Rozdział 110

ZURI

Pierwsze, co usłyszałam, to muzyka. Daleka. Przytłumiona przez kamień i ściany, ale była.

Śmiech. Okrzyki. I pod tym wszystkim…

Fajerwerki.

Moje powieki zadrżały, gdy otworzyłam oczy. Wszystko było… nie tak.

Nie było twardej ziemi. Nie brakowało tlenu. Nie było Adriana ani Cassiana.

Usiadłam...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie