjęcie.

Kiedy wracam do głównej sali, zastaję Verę stojącą przerażoną obok kipiącego złością Mike'a, którego drogi garnitur jest teraz poplamiony czerwonym winem. Ręce Very drżą, gdy próbuje wytrzeć plamę serwetką.

"Tak mi przykro," szepcze. "Jestem uczulona na alkohol, a kiedy nalegałeś, żebym wypiła—"

"Wystarczy," przerywa Drake, kładąc ochronnie ramię wokół Very. "To był wypadek."

Stary pan Valtor unosi brew. "Twoja pracownica powinna wiedzieć lepiej."

"To nie tylko pracownica," mówi zimno Drake. "To moja partnerka. Naturalnie, pokryję wszelkie szkody."

Moja partnerka. Te słowa uderzają mnie jak fizyczny cios. Moja wilczyca wyje z bólu wewnątrz mnie, ból jest tak ostry, że prawie się przewracam. Dziesięć pieprzonych lat grzałam twoje łóżko, znosiłam twój kutas, traciłam twoje dziecko, a ona jest 'twoją partnerką'? Coś pęka we mnie, szczelina rozdziera moją starannie skonstruowaną fasadę. Czuję smak krwi, gdy moje wydłużające się kły przebijają dolną wargę.

Drake odwraca się do mnie. "Elsa zostanie, żeby naprawić sytuację. Muszę zabrać Verę do domu—jest wyraźnie zdenerwowana."

Oczywiście. Ona rozlewa wino i dostaje eskortę do domu. Ja tracę dziecko i dostaję rozkaz powrotu do pracy. I tak oto, zostaję, by posprzątać kolejny bałagan, podczas gdy on gra ochronnego Alfę dla Very.


Jest prawie 3 nad ranem, kiedy w końcu wracam do domu, wykończona po wygładzaniu zagnieceń i finalizowaniu poprawionej umowy. Zamieram, gdy widzę Drake'a siedzącego na mojej kanapie, przeglądającego telefon, jakby tu należał.

"Jak się dostałeś?" pytam, rzucając klucze na stół.

"Jestem właścicielem budynku," przypomina mi. Detal, który staram się zapomnieć—że nawet mój dom nie jest naprawdę mój. Nic w moim życiu nie jest naprawdę moje, prawda? Ani praca, ani dom, ani nawet moje własne pieprzone ciało.

Gdy wstaje, wyczuwam zapach truskawkowych perfum Very przylegających do jego skóry. Zmieszany z innym zapachem, który znam aż za dobrze—seks. Moje nozdrza rozszerzają się, zapach wywołuje pierwotną reakcję—zazdrość rozrywa mnie od środka, moja wilczyca krąży i warczy.

"Pieprzyłeś ją," mówię płasko. To nie pytanie.

Drake nie zaprzecza. "Rozważam oficjalny związek z nią."

"Oficjalny?" Słowo smakuje jak kwas na moim języku. Niski warkot wydobywa się, zanim zdążę go powstrzymać.

"Tak," mówi, poprawiając spinki do mankietów. "Chcę spróbować prawdziwego związku. Jest... słodka. Posłuszna."

W przeciwieństwie do mnie, zostaje niewypowiedziane. Posłuszna. To właśnie chcesz? Bezmyślną lalkę, która na wszystko mówi tak?

"Zostajesz na noc?" pytam, wiedząc już odpowiedź.

Drake kieruje się do drzwi. "Nie. Mam wczesne spotkanie."

Z Verą, pewnie. W jej łóżku.

Gdy wychodzi, osuwam się na podłogę, opierając plecy o drzwi. Moja wilczyca zwija się w środku, zraniona i skomląca. Przez dziesięć lat byłam jego tajemnicą, jego własnością, jego zabawką. Teraz jestem zastępowana.

Dotykam swojego płaskiego brzucha, myśląc o dziecku, które mogło być. Dziecku, które mogło zmienić wszystko. Samotna łza spływa po moim policzku, a ja nawet nie próbuję jej otrzeć. Czy kochałbyś mnie, gdybyś wiedział? Czy to miałoby w ogóle jakieś znaczenie?

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział