Rozdział 1
Perspektywa Eleny
Robiłam na drutach mały niebieski sweterek. Mój opuchnięty brzuch sprawiał, że trzymanie włóczki było niezręczne, ale byłam zdeterminowana, by skończyć przynajmniej jeden zestaw ubrań przed przyjściem dzieci. Lekarz powiedział, że mogę zacząć rodzić w każdej chwili, chociaż termin miałam dopiero za miesiąc.
Zatrzymałam się, słysząc stłumione głosy na korytarzu.
"Alfa wraca dzisiaj wieczorem," powiedział jeden z domowników.
Moje serce zabiło mocniej. Richard wraca? Nie było go w domu od prawie dwóch tygodni. Odłożyłam robótkę i przycisnęłam dłonie do brzucha, czując, jak dzieci poruszają się we mnie.
"Słyszycie, maluchy? Wasz tata wraca do domu." Uśmiechnęłam się, choć uśmiech nie sięgnął moich oczu. "Może nie przepada za mamą, ale wiem, że was pokocha."
To nie była cała prawda. Nie miałam pojęcia, czy pokocha te dzieci. Nasze małżeństwo było jedynie sojuszem między watahami wilków Winter i Blackwood. Moja rodzina straciła pozycję w rywalizacji i była zmuszona przenieść się na jego terytorium. Małżeństwo z potężną watahą Nightfall miało zapewnić nam bezpieczeństwo.
Tyle że Richard jasno dał do zrozumienia, że nie był to jego wybór.
Nie obudziłam się jeszcze jako wilkołak - co było rzadkością wśród nas. Nie byłam pewna, czy kiedykolwiek uda mi się obudzić jako wilkołak.
Z wysiłkiem podniosłam się na nogi. Jeśli miał wrócić do domu, chciałam przygotować dla niego jedzenie. Może jego ulubione kotlety jagnięce z rozmarynem złagodzą jego wiecznie chłodny charakter.
Kiedy usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe, wyszłam z kuchni, żeby go przywitać, ale zatrzymałam się, gdy zobaczyłam kobietę obok niego.
Jego ojciec Gerald i matka Riley również zeszli z góry.
"Co to ma znaczyć, Richard?" Głos Geralda zabrzmiał autorytatywnie. "Przyprowadzasz tę... kobietę do naszego domu? Z twoją ciężarną żoną tutaj?"
Zamarłam, chcąc go skonfrontować, ale nie mogłam otworzyć ust. Nasz związek był kruchy jak papier, łatwo zniszczalny. Richard stał wysoki w idealnie skrojonym czarnym garniturze, jego kasztanowe włosy były nienagannie ułożone. Kobieta obok niego miała rękę spoczywającą na jego ramieniu.
Twarz Richarda pozostała niewzruszona. "Ojcze, matko, to jest Victoria. Myślę, że czas przestać udawać."
Riley podeszła do przodu. "Udawać co, dokładnie co się dzieje?"
"Że to małżeństwo z Eleną było kiedykolwiek moim wyborem." Słowa Richarda przecięły mnie jak pazury. "Ten polityczny sojusz, który zaaranżowaliście z rodziną Winter, był waszą decyzją, nie moją. Victoria jest kobietą, którą zawsze chciałem jako swoją partnerkę."
Victoria uśmiechnęła się, jej czerwone usta triumfalnie zakrzywiły się, gdy ścisnęła ramię Richarda.
"Straciłeś rozum?" warknął Gerald. "Elena nosi twoje dzieci. Twoich dziedziców."
"To również było wynikiem waszego podstępu," odpowiedział zimno Richard. "Oczywiście, będę dbał o dzieci. Ale nie będę dłużej kontynuować tej farsy. Victoria się wprowadzi, a kiedy Elena dojdzie do siebie po porodzie, zostaną poczynione ustalenia."
Musiałam wydać jakiś dźwięk, bo nagle wszystkie oczy zwróciły się ku mnie. Ból, który przeszył moje serce na jego słowa, był niczym w porównaniu z nagłym skurczem, który chwycił mój brzuch.
"Elena..." Riley podeszła do mnie, z troską w oczach.
Cofnęłam się, jedną ręką chwytając marmurową kolumnę, drugą przyciskając do brzucha. Coś ciepłego spływało mi po nogach.
"Ty..." wysapałam, gdy kolejna fala bólu uderzyła we mnie.
Wyraz twarzy Richarda się nie zmienił, ale dostrzegłam iskierkę czegoś - alarmu? - w jego oczach.
Skurcze nasiliły się, poczułam gwałtowny napływ ciepłej cieczy. Ale to nie były tylko moje wody płodowe - ciecz zbierająca się u moich stóp była jaskrawo czerwona.
"Elena!" Riley rzuciła się w moją stronę, gdy moje nogi się poddały.
Spojrzałam Richardowi prosto w oczy, wściekłość narastała we mnie. "Jeśli coś się stanie moim dzieciom," syknęłam, "przeklinam cię, żebyś nigdy nie zaznał spokoju. Twoje noce będą męką, a dni cieniem. Richard Blackwood."
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, zanim pochłonęła mnie ciemność, był uśmiech Victorii.
Czułam, jak unoszę się w oceanie bólu, każdy skurcz był jak ogromna fala pochłaniająca mnie. Światła na sali porodowej raziły moje oczy, a pot przesiąkał moje włosy, przyklejając je do policzków.
"Pierwsze dziecko jest na świecie! To dziewczynka!"
Usłyszałam podekscytowany głos Jacey, a potem głośny płacz dziecka. Chciałam się uśmiechnąć, ale nie miałam siły nawet unieść kącików ust. Kolejna fala bólu uderzyła mnie ponownie, zacisnęłam zęby.
Jacey trzymała mnie za rękę, ale czułam, jak drżą jej palce. Byłam wdzięczna, że moja przyjaciółka była przy mnie. Ale jego tu nie było - czy naprawdę nic do mnie nie czuł?
"Elena, trzymaj się, wiem, że boli, ale musisz jeszcze raz pchać," w głosie Jacey było słychać niepokój.
Chciałam odpowiedzieć, ale czułam, jak moje myśli stają się coraz bardziej mgliste, ogarniające mnie złowrogie uczucie.
Usłyszałam, jak monitor wydaje ostry alarm, a personel medyczny zaczyna krzątać się nerwowo.
"Ciśnienie krwi spada! Niestabilne tętno!"
"Elena! Nie zasypiaj! Pomyśl o swoich dzieciach!"
Czułam, jak życie powoli ze mnie uchodzi, moja świadomość stawała się zamglona. Moje dzieci, moje maleństwa...
Ból. Ciemność. Potem światło.
Zachłysnęłam się powietrzem, które wpłynęło do płuc, które przestały pracować. Moje ciało czuło się, jakby było rozrywane i składane na nowo jednocześnie.
"O mój Boże, Elena! Wreszcie się obudziłaś." Głos Jacey był pełen łez.
Otworzyłam oczy, a świat wyglądał... inaczej. Ostrzej. Słyszałam płacz na zewnątrz sali porodowej, brzmiało jak Riley. Czułam zapach środków dezynfekujących, krwi, strachu i czegoś jeszcze... moich dzieci.
"Dzieci," wychrypiałam. "Moje dzieci—"
"Pierwsze dziecko jest bezpieczne, ale drugie i trzecie są nadal w tobie! Twoje serce zatrzymało się, prawie cię straciliśmy! Ale się obudziłaś, twoja wilczyca cię leczy. Możesz uratować swoje dzieci!" powiedziała Jacey z radością.
Wtedy to poczułam - zmiana przepływająca przez mnie. Wilczyca we mnie się obudziła; przez tyle lat jej nie czułam, ale w tej krytycznej chwili wreszcie poczułam jej obecność. Moje ciało ciągle się regenerowało.
"Pomóż mi," wysapałam, chwytając nadgarstek Jacey. "Pomóż mi uratować moje dzieci. A potem pomóż mi zniknąć."
"Co?" Po chwili zamieszania zrozumiała moje intencje. "Co mam zrobić?"
"Powiedz wszystkim, że umarłam. I wyprowadź mnie stąd z moimi dziećmi. Nigdy nie wrócę do tego człowieka."
Gdy kolejny skurcz przeszył moje ciało, podjęłam decyzję. Elena Blackwood umrze tej nocy. Ale ja i moje dzieci będziemy żyć - daleko od Richarda i jego okrucieństwa.
