Rozdział 7 Szklany dom

❦ Rosalind ❦

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po opuszczeniu zaciemnionego podziemnego pokoju spotkań The Outfit, było rozkazanie Dantemu, aby zarezerwował dla mnie cały dzień na Gilded Brass, strzelnicy mojego ojca.

Jeśli miałam umrzeć z rąk Viktora Marino, nie zamierzałam poddać się łatwo.

W drodze do domu zapytałam Dantego o jego szczerą opinię na temat tego, czy prowokowanie Viktora podczas spotkania było nierozważne.

„Większość ludzi obstawia zakłady, jak szybko złamiesz się pod presją biznesu,” powiedział, łechcząc moje ego. „Jak dotąd, stracono dużo pieniędzy.”

Co było niebezpieczne, bo kiedy jestem zbyt pewna siebie, robię głupie rzeczy. Jak drażnienie pewnego niedźwiedzia, który patrzył na mnie, jakby złamanie mi karku i taniec na moim grobie miałyby uczynić jego dzień kompletnym.

To był dzień później, a ja siedziałam w fotelu mojego ojca, Marcus naprzeciwko mnie, podpisujący dokumenty i przeglądający raporty finansowe. Wielkie meble pochłaniały mnie w swoich fałdach i cieple.

„Jest sprawa, która wymaga twojej pilnej uwagi, Rosalind,” powiedział Marcus poważnie, przerywając moje myśli.

„Co to takiego?” Nawet nie podniosłam wzroku.

Sposób, w jaki westchnął przed kontynuowaniem, sprawił, że poczułam dreszcze. Wiedziałam, że nie spodoba mi się to, co usłyszę.

„Musisz wyjść za mąż.”

List, który podarłam, i podpisany kontrakt, który spaliłam, przemknęły mi przez myśl.

„Nie interesuje mnie małżeństwo.”

Skupiłam się z powrotem na telefonie, gorączkowo pisząc SMS-a do menedżera mojego kwiaciarni w Bostonie. Więcej klientów zostawiało skargi, a sprzedaż była niska. Nie że potrzebowałam pieniędzy, wszystko szło na cele charytatywne.

„Ludzie gadają.”

„Niech gadają,” warknęłam. Na jego niezadowoloną minę złagodziłam ton. „Mój ojciec został zamordowany, a jego morderca wciąż chodzi na wolności. Jak możesz mnie prosić o… małżeństwo? I z kim? Nie mam żadnych perspektyw.”

„To nie kwestia zainteresowania, Rosa. Chodzi o postrzeganie przez opinię publiczną, stabilność i władzę. Siedzisz na imperium i nikt nie wierzy, że możesz je utrzymać sama. A masz perspektywy.”

Zesztywniałam. Czy wiedział o kontrakcie małżeńskim z Viktorem? Wydawało się, że nienawidzi Viktora, więc nawet jeśli wiedział, wątpię, by go popierał. Musiał znać każdy ruch mojego ojca, prawda?

„Giancarlo Conti zaproponował swojego syna. Mówi, że znaliście się już w Bostonie. To prawda?”

Temperatura w pokoju spadła, a drżenie przeszło przez moje kończyny.

„NIGDY nie wyjdę za Orlova. A jeśli jeszcze raz mnie dotknie, zabiję go.”

Marcus uniósł brwi, zaskoczony ostrością mojego głosu, ale nie naciskał.

Potem nadeszła niespodzianka, której się nie spodziewałam.

„Mógłbym się z tobą ożenić,” powiedział. „Oczywiście tylko na papierze.”

Pauza.

Zatkało mnie. „Słucham?”

Przez jego zmarszczoną twarz przemknęła fala emocji. Irytacja, kalkulacja, a potem wreszcie łatwy śmiech, który nie sięgnął jego oczu.

"Musisz zrozumieć sytuację, Rosalind. Nie masz luksusu czekania na idealnego mężczyznę. Potrzebujesz ochrony i lojalności. Im dłużej zwlekasz, tym więcej szacunku tracisz w oczach Organizacji."

Patrzyłam na niego, a wszystko, co widziałam, to doświadczony żołnierz gotów poświęcić wszystko, by utrzymać nazwisko Marlow na powierzchni.

"Mój ojciec nie chciał, żeby to wszystko trwało," powiedziałam cicho. "Widziałam dokumenty. Dlaczego sprzedał tyle swoich aktywów?"

"Wszystko, co sprzedał, miało sfinansować coś większego i czystszego. Legalne biznesy, które miał ci przekazać. Próbował cię chronić, Rosa. Nie dostał szansy."

Moje oczy zaszkliły się, a twarda kula żalu i winy utknęła mi w gardle. Po śmierci matki, tata się zmienił. Stał się samotny i opłakiwał ją do samego końca. Podczas gdy ja ukrywałam swoje blizny, on używał swoich, by zbudować coś, co miało mnie chronić, planując jednocześnie swoje przejście na emeryturę. Ale potem ktoś go zamordował z zimną krwią.

"Gdyby to ode mnie zależało, twój ojciec nigdy by im tego nie sprzedał."

"Miał wrogów?"

"Wszyscy mamy wrogów," odpowiedział zagadkowo Marcus. Miał rację. W tym biznesie nawet sojusznicy mogli zmienić stronę, jeśli znaleźli lepszą ofertę.

"Choć doceniam twoją uprzejmą propozycję, muszę odmówić."

Wstałam, by odejść, a on podniósł się za mną.

"Pomyśl o tym, Rosa. Dla własnego dobra."

"Z całym szacunkiem, Marcus, nie będę o tym myśleć. Pomszczę mojego ojca. Dopiero wtedy będę wiedziała, jakie będą moje następne kroki. Do tego czasu, rób swoją robotę zarządzając interesami i nie poruszaj tego tematu ponownie. Nigdy."

Idąc na górę, szybko napisałam SMS-a do Dantego, prosząc go, żeby zawiózł mnie do Grand Marlow. Musiałam oczyścić głowę. Potrzebowałam przerwy od tego wszystkiego, a szalona propozycja Marcusa wytrąciła mnie z równowagi.

Tata z pewnością myślał o tym samym, kiedy postanowił związać mnie z Viktorem, ale nie sprzedał Marinosom z dobrej woli. Ktoś zmusił go do tego, a ja po prostu nie wiedziałam jak.

Co Darko miał na mojego ojca, żeby zmusić go do oddania tego, co kochał najbardziej?

Podczas jazdy do hotelu rozważałam swoje opcje. Byłam winna ojcu uratowanie tego, co pozostało z jego dumy, co oznaczało, że nie mogłam pozwolić, by hotel wpadł w ręce Viktora.

"Pas bezpieczeństwa!" nagle ryknął Dante z przedniego siedzenia.

Zanim zdążyłam zapytać, co się stało, samochód gwałtownie skręcił w prawo. Wydałam z siebie przerażony krzyk i chwyciłam swoją małą torbę podróżną.

"Jesteśmy śledzeni," wcisnął pedał gazu. "Trzymaj się."

Mrugałam, moje ręce drżały, kiedy zapięłam pas bezpieczeństwa. Samochód poruszał się tak szybko, że siła przyciskała mnie do siedzenia.

Spojrzałam na bok, gdy czarny Dodge Challenger z przyciemnianymi szybami zrównał się z naszym samochodem. Próbowałam się przygotować, gdy Dodge skręcił w nas i uderzył w moją stronę tylnego siedzenia.

Siła uderzenia rzuciła mnie na boczną szybę, a rozbite szkło posypało moją skórę. Poczułam smak krwi, moje uszy dzwoniły, a potem...

Wszystko pociemniało.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział