Rozdział 237

Kraven

Krew mi zamarzła.

O kurwa.

Śmiech tłumu wciąż odbijał się echem po pawilonie, gdy to usłyszałem — charakterystyczny trzask przeładowywanych karabinów szturmowych. To nie była uprzejma strzelanina sportowa, którą udawaliśmy, że się cieszymy. To było prawdziwe.

Tam.

Sześć pojazdów. Cza...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie