Rozdział 4

Kruczyca

Pani Johnson nie zwolniła. Wręcz przeciwnie, przyspieszyła, a jej obcasy klikały o podłogę z narastającą pilnością.

Dobrze. Sama tego chciałaś.

Kopnęłam w biurko. Mocno. Przewróciło się i z hukiem upadło między nami, tworząc idealną barierę. Metalowe nogi zaskrzypiały o podłogę.

W klasie zapadła cisza.

Pani Johnson zatrzymała się w pół kroku, jej wyraz twarzy zamrożony gdzieś między wściekłością a niedowierzaniem.

"Nie podchodź bliżej," powiedziałam miękko. Wyraźnie.

Patrzyła na mnie. Potem na przewrócone biurko. Potem znowu na mnie.

Widziałam moment, kiedy zdecydowała się podwoić swoje wysiłki w tej osobistej vendetcie. Jej twarz zaczerwieniła się, a knykcie zbielały wokół linijki.

"Kruczyca!" Jej głos wzbił się w krzyk. "Zaatakowałaś Leo! A teraz mi grozisz? Chcesz, żeby cię wyrzucili? Szukasz wyroku śmierci?"

Postawiłam jedną nogę na przewróconym biurku, patrząc na nią z takim spokojem, który doskonaliłam przez setki zabójstw. "Och, z śmiercią radzę sobie od lat, pani Johnson." Pozwoliłam, by słowa opadły jak kurz. "Zdecydowanie radzę ci przestać się do mnie zbliżać."

Klasa zamilkła do absolutnej ciszy. Nawet uczniowie, którzy wcześniej się śmiali, zdawali się wyczuwać, że coś się zmieniło. Że ktokolwiek, kogo znali jako Kruczycę Martinez, już tu nie był.

Twarz pani Johnson przechodziła przez kilka odcieni fioletu. "Ty—ty nie możesz—"

I tak próbowała wspiąć się nad biurkiem.

Zły ruch.

Linijka opadła w łuku celując w moją głowę. Typowy agresywny ruch, fatalne wykonanie. Złapałam ją między dwa palce, metal zatrzymał się cal od mojej czaszki z ostrym trzaskiem, który odbił się echem w nagle cichej sali.

Delikatny skręt i linijka była moja.

Trzymałam ją stabilnie, czubek skierowany w stronę gardła pani Johnson. Zamarła w pół wspinaczki, balansując niezręcznie na biurku między nami, cała pewność siebie wyparowała w szeroko otwartych oczach.

"Nie. Ruszaj. Się."

Nie ruszyła się. Cała klasa wstrzymała oddech.

Pani Johnson zamrożona na biurku. Leo cofający się. Telefony wyciągnięte, nagrywające. Wszyscy czekający, aż się załamię.

A ja czułam się... dobrze?

Szesnaście lat perfekcyjnych zabójstw i nigdy nie czułam tego dreszczu. Nie od strzału w głowę z 800 metrów. Nie od infiltracji kompleksu z dwudziestoma strażnikami. To—ten chaos, ta nieprzewidywalność—było to naprawdę zabawne.

Nigdy nie miałam imienia. Nigdy nie chodziłam do szkoły. Nigdy nie miałam życia, które nie było zaplanowane trzy kroki naprzód.

Może wszechświat dawał mi dokładnie to, o co prosiłam.

Tylko z gorszymi włosami i upokarzającą taśmą wyznania.

"Bardzo dobrze," powiedziałam cicho, mój głos przecinał ciszę. "Wszyscy wreszcie się uspokajają."

Pani Johnson wydała cichy dźwięk oburzenia, ale wciąż była zamrożona na miejscu, oczy utkwione w linijce przy jej gardle.

"Kruczyca." Wymówiła to słowo przez zaciśnięte zęby, próbując odzyskać trochę autorytetu. "Rozumiem, że jesteś zdenerwowana... sytuacją. Wiem, że twoje prywatne wiadomości zostały ujawnione całej szkole. Wiem, że wszyscy słyszeli twoje wyznanie nadane przez system PA."

Co?

"Ale atakowanie uczniów i nauczycieli niczego nie zmieni!" Kontynuowała, desperacja wkradała się w jej głos. "Jesteś młoda. Masz jeszcze przyszłość. Ale jeśli będziesz dalej szła tą drogą, twoje życie się skończy. Rozumiesz? Skończy."

Leo zbliżył się, jego głos niski i pilny przy moim uchu. "Naprawdę tego nie pamiętasz?"

Spojrzałam na niego. Wyglądał na szczerze zaniepokojonego, co było więcej niż mogłam powiedzieć o kimkolwiek innym w tej sali.

"Wczoraj wieczorem," kontynuował, ledwie szeptem, "wysłałaś prywatną wiadomość do Tylera Andersona. Wiesz—rozgrywającego? Gwiazdy drużyny futbolowej? Faceta, który ma praktycznie zapewnione pełne stypendium na każdą uczelnię, jaką chce?"

Mój żołądek opadł. Miałam przeczucie, dokąd to zmierza.

"Powiedziałaś mu..." Głos Leo opadł jeszcze niżej, a ja słyszałam zażenowanie w każdym słowie. "Powiedziałaś mu: 'Wiem, że nie jestem dla ciebie wystarczająco dobra. Wiem, że nie jestem ładna ani popularna ani niczym wyjątkowym. Ale nie mogę przestać o tobie myśleć. Zrobiłabym wszystko—dosłownie wszystko—żebyś mnie zauważył. Proszę, Tyler. Daj mi szansę. Obiecuję, że będę kimkolwiek będziesz chciał. Zmienię się. Będę lepsza. Po prostu... proszę, nie ignoruj mnie więcej.'"

O nie.

"Jakoś," kontynuował Leo, jego wyraz twarzy skrzywiony współczuciem, "ta wiadomość wyciekła do szkolnego czatu grupowego. A potem - i nadal nie wiem, jak to się stało - ktoś odtworzył ją przez poranne ogłoszenia. Twój głos. Cała szkoła to słyszała."

Kurwa.

Zdradzona? Nie - gorzej niż zdradzona. Upokorzona. Zniszczona. Oryginalna Raven Martinez została emocjonalnie rozszarpana, a z wyrazów twarzy wszystkich wokół wynikało, że podobało im się to przedstawienie.

Złapałam spojrzenie pani Johnson. Obserwowała moją reakcję i teraz zobaczyłam coś, co mogło być litością, migoczące na jej twarzy.

"Raven." Głos pani Johnson zmienił się, teraz był niemal łagodny. "Wiem, że to było... trudne. Ale musisz się opanować, zanim—"

"Zanim co?" Pozwoliłam, aby linijka opadła nieco, wciąż ją trzymając. "Zanim zrobię jeszcze gorzej?"

"Zanim zmarnujesz sobie całe życie!" Jej głos podniósł się z nagłą pilnością. "Czy rozumiesz, co oznacza wydalenie? Dyscyplinarną kartotekę, która będzie cię śledzić wszędzie? Żadna uczelnia cię nie przyjmie. Żadna praca cię nie zatrudni. Twoje życie - całe twoje życie - skończy się, zanim się zacznie!"

Życie - to słowo uderzyło mnie jak fizyczny cios. Wszystko zamarło na ułamek sekundy, gdy świadomość przebiła się przez moją świadomość.

Opuściłam Bloodline dla nowego życia. Zaryzykowałam wszystko - wyskoczyłam z samolotu, ukradłam Serce Szatana, spaliłam wszystkie mosty - wszystko dla nowego początku.

A wszechświat rzuca mnie... tutaj? W ciało upokorzonej nastolatki z hormonami, szkolnym dramatem i, na dodatek, taśmą z miłosnym wyznaniem?

Prawie zaśmiałam się z tego kosmicznego żartu. Prawie.

Ale pani Johnson miała rację w jednej kwestii - nie mogłam sobie pozwolić na zniszczenie tego życia, zanim go nie zrozumiałam. Tego żałosnego, zawstydzającego, zupełnie normalnego życia, które dosłownie umarłam, aby zdobyć.

Powoli opuściłam linijkę, pozwalając jej upaść na podłogę między nami.

Dźwięk odbił się echem jak strzał w cichym pomieszczeniu.

Pani Johnson zeskoczyła z biurka, wygładzając spódnicę, próbując ocalić trochę godności.

"To... to lepiej," wykrztusiła. "Teraz, jeśli tylko—"

Drzwi do klasy otworzyły się ponownie.

Ciężkie kroki. Pewne siebie. Męskie.

"Raven."

Odwróciłam się w stronę głosu.

Facet w drzwiach wyglądał dokładnie tak, jak można by się spodziewać po rozgrywającym drużyny futbolowej w liceum. Wysoki. Szerokie ramiona. Taka atletyczna budowa, która pochodziła z lat treningu i prawdopodobnie z dużej dawki genetycznego szczęścia. Nosił swoją kurtkę z literą jak zbroję, a jego wyraz twarzy był ustawiony w ten specyficzny rodzaj pogardy, który widziałam na celach setki razy wcześniej.

Tyler Anderson.

Zdrajca. Ten, który zniszczył życie tej dziewczyny.

"Boże!" Głos dziewczyny z tyłu klasy. "Tyler Anderson osobiście! To lepsze niż reality TV!"

"Nie mogę uwierzyć, że tu przyszedł!" inny uczeń szepnął głośno. "To będzie legendarne!"

Tyler wszedł do pokoju z taką swobodną pewnością siebie, która jasno wskazywała, że był przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi. Przyzwyczajony do bycia posłusznym. Spojrzał na mnie - na Raven - z czymś pomiędzy obrzydzeniem a rozczarowaniem.

"Odrzuciłem cię," powiedział, jakby tłumaczył coś szczególnie opóźnionemu dziecku. "To wszystko, co się stało. Powiedziałem nie. Większość ludzi by to zrozumiała i poszła dalej."

Moje ręce zacisnęły się po bokach. To ciało mogło być słabsze niż byłam przyzwyczajona, mogło być wolniejsze i bardziej miękkie, ale gniew narastający w mojej piersi był dokładnie taki jak dawniej.

"Zamiast tego," Tyler kontynuował, gestykulując wokół klasy, "robisz afery. Atakujesz nauczycieli. Robisz sceny." Pokręcił głową. "Co ty w ogóle robisz, Raven? Wyglądasz żałośnie."

Pokój czekał. Wszyscy patrzyli. Niektórzy z telefonami w rękach, już nagrywający.

Tyler zrobił krok bliżej, jego głos obniżył się do czegoś, co mogło być zamierzone jako troska, ale wyszło jako protekcjonalność. "Po prostu przeproś panią Johnson. Przestań robić sobie jeszcze większe problemy."

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział