
Przebrana Partnerka Potrójnego Alfy
Quay · W trakcie · 154.3k słów
Wstęp
— To katastrofa — wyszeptałam. — To nie może być możliwe.
— Wciąż to powtarzasz — odparła z zadowoleniem. — A Księżyc wciąż udowadnia, że się mylisz.
— To nie jest śmieszne, Fallon. Nie możemy mieć trzech partnerów.
— Zaprzeczaj dalej, a możemy dostać kolejnych — powiedziała podekscytowana Fallon. — Możemy mieć cały harem facetów. Tylko dla nas! A kiedy się złączymy…
Zablokowałam w myślach to, co zamierzała powiedzieć. To było za dużo. Ja? Miałabym złączyć się z trzema mężczyznami?
Trzech partnerów. Trzech samców Alfa. Braci. A ja byłam wilczycą w przebraniu. Każdy instynkt krzyczał we mnie, żebym uciekała. Ale mój wilk, Fallon? Ona już owijała się wokół tej więzi, jakby była przeznaczeniem.
Osiemnastoletnia Zuri, córka Alfy z watahy Moonshine Pack, odkrywa, że została obiecana w małżeństwo brutalnemu Alfie Torinowi — mężczyźnie słynącemu z okrucieństwa i rozlewu krwi. Po tym, jak na własnym przyjęciu urodzinowym widzi, jak Torin morduje ciężarną kobietę, i tej samej nocy o włos uchodzi przed jego napaścią, Zuri podejmuje desperacką decyzję. Zawiera z ojcem śmiały, roczny układ: w zamian za wolność będzie szkolić się na wojowniczkę w Werewolf Academy, przebrana za mężczyznę — Alfę Ziona. Dzieląc teraz akademicki pokój z trzema potężnymi braćmi trojaczkami — ponurym Alfą Adrianem, czarującym Cassianem i zaciekłym Tristanem — Zuri musi opanować walkę, stłumić instynkty i za wszelką cenę strzec swojej tajemnicy. Jednak bliskość rozpala zakazane, kuszące więzi, a im głębiej się zacieśniają, tym trudniej ukryć to, kim naprawdę jest. Gdy pościg Torina zaciska pętlę, a jej serce staje na szali, Zuri musi zdecydować: czy wolność jest warta ryzyka utraty wszystkiego, także miłości? I czy jej sekrety rozpadną się na strzępy, zanim zrobi to jej przeznaczenie?
Rozdział 1
ZURI
Dziś kończę osiemnaście lat i zamiast zapychać się ciastami i słodyczami, postanowiłam zamienić to na podbite oko i rozciętą wargę. Idealnie.
— Jeszcze raz! — warknęłam, krążąc wokół przeciwnika, krępego wojownika dwa razy większego ode mnie i o połowę mniej inteligentnego.
Kevi uśmiechnął się przez zakrwawione zęby.
— Na pewno, solenizantko?
Dźgnęłam go pięścią w żebra.
— Przestań tak do mnie mówić i walcz.
Wolałam być tutaj, wśród potu i siniaków, gdzie nie musiałam się uśmiechać ani dygać, ani myśleć o przyszłości przekazywanej mi jak zatruty napój w srebrnym kielichu. Zrobiłam unik, podcięłam Keviemu nogi i posłałam go plackiem na plecy z satysfakcjonującym łupnięciem. Błyskawicznie go dosiadłam.
— Trup — oznajmiłam, kładąc dłoń na jego piersi i wysuwając pazury przy jego szyi.
Mały tłumek parsknął śmiechem. Wyciągnęłam rękę, żeby pomóc mu wstać, ale chwilę zrujnował przenikliwy, lodowaty głos, który mroził krew szybciej niż jakiekolwiek ugryzienie wyrzutka.
— Zuri Yiva Elowen!
Moja matka stała na skraju kręgu, wyglądając tak, jakby właśnie przyłapała kogoś na profanowaniu ołtarza. Ubrana w jedwabie i klejnoty, Luna Eloise trzymała się jak uosobienie królewskości i dezaprobaty w równych proporcjach.
— Co to ma znaczyć? — syknęła. — Bójka? W dniu ceremonii twoich zaręczyn?
To słowo uderzyło mnie mocniej niż jakikolwiek cios. Zaręczyny. Pozłacana klatka przebrana za przeznaczenie. Wolałabym wypić truciznę, niż je wypowiedzieć.
Fallon, moja wilczyca, poruszyła się we mnie, a jej głos zabrzmiał w mojej głowie jak niski pomruk. „To może nie być przekleństwo, za jakie to bierzesz. Partner mógłby odblokować to, czego potrzebujemy. Moc. Jedność. Prawdziwą szansę, żeby bronić stada.”
„Bronić ich przed nim?” — zapytałam. „Przed samym potworem, któremu nas oddają?”
Nie odpowiedziała. Może nie chciała. Nigdy nie spotkałam Alfy Torina, ale opowieści o nim były zbyt okropne, żeby dało się je wymyślić. Nie okazywał litości w żadnym aspekcie życia. Podobno kiedyś ściął służącego za to, że rozlał wino na jego stole. Nic dziwnego, że miał trzydzieści pięć lat i nie miał partnerki. Gdybym to ja była jego partnerką, uciekałabym jak diabli. Wolałabym zostać wyrzutkiem, niż utknąć z tyranem. Niestety, nie był to wybór, którego mogłam dokonać, ale to nie znaczyło, że nie mogę pokazać, jak bardzo mnie to uszczęśliwia.
— Technicznie rzecz biorąc, to wciąż moje urodziny, więc mogę walczyć, jeśli mam ochotę.
Moja matka zignorowała żart.
— A jeśli Alfa Torin przyjechałby wcześniej? Co by pomyślał, widząc swoją narzeczoną tarzającą się w błocie jak pospolity kundel?
— Mam nadzieję — odparłam sucho — że to, iż nie jest kimś, kogo da się popychać.
Szczęka Luny Eloise stężała.
— Siła kobiety jest w jej wdzięku, nie w pięściach.
— To proszę powiedzieć moim przeciwnikom.
Matka chwyciła mnie za ramię.
— Dość tego dowcipkowania. Chodź. Mamy ledwie godzinę, żeby doprowadzić cię do porządnego wyglądu. — Spróbowałam się wyrwać, ale uścisk matki był zwodniczo mocny. — Nie sprzeczaj mi się. Zrobisz to. Włożysz suknię. Uśmiechniesz się. I zapamiętasz, że decyzja twojego ojca jest ostateczna. Potrzebujemy tego sojuszu.
Mój głos stwardniał.
— Nie, on potrzebuje tego sojuszu. A ja akurat jestem ofiarą.
Palce matki zacisnęły się jeszcze mocniej.
— Dość. Nie będziemy dziś znosić jednego z twoich napadów. Obowiązkiem kobiety jest służyć swojemu stadu, a nie rzucać wyzwanie swojej Alfie.
Szarpnęłam rękę i uwolniłam się.
— Może gdyby więcej kobiet rzucało wyzwanie swoim Alfom, nie paradowalibyśmy z dziewczynami przed krwiożerczymi tyranami, jakby to był sezon godowy na targu mięsnym.
Zapadła cisza — gęsta, napięta i cudowna. Nawet wiatr zdawał się zatrzymać z niedowierzania.
Matka potarła skronie, mamrocząc pod nosem.
— Mówiłam twojemu ojcu, żeby nie pozwalał ci czytać tylu książek i patrzeć, jak trenują wojownicy. — Odwróciła się do mnie. — O twoim nastawieniu porozmawiamy później. Teraz idziesz się wykąpać, włożyć to, co przygotowałam, i zachowywać się jak należy.
Parsknęłam.
— Jeśli ta suknia jest różowa i cała w kokardach, spalę ją.
Matka odwróciła się na pięcie.
— Zrobisz to, czego się od ciebie oczekuje.
I tak oto moje poranne sparingi i poczucie kontroli zostały mi wyrwane, zastąpione koronką i oczekiwaniami. Kąpali mnie, jakby szykowali mnie do pochówku. W pewnym sensie czułam, że to bardziej pogrzeb. Śmierć wolnomyślącej Zuri dzierżącej broń i narodziny uległej maszyny do rodzenia.
Na życzenie matki służba szorowała mnie i krzątała się wokół, zbyt mocno ściągając mi włosy, mrucząc coś o siniakach, które długo schodzą. Jakby siniaki były czymś, czego należy się wstydzić. Na każdy z nich zasłużyłam. Stanęłam przed lustrem, ledwie się rozpoznając.
Moja skóra, głęboko i bogato brązowa, lśniła pod warstwami olejków i połysku, na które matka nalegała, twierdząc, że dzięki nim wyglądam bardziej „kobieco” i „stosownie”. Moje afro poskręcano w misterną koronę loków, ozdobioną cienkimi srebrnymi obręczami – elegancką, królewską i duszącą. Suknia migotała jak mokry onyks, spływając po krągłościach moich masywnych ud i rozszerzając się subtelnie u dołu. Była piękna. I nie była mną.
– Olśniewająco – powiedziała matka, promieniejąc, jakby coś wygrała. – Alpha Torin nie będzie wiedział, co go trafiło.
– Oby miecz – mruknęłam.
Matka mnie zignorowała i poprawiła złoty łańcuszek spoczywający tuż nad obojczykiem, z wisiorkiem w kształcie herbu naszego stada. Symbol lojalności. Dziedzictwa. Smyczy.
– Wiem, że tego nie lubisz – powiedziała matka, a jej głos po raz pierwszy tego dnia zabrzmiał miękko. – Ale wyglądasz, jak trzeba. To się liczy.
Spojrzała na mnie przez lustro. Wahanie nie tylko w jej oczach, lecz także w dłoniach, które zdawały się drżeć. – Pamiętaj tylko, że to dobre dla stada.
Z dziedzińca dobiegł dźwięk dzwonu – długi, niski, ceremonialny.
– Już jest – szepnęła matka, a jej dłoń zatrzymała się na moim ramieniu jak wypalane piętno.
Odwróciłam się od lustra.
Niech przedstawienie się zacznie. Zebrany tłum ucichł, gdy wjechał tabor Alphy Torina – czarne karoce ciągnięte przez monstrualne, białowłose bestie ze zbyt dużą liczbą zębów i zbyt małą liczbą smyczy. Jego strażnicy zeskoczyli pierwsi, z brzękiem pancerzy, z lodowatym spojrzeniem. A potem wyszedł Torin. Był…
– Przepiękny – powiedziałyśmy z Fallon jednocześnie. Szybko rozmasowałam pieczenie na policzkach, zanim zdradziłam się do reszty.
Był wysoki, przystojny w stylu „na pewno zabił kogoś za kichnięcie”. Miał długie, srebrne włosy, jakby jego krew urodziła się już martwa. Nosił czarną skórę i wilczą skórę, do której wciąż były przytwierdzone oczy. Subtelnie. Uśmiechnął się, a tłum wypuścił powietrze z ulgą. Nikt nie zginął. Jeszcze.
Nie mogłam nie podziwiać, jak się nosił, gdy podchodził. Ta moc, ta aura. Zachwycałabym się na głos, gdyby to leżało w moim charakterze.
– Jest silny – mruknęła Fallon. – Mógłby nas wzmocnić.
– Mógłby nas zabić – odcięłam się. – Myślisz, że złączenie się z psychopatą to jakaś forma wniebowstąpienia?
– Myślę, że to przetrwanie – powiedziała. – Może być kluczem do odblokowania tego, czym jesteśmy. Tego, kim mamy być.
– Przykuci do niego łańcuchem?
– To nie łańcuch – odparła cicho Fallon. – To więź. I już się zaczyna.
Ścisnęło mi się w żołądku. Nie ze strachu, nie z nienawiści – tylko z czegoś gorszego. Z czegoś prawie jak nadzieja.
– Chcesz go – zrozumiałam. – Naprawdę tego chcesz.
– Chcę siły – warknęła. – Chcę chronić to, co ważne. Ty chcesz spalić wszystko do gołej ziemi, ale popiół nie ocali naszych ludzi.
– Klęczenie też nie.
Fallon ucichła, ale czułam, że się we mnie wpatruje. Że czeka. Mój ojciec przywitał go pospiesznie, a sposób, w jaki Torin omiótł go wzrokiem, przypominał drapieżnika patrzącego z góry na swoją ofiarę. Potem spojrzał na mnie.
Jego twarz rozjaśniła się. Nie życzliwością – w tym spojrzeniu, które po mnie sunęło, było coś bardziej… zaborczego. Jakbym już do niego należała.
– Lady Zuri – zawołał tym niskim, teatralnym głosem, który doprowadza bardów do omdleń, a wrogom każe z ulgą opróżniać jelita. – Jesteś bardziej promienna, niż sobie wyobrażałem.
– Nie przyzwyczajaj się – odparłam, próbując rozładować atmosferę. – Doprowadzam się do porządku raz w roku.
– Zuri – ostrzegli jednocześnie ojciec i matka.
Torin zachichotał. – I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. – Pochylił się, by ucałować moją dłoń. Czy on użył języka?
Wpatrywałam się w niego, niepewna, czy powinnam dygnąć, ukłonić się, czy po prostu zacząć krzyczeć. Wybrałam sztywny skin głową.
– Przychodzę z darami – powiedział, robiąc krok w bok z efektownym gestem.
Wtedy ich zobaczyłam. Troje wyrzutków – obdartych, związanych i zakrwawionych – przyciągniętych do przodu przez ludzi Torina. Jeden utykał. Drugi miał świeżą ranę przez twarz. Trzecia… kobieta, wyglądała na ledwie przytomną… i była w zaawansowanej ciąży.
Zabrakło mi tchu. Krew zamieniła mi się w lód.
Torin wskazał ich z uśmiechem, jakby prezentował rzadkie wina albo nową sforę psów myśliwskich.
– Złapano ich na wtargnięciu w drodze tutaj. Pomyślałem, że wypada dać ci coś znaczącego.
Dobył miecza.
Odezwałam się, zanim zdołałam się powstrzymać.
– Dajesz mi w prezencie egzekucje?! – wyrzuciłam z siebie.
Ostatnie Rozdziały
#116 Rozdział 116
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#115 Rozdział 115
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#114 Rozdział 114
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#113 Rozdział 113
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#112 Rozdział 112
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#111 Rozdział 111
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#110 Rozdział 110
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#109 Rozdział 109
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#108 Rozdział 108
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026#107 Rozdział 107
Ostatnia Aktualizacja: 6/25/2026
Może Ci się spodobać 😍
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Zabójcza narzeczona króla mafii
– Muszę cię posmakować – warknął, wsuwając palce pod koronkę, głaszcząc mnie, aż zaczęłam się trząść.
Zapiszczałam cicho, bardziej prosząc niż mówiąc:
– Dręcz mnie… spraw, żebym ciekła dla ciebie.
Klęknął, jego język szarpał mnie łapczywie, bez wstydu, aż słonko-słodki smak zalał mi zmysły i odciął resztki rozsądku.
– Błagaj głośniej – zażądał. Podniósł się i wszedł we mnie głęboko, od razu, bez ostrzeżenia. Nasze śliskie ciała uderzały o siebie raz za razem, aż wybuch rozkoszy wyrwał z mojego gardła dzikie krzyki.
💗💗💗💗💗💗
Scarlett Romano była kiedyś zabójczynią numer dwa na świecie, zanim rzuciła to wszystko, żeby spróbować normalnego życia. Wróciła do swojej mafijnej rodziny – tylko po to, by zostać tam zrobioną na szaro: poniżana, wyszydzana, traktowana jak obca, podczas gdy jej adoptowana siostra Zelda błyszczy jak złote dziecko rodu.
Potem Scarlett odkrywa, że jest w ciąży z Damonem Wolfe’em. Jej rodzina stawia sprawę jasno: albo usunie ciążę, albo znika. Zamiast się ugiąć, Scarlett wysuwa śmiały pomysł – proponuje Damonowi małżeństwo kontraktowe. Jemu, bezlitosnemu królowi mafii, który w sekrecie jest Roninem, zabójcą numer jeden na świecie.
On się zgadza.
Teraz dwoje najgroźniejszych morderców na świecie kłóci się o zmywanie naczyń, przypadkiem zakochuje się w sobie – i po kolei serwuje jej rodzinie zasłużoną karmę, każdą satysfakcjonującą akcją rozliczając dawne krzywdy.
Rozpieszczona przez Tajemniczego Magnata
Ciągłe aktualizacje, z trzema nowymi rozdziałami dziennie.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
Dziewczyna, którą miliarder stracił
Osiem lat temu Liam Alcaraz złamał serce Mii Villaruiz i odszedł bez oglądania się za siebie, zostawiając ją z niczym poza pytaniami bez odpowiedzi i cieniem miłości, w którą kiedyś wierzyła, że przetrwa wiecznie.
Teraz jest jednym z najmłodszych i najpotężniejszych prezesów w kraju.
A Mia nie jest już dziewczyną, którą zostawił. Z wyrzutka stała się najlepszą absolwentką egzaminu adwokackiego, błyskotliwą prawniczką korporacyjną znaną z bystrego umysłu i niezachwianej pewności siebie. Nieustraszona. Nietykalna. Niezłomna.
Aż los ponownie sprowadza go do jej życia. Kiedy Mia dostaje zlecenie, by zająć się wartym miliardy imperium Liama, coś, co miało być po prostu kolejną sprawą, zamienia się w największe wyzwanie jej kariery i serca. Zdobycie go jako klienta mogłoby uczynić ją najmłodszą partnerką w kancelarii.
Ale ponowne spotkanie z Liamem oznacza zmierzenie się ze wszystkim, o czym próbowała zapomnieć. Bo za każdym starciem tli się iskra, która nie chce zgasnąć. Każde spojrzenie niesie ciężar przeszłości. A każdy dotyk grozi tym, że rozsypią się oboje.
Liam jest zdeterminowany udowodnić, że nie jest już chłopakiem, który ją skrzywdził. Ale Mia jest zdeterminowana pokazać mu, że nie jest już dziewczyną, którą zostawił.
Lecz w świecie rządzonym przez władzę, dumę i niebezpieczne pożądanie stare rany znów zaczynają krwawić, prawda wychodzi na jaw, a granica między miłością a nienawiścią powoli się zaciera.
Niektórym pokusom nie sposób się oprzeć. A niektóre serca nigdy naprawdę nie przestają kochać.
Zawsze wokół Czterech
Tej nocy znalazłam schronienie u czterech braci wilkołaków—Ara, Barry'ego, Devina i Carla—którzy przyjęli mnie do swojej watahy, mimo że wyczuwali, że coś jest we mnie inne. To, co zaczęło się jako ochrona, wkrótce zakwitło w coś zakazanego i pięknego: miłość, nie z jednym, ale z czterema braćmi.
Przeciwstawiając się tradycjom wilkołaków i starożytnym prawom, stworzyliśmy rodzinę związaną nie przez konwenanse, lecz przez wybór. Kiedy urodziłam bliźnięta, Lyrien i Lorcana, modliłam się, by moje połączenie z Boginią Księżyca Aetherią pozostało uśpione w ich krwi.
Moje modlitwy pozostały bez odpowiedzi, gdy niekontrolowane moce Lyrien doprowadziły do tragedii, zmuszając ją do podążenia ścieżką, której unikałam—do Solakus, królestwa bogów i magii, gdzie czekało na nią jej prawdziwe dziedzictwo.
Jako matka i córka, nasze równoległe podróże obejmują światy śmiertelników i boskości. Podczas gdy ja znalazłam miłość z czterema oddanymi partnerami, moja córka znajduje się rozdarta między trzema: jej przeznaczonym duszosobem z cieniem w żyłach, księciem smoków z królewskimi ambicjami i elfickim szlachcicem związanym z nią starożytnym układem.
To, co wydaje się przypadkiem, okazuje się boskim planem, kształtowanym przez pokolenia. Kiedy srebrna korona księżycowego światła przechodzi z matki na córkę, obie muszą wybrać między pragnieniem serca a wezwaniem przeznaczenia.
Z niekonwencjonalnych początków rodzi się najpotężniejsza Bogini Księżyca, jaką kiedykolwiek znały krainy.
(Ta książka zawiera treści dla dorosłych, w tym związki poliamoryczne. Nieodpowiednia dla nieletnich.)
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Śmierć przez Oddychanie
Samice są zawłaszczane. Kontrolowane. Rozmnażane.
Alex przysięgła, że umrze, zanim stanie się czyjąkolwiek własnością.
Zaciekle niezależna i zdeterminowana, by uciec przed losem narzuconym kobietom takim jak ona, Alex przez lata przetrwała, nie rzucając się w oczy. Ale wszystko się zmienia, gdy potężni bracia Vandicoff — trzej bezwzględni władcy Alfa — odkrywają, że jest ich prawdziwą bratnią duszą.
W chwili, gdy ją sobie biorą, wybucha wojna.
Alex odmawia podporządkowania się ich więzi, ich władzy i niebezpiecznemu przyciąganiu między nimi. Walczy z każdym rozkazem, każdym dotykiem, każdym instynktem, który grozi, że ją pochłonie. Ale im bardziej się opiera, tym większą obsesję budzą w nich jej opór i upór.
To, co zaczyna się jako walka o kontrolę, wkrótce rozsyła fale uderzeniowe po całym świecie Alfów, zagrażając nawet samemu imperium Vandicoffów.
Czy Alex zdoła przetrwać z trzema zaborczymi Alfami, nie gubiąc po drodze samej siebie?
A może to jedyne, czego pragnie najbardziej — miłość — okaże się tym, co ją zniszczy?
To bardzo mroczny romans o wielu warstwach. To, co spotyka bohaterkę, jest przerażające, bez względu na to, jak mężczyźni w jej życiu próbują to nazwać. To, co ją spotyka, to przemoc seksualna — bez żadnych „ale” i „jeśli”. Nie romantyzuję tego; nazywam rzeczy po imieniu. Inne postacie, w tym mężczyźni, próbują przedstawić to inaczej, ale ona zawsze nazywa to tym, czym jest. W pierwszej połowie tej książki nie ma między głównymi bohaterami serduszek i kwiatków — mimo prób jej mężczyzn, by to zmienić — więc proszę, nie zakładaj, że to taki typ romansu. Alex jest twarda, ale przechodzi przez piekło i wychodzi z niego jako silniejsza kobieta. Jeśli potrafisz znieść ten mrok i wyjść z niego razem z nią, do nowego życia i szczęścia, na które zasługuje, przeczytaj jej historię.
Ostrzeżenie o treściach wrażliwych. To mroczny romans i zawiera sceny przemocy seksualnej przedstawione wprost na kartach książki. Występują w nim również porwanie, handel ludźmi oraz opisy tortur. Proszę mieć to na uwadze.
Pieśń serca
Wyglądałam silnie, a mój wilk był absolutnie przepiękny.
Spojrzałam w stronę, gdzie siedziała moja siostra, a ona i reszta jej paczki mieli na twarzach wyraz zazdrosnej furii. Następnie spojrzałam w górę, gdzie byli moi rodzice, którzy patrzyli na moje zdjęcie z takim gniewem, że gdyby spojrzenia mogły podpalać, wszystko by się spaliło.
Uśmiechnęłam się do nich złośliwie, a potem odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z moim przeciwnikiem, wszystko inne przestało istnieć poza tym, co było tutaj na tej platformie. Zdjęłam spódnicę i kardigan. Stojąc tylko w topie i rybaczkach, przyjęłam pozycję bojową i czekałam na sygnał do rozpoczęcia -- Do walki, do udowodnienia, i do tego, by już się nie ukrywać.
To będzie zabawa. Pomyślałam, z uśmiechem na twarzy.
Ta książka „Heartsong” zawiera dwie książki „Wilczy Śpiew Serca” i „Czarodziejski Śpiew Serca”
Tylko dla dorosłych: Zawiera dojrzały język, seks, przemoc i nadużycia
Zemsta Opuszczonej Luny
– Bella. Ton Ethana się zmienił, nabierając tej ostrzegawczej nuty, którą znałam aż za dobrze. – Faye jest teraz wrażliwa. Przeraża ją, że będziesz miała do niej żal, że to podzieli watahę. Ostatnia rzecz, jakiej chce, to żeby to dziecko stanęło między nami.
– W takim razie nie powinieneś był tego robić. – Spojrzałam mu prosto w oczy, pozwalając mu zobaczyć lód w moich. – Wróć do swojego syna.
– Do kurwy nędzy. – Przeczesał włosy dłonią. – Ile razy mam powtarzać… to było sztuczne zapłodnienie. Użyli mojego nasienia, tak, ale Faye i ja nigdy…
Bella parsknęła chłodno. Tak bezczelne kłamstwa. Jej partner miał romans z partnerką swojego brata, a cała jego rodzina pomogła wypchnąć Bellę z niczym, tylko po to, żeby zrobić miejsce kochance i pozwolić jej zająć należną pozycję. Biedny głupiec – sądził, że Bella to tylko niechciana adoptowana córka, którą łatwo zbyć i kontrolować. Nigdy nie wiedział, że komputerowym geniuszem, którego szukał, była jego własna Luna.
Skoro się skalał, Bella miała dość. Odrzuciła go i odzyskała to, co było jej, wspinając się na szczyt z pomocą Victora, który od lat potajemnie był w niej zakochany.
Kiedy Ethan próbował ją odzyskać: – Nie chcesz, żeby nasze dziecko dorastało bez ojca.
Bella uśmiechnęła się szyderczo. – Ojcem dziecka nie jesteś ty.
Fałszywa dziewczyna hokejowego Alfy
Jest jeszcze Rafael. Mroczny. Nieuchwytny. Chłopak, o którym wszyscy mówią, ale którego tak naprawdę nikt nie zna. Powinien być ostatnią osobą, do której Vivienne się zbliży, a jednak nie potrafi odwrócić wzroku. Wciąga ją w niebezpieczeństwo, które jednocześnie przeraża i daje poczucie bezpieczeństwa — jakby widział w niej te części, których nie dostrzega nikt inny.
Ale Rafael ma sekrety — takie, które mogłyby zniszczyć ich oboje. A im bliżej Vivienne jest, tym trudniej rozstrzygnąć, czy on jest jej drogą ucieczki… czy powodem, dla którego nigdy nie zdoła się wyrwać.
Ludzka Małżonka Alfy
Jestem Salara, gospodynią domową, która od pięciu lat cierpi na psychiczne znęcanie się ze strony męża Henry'ego. Prawie go opuściłam cztery lata temu, ale wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i poczułam się uwięziona w małżeństwie, w którym jestem nieszczęśliwa.
Dziś wieczorem przygotowywałam kolację dla partnera biznesowego Henry'ego, Derricka.
Jest co najmniej pół stopy wyższy od Henry'ego, a jego ciemne rysy są dla mnie bardziej pociągające niż jaśniejsze Henry'ego. Jego czarne włosy są krótko przycięte na dole, a na górze układają się w najbardziej kuszące loki.
A jego oczy... nigdy nie widziałam takiego odcienia zieleni w czyichkolwiek oczach. Gubię się w ich głębi, gdy patrzy na mnie łapczywie. Jego dobrze zdefiniowana klatka piersiowa idealnie rozciąga czarną koszulkę na jego muskularnym ciele, sprawiając, że ślinka mi cieknie, gdy na niego patrzę.
„Derrick-” Henry przerywa nasze milczące ocenianie, z dezaprobatą w głosie. „To jest moja żona Sa-” Warknięcie wydobywa się z piersi Derricka, przerywając Henry'emu, gdy przedstawia mnie naszemu gościowi.
Patrzę z żywym zainteresowaniem, jak jego twarz zaczyna się wykrzywiać, jego usta i nos łączą się, aż na ich miejscu pojawia się pysk, z dużymi kłami wystającymi z jego warg, gdy warczy na Henry'ego. Przerażenie maluje się na twarzy Henry'ego, gdy patrzy na Derricka, próbując zrozumieć, co się dzieje.
„Partnerka,” warczy Derrick na Henry'ego, robiąc krok w jego stronę, co powoduje, że Henry cofa się ze strachu.












