Rozdział 5 Cunti

❦ Rosalind ❦

„Rosa. Jakie są szanse?”

To nie może się dziać. Moje widzenie pulsowało od napięcia w trybie walki lub ucieczki.

Orlov Conti, którego zablokowałam na telefonie i na nielicznych mediach społecznościowych, które prowadziłam, stał przede mną.

Zdałam sobie sprawę, że nadal nie odpowiedziałam, a tylna część mojej dłoni była teraz przyciśnięta do jego ust. Gęsia skórka pojawiła się na mojej skórze. Spojrzałam w bok i złapałam wzrok jednego z moich żołnierzy. Natychmiast postawił jeden krok do przodu, kierując się w naszą stronę.

Orlov uśmiechnął się do mojej ręki. „Kogo musiałaś zadowolić, żeby dostać się na to wydarzenie?”

Szarpnęłam rękę z powrotem.

„To ja powinnam cię o to zapytać, Orlov,” powiedziałam, mimo burzy wewnętrznej tonując głos.

„Nie nosisz swojej protezy. Tak po prostu machasz tym obrzydliwym kikutem, co?” zamruczał.

Gdy mój ochroniarz żołnierz stanął obok mnie, jego uzbrojona ręka ukryta w kieszeni, obok Orlova pojawił się inny mężczyzna.

„Panno Rosalind, czekałem na twoją uwagę przez cały wieczór. Moje kondolencje i modlitwy.”

Imponujący mężczyzna, starsza, siwowłosa wersja Orlova, mówił z lekkim ukłonem i ręką na sercu, wyrażając szczerą sympatię.

„Dziękuję. Pan…?” zapytałam, zauważając, jak Orlov patrzy na mnie i na mężczyznę z dezorientacją.

„Giancarlo Conti. Miałem przyjemność spotkać twojego ojca kilka razy w interesach. Widzę, że poznałaś mojego syna, Orlova.”

Spojrzałam na Orlova, który wygładzał przód swojego garnituru z irytacją na twarzy.

„Tak, miałam przyjemność. Orlov i ja uczęszczaliśmy na Uniwersytet w Bostonie. Gratuluję ukończenia studiów, Orlov.”

Mój głos był teraz słodko przesłodzony i pewny siebie, gdy zdałam sobie sprawę, kto trzyma władzę, kto zawsze trzymał władzę.

Orlov wybełkotał coś niezrozumiałego, a jego ojciec, Giancarlo, poklepał go po plecach z szerokim uśmiechem.

„Cóż. Zostawię was, żebyście się nadrobili. Chciałem go przedstawić, skoro wróciłaś do Nowego Jorku, ale cieszę się, że jesteście dobrze zaznajomieni. Może cię oprowadzić, jeśli potrzebujesz towarzystwa.”

Z tymi słowami Giancarlo odszedł, zostawiając oszołomionego Orlova, który patrzył na mnie z wściekłością.

„TY jesteś Rosalind Marlow? Co to jest?” warknął, a ja poczułam, jak mój żołnierz sztywnieje ochronnie obok mnie.

Zrobiłam krok do przodu i wyszeptałam: „Myślałam, że odcięłam cię na dobre od mojego życia. Ale teraz, gdy masz nieszczęście być w tym samym mieście co ja, radzę ci unikać mnie jak śmierci, bo to właśnie cię spotka, jeśli choćby pomyślisz o spróbowaniu czegokolwiek.”

Gdy przechodziłam obok niego, wykrzywiłam usta w szyderczym uśmiechu. „Miłego wieczoru, panie Conti.”

Drżenie nie ustąpiło nawet po opuszczeniu budynku, wsuwając się na tylne siedzenie bez jednego spojrzenia wstecz na wydarzenie, które miałam prowadzić.

Marcus wszedł obok mnie, a ja cofnęłam się z zaskoczenia. Zwykle jeździł swoim samochodem z żołnierzami, zostawiając Dantego i moich ochroniarzy, aby jeździli ze mną. Zaczęłam kojarzyć Dantego z bezpieczeństwem, a teraz, gdy go nie było, mój umysł oszalał.

Starałam się uspokoić, gdy Marcus zwrócił się do mnie.

„Muszę przyznać, poradziłaś sobie naprawdę świetnie.”

„C-co?”

„Ten charytatywny memoriał. Wszystkie główne blogi uchwyciły, jak przekazujesz pieniądze na szczytne cele i elegancko goszcząc wszystkich ważnych gości.”

„Och, dziękuję.”

Chwyciłam prawy nadgarstek lewą ręką, ukrywając kikut przed Marcusem. Gdyby zapytał, nie wiedziałabym, co mu powiedzieć. Pot spływał po moim czole. Czułam się mdlejąca i zamknięta, a prędkość samochodu pogarszała mój dyskomfort.

Jak mogłabym wyjaśnić, że ja, córka George'a Marlow, pozwoliłam mężczyźnie na znęcanie się nade mną podczas naszego dwuletniego związku na uczelni?

Że nie wiedziałam, iż Orlov miał powiązania z mafią, ponieważ, tak jak ja używałam panieńskiego nazwiska mojej matki i trzymałam się z dala od uwagi, tak samo robił on.

Prowadziłam kwiaciarnię jako hobby, a on był znanym artystą autoportretów na terenie uniwersytetu. Poznaliśmy się, gdy przyszedł kupić kwiaty, aby użyć ich jako żywego rekwizytu do jednego ze swoich pokazów, i od razu się polubiliśmy.

Byłam młoda i zauroczona jego niebezpieczną aurą. A kiedy zaczął mnie fizycznie maltretować, po tym jak wcześniej znęcał się nade mną emocjonalnie i psychicznie, było już za późno, aby się wyplątać.

Łzy piekły mnie w oczach, gdy przypominałam sobie, jak odmawiałam widzenia się z ojcem podczas jego comiesięcznych wizyt, próbując ukryć siniaki i cienie pod oczami, wiedząc, że zabiłby Orlova, gdyby kiedykolwiek dowiedział się prawdy.

Kiedy w końcu zdobyłam się na odwagę, aby z nim zerwać, odciął mi palec podczas kłótni, a ja dźgnęłam go nożem. Wyglądał na przestraszonego, zaskoczonego tym, że po raz pierwszy się obroniłam.

Z szpitala poszłam do domu mojej najlepszej przyjaciółki Dalii, tylko po to, aby zobaczyć, jak siedzi okrakiem na Orlovie. Zaraz po tym, jak mnie pociął.

Pamiętam, jak biegłam całą drogę do mieszkania we łzach, z sercem w kawałkach. Dalia doradzała mi, żeby z nim zerwać, a jednocześnie pieprzyła się z nim za moimi plecami przez cały ten czas.

„Tutaj wysiadam, Rosalind. Mam spotkanie z kilkoma donami i kapo. Zostaniesz odwieziona do domu, a ja później cię poinformuję.” Głos Marcusa wyrwał mnie z zamyślenia.

Mój wzrok natychmiast zwrócił się ku niemu. „Co masz na myśli? Czy to nie moja obecność jest potrzebna?”

„Rosa.”

Rzuciłam mu groźne spojrzenie.

„Rosalind,” poprawił się, „to niebezpieczni ludzie. Ktoś zabił twojego ojca. Nie powinnaś wchodzić do ich legowisk.”

„Hotel, w którym mają spotkanie, dosłownie należy do mnie. Wezmę udział w tym spotkaniu, bo teraz ja jestem głową tej rodziny.”

Potwierdziłam decyzję, którą podjęłam w dniu odkrycia zdrady Orlova i Dalii: nie ufać nikomu.

„Rosalind…”

„Zostaniesz odwieziony do domu, Marcus. Musisz być zmęczony. Poinformuję cię później,” powiedziałam oschle i trzasnęłam drzwiami samochodu, przerywając jego mowę.

Dante i czterech żołnierzy natychmiast wysiedli z samochodu, maszerując w moją stronę, gdy samochód, w którym był Marcus, z piskiem opon opuścił parking.

Mam władzę. Podejmuję decyzje. I dopóki będą o tym pamiętać, nigdy mnie nie zdradzą.

Bez słowa skinęłam na Dantego, aby prowadził.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział