Rozdział 1
~CELINE~
"Jestem w ciąży."
Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie i duszące. Patrzyłam na czwarty test ciążowy w mojej drżącej ręce. To nie mogło się dziać.
Panika wspinała się po moim kręgosłupie. Moi rodzice oszaleją.
I tak już miałam za dużo na głowie. Brak miesiączki nie był dla mnie wielkim problemem, więc na początku nie zwracałam na to uwagi. Ale kiedy zaczęłam jeść więcej, a moje dżinsy stały się ciaśniejsze, Caroline nalegała, żebym zrobiła test.
A teraz siedziałam na toalecie, szepcząc do siebie: "Co ja teraz zrobię?"
Egzamin wstępny do szkoły artystycznej miałam za tydzień. To był taki cios, na który nie mogłam sobie pozwolić.
Pukanie do drzwi wyrwało mnie z moich spiralnych myśli. Podniosłam się szybko, podciągając szorty. Wpychając testy do czarnej plastikowej torby, szybko wrzuciłam je do kosza i sprawdziłam łazienkę, żeby nie było żadnych śladów.
"Celine, wychodź! Teraz moja kolej!" Głos Jesse przeciął drzwi.
Wypuściłam drżący oddech. Przynajmniej to nie była mama. Chwytając za klamkę, wzięłam chwilę, żeby się opanować, zanim odblokowałam drzwi.
Jesse przepchnęła się obok mnie, gdy tylko otworzyłam drzwi. "Rodziłaś tam czy co?"
Nie odpowiedziałam. Jej głos był jak zawsze irytujący.
Jesse była złotym dzieckiem, studiującym medycynę na NYU, tą, którą rodzice obsypywali uwagą i dumą. Tymczasem ja byłam rozczarowaniem, które musiało pracować na dwa etaty, żeby sobie poradzić.
Skrzyżowałam ramiona, patrząc na nią. "Nie musiałaś krzyczeć."
Pokazała mi środkowy palec, zanim trzasnęła drzwiami przed moją twarzą.
Zacisnęłam wargi, żeby nie odpyskować. Moje ręce zacisnęły się w pięści po bokach. 'Nie warto.'
"Suka," wymamrotałam pod nosem, kierując się do kuchni.
Ostry głos mojej mamy odbijał się echem po domu, gdy wchodziłam. Była na telefonie, znowu beształa Monroe - coś o butli gazowej w jej kantynie.
Na stole w jadalni śniadanie było rozłożone jak uczta.
Każde danie było ulubionym Jesse. Albo miała jakieś wielkie wiadomości do przekazania, albo mama znowu robiła swoje przesadzone przedstawienie, żeby zadowolić swoją idealną córkę.
Chwyciłam winogrono i wrzuciłam je do ust. Głowa mamy podniosła się, jej oczy zwęziły się w cichym niezadowoleniu.
Przewróciłam oczami i dalej żułam.
"Co to jest?" Głos Jesse dobiegł zza mnie, a mój żołądek się ścisnął.
Odwróciłam się powoli, serce waliło. Trzymała test ciążowy.
Zimny dreszcz przeszedł mi po plecach. Dlaczego, do cholery, grzebała w śmieciach?
"Co to jest, Jesse?" zapytała mama, wchodząc do pokoju, telefon wciąż przyciśnięty do ucha.
Jej twarz zamarła, gdy zobaczyła test. Osoba po drugiej stronie rozmowy cicho wywoływała jej imię, ale ona zakończyła rozmowę bez słowa.
"Skąd... skąd to wzięłaś?" Głos mamy drżał, jej wyraz twarzy zmieniał się od zmieszania do podejrzeń.
"Z kosza w łazience," powiedziała Jesse niedbale, jakby nie miała zaraz wysadzić mojego życia w powietrze.
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Moje gardło się zacisnęło, i instynktownie zrobiłam krok do tyłu.
„Celine, nie mów mi, że to twoje,” powiedziała Jesse, choć jej ton już zdradzał odpowiedź, jakiej chciała.
„Nie, to niemożliwe,” wtrąciła się mama, kręcąc głową jakby mogła wymazać tę możliwość. „To musi być żart. Ktoś znowu robi sobie żarty.”
„Mamo, to oczywiste, że to jej,” powiedziała Jesse chłodnym i ostrym głosem. „Była dziś rano w łazience. Poza tym…” Rzuciła mi złośliwe spojrzenie. „Zauważyłam, że przytyła.”
Chciałam krzyczeć, ale słowa nie chciały wyjść. Jesse nawet nie dała mi szansy, żeby się obronić.
Minęły trzy lata od tego okropnego dnia, ale wspomnienie ich osądu wciąż bolało.
Kiedy mama się dowiedziała, nie zwlekała ani chwili, żeby wyrzucić mnie z domu. Tata nie interweniował. Jesse stała z uśmieszkiem, gdy błagałam, żeby mnie nie wyrzucać.
Gdyby nie Caroline, nie wiem, gdzie bym była. Jej rodzina mnie przyjęła, a ona nawet znalazła mi pracę, którą mogłam wykonywać, dopóki nie urodziłam. Bo tak, zatrzymałam dziecko.
To nie była łatwa decyzja, ale nie żałuję jej. Mój syn jest moją radością, moją siłą, moim wszystkim.
„Cezar, przestań biegać! Możesz upaść!” zawołałam za nim, a mój głos odbił się echem po korytarzu hotelu.
Jego śmiech był jasny i beztroski. Pomimo licznych ostrzeżeń od współpracowników, nie miałam innego wyjścia, jak znowu zabrać go do pracy.
„Zostaniesz za to zwolniona, Celine,” powiedział Blake, gdy składaliśmy pranie później tego ranka.
„Wiem,” przyznałam, zerkając na Cezara, który spał na kocu, który rozłożyłam na podłodze. „Ale nie mam nikogo, kto mógłby się nim zająć.”
„A twoja mama?” zapytał ostrożnie Blake.
Zamarłam, ściskając ręcznik w dłoniach. „Ona nie chce mieć ze mną nic wspólnego,” powiedziałam po chwili. „I nie zamierzam zabierać tam mojego syna, tylko po to, żeby nas obrażano.”
Wyraz twarzy Blake'a złagodniał. „Przepraszam. Nie zdawałem sobie sprawy—”
„To nie twoja wina,” przerwałam szybko. „Moja rodzina jest po prostu... skomplikowana.”
Odłożyła prześcieradło i przytuliła mnie. „Na ile to warte, robisz niesamowitą robotę, Celine. Cezar ma szczęście, że cię ma.”
Jej słowa wywołały na mojej twarzy mały uśmiech. „Dziękuję, Blake.”
Ale trzymanie Cezara z dala od oczu było łatwiejsze do powiedzenia niż do zrobienia.
„Cezar, mamusia się złości—” dyszałam, goniąc go znowu po korytarzu. „Jeśli nie przestaniesz, to—”
Drzwi windy otworzyły się właśnie, gdy do nich biegł. Mężczyzna i kobieta wysiedli, a Cezar zderzył się prosto z nogami mężczyzny.
„Cezar!” zawołałam, biegnąc do jego boku.
Uklękłam obok niego, sprawdzając, czy nie ma siniaków, ale był w porządku—tylko przestraszony.
Z ulgą wypuściłam powietrze i spojrzałam w górę, żeby przeprosić parę. Słowa zamarły mi na ustach, gdy spotkałam wzrok mężczyzny.
Przenikliwe niebieskie oczy patrzyły na mnie, zamrażając mnie w miejscu.
To były najbardziej uderzające oczy, jakie kiedykolwiek widziałam.
I wyglądały dokładnie jak oczy Cezara.
